wtorek, 23 kwietnia 2013

[recenzja]Crimson Empire: Circumstances to Serve a Noble tom 1

Po wielu miesiącach czekania wreszcie dostałam w swoje łapki pierwszy tom mangi Crimson Empire: Circumstances to Serve a Noble. Zastanawiałam się swego czasu sporo czy inwestować w ten tytuł - opis brzmiał całkiem nieźle (płatna zabójczyni chroniąca księcia), kreska nie wydawała się zła. Jednak cena, jak to bywa, dość zaporowa - czternaście dolarów. Ale stwierdziłam, że to tylko trzy tomy, ukazujace się co cztery miesiące, więc jakoś będzie można przeżyć. A czy żałuję tego kroku...?



From the time she was sold into servitude as a young girl and told by a handsome demonic figure that she had a destiny to fulfill, Sheila's childhood was anything but easy. After joining an assassin's guild and undergoing rigorous training in the killing arts, Sheila is later taken in by the dashing Prince Edvard to serve as his housemaid and bodyguard.

As skillful as she is with a blade, Sheila hasn't a clue when it comes to courtly romance. While she uses her talents to help Edvard win the throne, can she stave off the male suitors who vie for her heart?


Crimson Empire: Circumstances to Serve a Noble, to podobnie jak wszelkie odmiany Alicji w Krainie Serc, manga stworzona na podstawie gry otome firmy QuinRose. Opowiada o Sheili, dziewczynie sprzedanej w dzieciństwie przez rodziców w niewolę, która przeszła morderczy trening w gildii asasynów (płatnych zabójców). Jak się okazuje w tej profesji są dwa zajęcia - chronienie wysoko postawionych ludzi oraz zabijanie na zlecenie wysoko postawionych ludzi. Sheila zostaje ponownie sprzedana, tym razem przez członków gildii i zaczyna służyć jako główna pokojówka i ochroniarz księcia Edvarda. Młody książę mimo, że jest drugim synem króla, dzięki temu, że jego matka pochodziła z bardziej szlachetnego rodu, jest pierwszym dziedzicem tronu, przed swoim przyrodnim bratem. Nie ma łatwego życia, regularnie przeprowadzane są zamachy na jego życie, a każdy człowiek wokół niego może być wrogiem. Jedyną osobą której zdaje się ufać jest właśnie Sheila, która przysięgła mu swą lojalność. Głównym podejrzanym o organizowanie ataków jest jego starszy brat, który w przypadku śmierci Edvarda odziedziczy tron.

Pierwszy rozdział znacznie różni się od dalszej części, gdyż rozgrywa się w przeszłości, gdy Sheila zmuszona jest dołączyć do gildii asasynów i wbrew swojej woli podana zostaje treningowi pod okiem sadystycznego Curtisa, a następnie zostaje sprzedana na służbę. Rozdział, według mnie, ważny, gdyż ukazuje jak bardzo okrutny jest świat płatnych zabójców - nie ma tu litości, jeśli chcesz przeżyć, musisz być twardy, musisz zabić, bo inaczej zabiją ciebie. Zero lukru, zero serduszek. Takie wychowanie musiało wpłynąć na Sheilę i promieniować na jej dalsze decyzje.

Kolejne rozdziały pokazują już właściwą historię - Sheila, wraz z dwoma innymi pokojówkami broni księcia Edvarda przed atakami, ale także musi się użerać z gromadką różnych dziwacznych postaci mieszkających na zamku. Jak przystało na prawdziwą adaptację gry otome raczeni jesteśmy całym przeglądem bishów, którzy ogrywają większą lub mniejszą rolę w historii.

Najważniejszym jest oczywiście książę Edvard, lekkoduch, który nie przejmuje się zamachami na swoje życie, wydaje się pogodzony z tym, że umrze. Sprawia wrażenie wrażliwego na czyjeś krzywdy, jednak tak naprawdę czuje się pusty w środku, bez emocji - jest w stanie bez wahania posłać kogoś na śmierć. Natomiast jego brat, książę Justin to ponury samotnik, który, owszem, deklaruje, że chce dopaść swojego brata, jednak równocześnie informuje Sheilę o szczegółach nadchodzącego zamachu. Ma zaskakująco miękkie serce i nie waha się w walce bronić głównej bohaterki. Mamy też Marshalla, służącego Justina z którym Sheila drze koty, Meissena podróżnika, który chce zostać magiem, Micheala - demona, który wiąże jakiś kontrakt zarówno z Meissen'em jak i z Sheilą. Ramburesa - rycerza, który pichci zawsze jakieś śmierdzące mikstury, Bryona - szlachcica pałętającego się po zamku, Ronalusa, który ma za zadanie doprowadzić Meissena przed oblicze królowej, a także Hauranne, czarnoksiężnika, który od zawsze mieszka na zamku i wygląda znacznie młodziej niż powinnien.

Sama Sheila wydaje się osobą która nie daje sobie w kaszę dmuchać, już od dzieciństwa była zaskakująco twardą osobą, której wbrew wszystkiemu udało się przeżyć. Obecnie żyje tylko po to, by chronić księcia i bez wahania by zginęła broniąc go. Jako ochroniarz nie jest niezawodna czy wszechmocna, można ją zaskoczyć i może potrzebować pomocy innych. Jednak nie poddaje się i walczy ze wszystkich swoich sił, a nie są one wcale takie małe. Mimo, że wydaje się twarda, posiada też wrażliwe strony - empatię nawet dla wrogów, pewien sentyment wyniesiony z dzieciństwa. Jednak jest w pełni świadoma kłamstw i intryg jakie wokół niej i księcia się szerzą.

Pierwszy tom, jak zawsze, jest wprowadzeniem do historii - poznajemy wszystkich bohaterów, część motywów jakie nimi kierują, dostajemy kilka tajemnic i niedomówień, które mają zaintrygować czytelnika. Całość jest dość zgrabnie ułożona, sceny akcji przeplatają się z utarczkami słownymi, humorem. Romansu brak, przynajmniej na razie. Co ciekawe moim ulubieńcem został Curtis, który wprowadzał Sheilę w arkana sztuki zabijania. Po lekturze pierwszego rozdziału bałam się, że już nie powróci - na szczęście główna bohaterka tak łatwo się nie wywinie od jego towarzystwa.

Jednak problemem może być sama historia - która bazuje na grze otome i zachowuje dość nielogiczne i specyficzne jej aspekty. Chociażby ochroniarki, chodzące i walczące w uniformach francuskich pokojówek czy postacie cały czas w tych samych ubraniach. Dlaczego tak chętnie przyjmowane są kobiety na pozycję ochroniarzy? Nie oszukujmy się, zazwyczaj ludzie wolą mężczyzn na tej pozycji... Słabo przedstawione jest też życie dworzan na zamku, brak jakiegoś ogólnego zarysu świata, czy historii. Gdzie jest królowa czy król? Mieszkają w tym zamku czy nie? Chociaż to może się jeszcze wyjaśnić w dalszych dwóch tomach. Swoją drogą - jak się okazuje, gra Crimson Empire jest kontynuacją gry Arabian Lost, w której to występowała już część męskich bohaterów.

Crimson Empire to nie pierwsza manga rysowana przez Hazuki Futabę, jednak widać w jej kresce pewne braki. To co najbardziej mi się rzuciło w oczy to proporcje sztyletów - mają za dużą rączkę w stosunku do ostrza, ponadto także występują lekkie błędy w proporcjach w ludzkich ciałach, twarze niekiedy są zbyt podłużne, czasem strzelają dziwne miny. Autorka całkiem sprawnie operuje rastrami, umie nimi budować napięcie, jednak uważam, że używa ich nieco zbyt często, a zbyt mało jest własnoręcznie narysowanych teł. Niewykluczone, że autorce po prostu nie starcza czasu na rysowanie teł, gdyż poświęca czas na rysowanie ubrań bohaterów, które posiadają sporą ilość falbanek, guziczków, kokard itp. drobiazgów. Sceny walk są narysowane wystarczająco dobrze, żeby można było się połapać o co chodzi, zresztą nie tylko walki, ale całość jest dobrze rozplanowana na stronach, nie ma żadnych dziwnych przeskoków akcji czy scen wziętych z czapy. Widać, że mangaczka posiada już swój warsztat, który powinna rozwijać w kolejnych tomach.

Tom jest formatu 150x210mm, czyli takiego samego jak Alice in the Country of Clover od tego samego wydawnictwa Seven Seas, bądź jak część mang Hanami - np. Ikigami czy Pluto. Okładka jest błyszcząca, obwoluty brak. Wydawca naniósł trochę zmian na wygląd okładki w stosunku do japońskiej, część dobrych np. inna czcionka tytułu, część neutralnych - usunięcie górnego paska. A tą złą zmianą jest dodanie tego różowego słoneczka(?) z napisem "From the creators of Alice...". Rozumiem, że ma to zachęcić do kupna, jednak takie rzeczy powinny znajdować się na tylnej stronie okładki, a nie na froncie... Sam obrazek przedstawiający trójkę głównych bohaterów - Sheilę, Edvarda i Justina jest niezły, miłym akcentem są orchidee. Z tyłu mamy natomiast rysunek z Sheilą, Bryonem i Ramburesem oraz streszczenie tomu. Grzbiet to standardowo dla Seven Seas od góry: rysunek z postacią (Sheila), tytuł, podtytuł, numer tomu i logo. Wygląda to zgrabnie, jednak mój tom jest felerny - całość jest przesunięta o milimetr w lewo, przez co rysunki "grzbietowe" wchodzą na okładkę, a tylna okładka na grzbiet. Takie rzeczy są irytujące...

Po otwarciu tomu witają nas dwie kolorowe strony, wydrukowane na grubym, matowym papierze, bardzo przyjemnym w dotyku. Niestety, jedna strona przedstawia ten sam rysunek co tylna okładka - powinni to bardziej urozmaicać. Kolejne dwie strony przedstawiają fabułę gry oraz głównych bohaterów, co jest pomocne na początku w rozróżnianiu postaci. Niestety, rysunki postaci są przedrukiem tych z oryginalnej gry, przez co są rysowane inną, gorszą kreską. Ale postacie są na tyle charakterystyczne, że można się zorientować kto jest kim.

Crimson Empire przedstawia ten sam poziom wydania co Alicje od Seven Seas, czyli dobry, wyraźny druk, bardzo dobry typesetting, za wyjątkiem onomatopeji, które pozostają w oryginale, czcionka standardowa, bez szaleństw. Papier jak zawsze lekko szarawy, wystarczająco gruby, by nic nie przebijało. Tomik można otwierać bez strachu, że się rozleci, duży format sprawia, że czyta się wygodnie. Wewnętrzny margines jest wręcz idealny, nie za duży, ani za mały. Tłumaczenie zrozumiałe, rażących błędów brak, tylko dwa drobne.

A więc dochodzimy do odpowiedzi czy żałuję poświęconych pieniędzy. Tomik był przyjemną lekturą, znacznie przyjemniejszą niż się spodziewałam. Główna bohaterka nie jest ślamazną shoujo-dziewoją, która nie potrafi samodzielnie podjąć żadnej decyzji. Mam duży sentyment do profesji złodziej/zabójca - gdyż zawsze wybieram je w jakichś grach. Plusem dla mnie jest to, że w przeciwieństwie do Alicji - tutaj bohaterka nie poznaje wszystkich bohaterów od początku, ale część z nich już zna z przeszłości i łączą ich jakieś więzi. Natomiast sporym minusem jest fakt, że zdecydowanie za dużo postaci zostało nagromadzonych w jednym tomie, przez co można się pogubić kto jest kim. Czytając pierwszy raz Alicję w Krainie Serc miałam ten sam problem. Akcja pędzi do przodu, może trochę za szybko - trzy tomy to dość mało i boję się, że pod koniec historia jeszcze bardziej przyśpieszy.

A więc podsumowując - nie żałuję zakupu, jednak nie jestem pewna czy bym polecała komuś wydawanie tylu pieniędzy. Manga nie jest wolna od wad, ale też nie jest czymś koszmarnym. Ot, miła letura, jeśli ktoś lubi takie klimaty reverse-harem, fantasy i akcji, podlane specyficzną otoczką gier otome.

9 komentarzy:

  1. Świetna recenzja, która przypomniała mi, że miałam zamówić ten tytuł, ale trochę się wahałam, jak widać słusznie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Czyli odpuszczasz sobie?

      Usuń
    2. A gdzie tam. :p Właśnie skończyło mi się Saiunkoku i dogoniłam Skip Beata (resztę szojek albo doganiam, albo już dogoniłam, ewentualnie są krótkie), więc muszę znaleźć jakąś nową szojkę, żeby się przy niej leniwie odmóżdżać. Ta wydaje się niezła, przy tym krótka, więc zlatuje jedno miejsce z mojej listy zakupowych priorytetów, ale wkrótce się za nią wezmę (efekt twojej recenzji i ostatniego zdjęcia przykładowej strony). :p

      Usuń
    3. A ja zabrałam się wreszcie za Oresama Teacher i odkryłam, że na ebayu można kupić mangi kilka złotych taniej, niż na bd... Zamówiłam jeden tomik, nigdy wcześniej tam nie kupowałam, ciekawe jak wyjdzie.

      A dzisiaj zobaczyłam świetną wiadomośc, że Reimei no Arcana się skończy za trzy rozdziały... jak dobrze ;P

      Usuń
    4. Tylko niektóre. Te, których szukałam do tej pory były zwykle droższe nawet od Amazona. :p

      Tja, też się ucieszyłam. Lubię tę serię, ale zdecydowanie wolałabym, żeby Saiunkoku miało te 13. tomów, niż Arisa i Arcana... :p

      Usuń
    5. Nom, niektóre. Ale dobrze wiedzieć, jak sprawdzałam parę miesięcy temu to wszystko było strasznie drogie.

      Usuń
  2. Ostatnimi czasy ograniczam ilość kupowanych mang, więc ta nie trafiła na listę mimo że zaciekawiła mnie ;) jak widać po recenzji, nie mam czego żałować. Trzeba z dystansem podchodzić do wszelkich mang na podstawie gier...
    A co do kobiet ochroniarzy to w twórczości powszechne zjawisko ;) w realu również coraz częstsze ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem są ochroniarzami, ale raczej noszą spodnie ;]

      Usuń
    2. Czepiasz się szczegółów :P :P :P ^^

      Usuń