sobota, 11 maja 2013

[recenzja]DOGS: Stray dogs howling in the dark

DOGS: Stray dogs howling in the dark, manga wydana w Japonii w 2001 roku, zwana jest powszechnie DOGS 0. Dlaczego? Gdyż jest prologiem do wciąż powstającej serii DOGS: Bullets & Carnage, w skrócie po prostu DOGS. Seria ta, zaczęła być wydawana kilka lat później, przez co te tytuły dzielą dość spore różnice, chociażby w wyglądzie okładek. Nie czytałam wcześniej tych dwóch mang, dlatego nie jestem pewna czy można czytać DOGSy, bez znajomości prologu ale uważam, że jakkolwiek by było, wydawnictwo Waneko podjęło słuszną decyzję wydając obydwa tytuły - w innym przypadku, fani na pewno by byli mocno zawiedzeni.

Heine, Naoto, Badou i Mihai nieustannie biorą udział w morderczej pogoni. Tam, gdzie ciemność wypełniona jest mrocznymi pragnieniami, bezpańskie psy próbują przetrwać za pomocą swoich kłów...

Tomik podzielony jest na cztery części - każda z nich opowiada o jednym z głównych bohaterów, którzy są, z jednym wyjątkiem, bardzo luźno powiązani ze sobą. Pierwszy na scenę wkracza płatny zabójca Mihai, który jest najstarszy z tej czwórki. Po wielu latach nieobecności wraca do miasta, w którym kiedyś pracował u szefa rodziny mafijnej. Opuścił to miejsce, gdyż ośmielił się podnieść broń na syna swojego pracodawcy. Teraz, po śmierci byłego szefa przyjeżdża by zaspokoić swoją ciekawość... Badou zajmuje się zdobywaniem i sprzedawaniem informacji. Udaje mu się przypadkiem cyknąć fotkę szefowi pewnego gangu w bardzo krępującej sytuacji, co powoduje, że zaczyna polować na niego zgraja uzbrojonych po zęby gangsterów. Trzecia część wydaje się najbardziej poważna - rodzice Naoto zginęli z ręki pewnego zabójcy, a ona sama dostała amnezji. Jedynym trwałym śladem tej tragedii pozostała wielka blizna w kształcie iksa na jej ciele. Zabójca jej rodziców przygarnia ją do siebie i uczy walczyć. Naoto postanawia się na nim zemścić i pilnie trenuje pod okiem swojej przyszłej ofiary. Ostatnim przedstawionym bohaterem jest Heine, który spacerując natyka się na pewnego alfonsa, który znęca się nad swoją zbiegłą prostytutką. Heine chce zignorować to zdarzenie, ale zauważa, że dziewczyna posiada anielskie skrzydła, które są wytworem modyfikacji genetycznych. Po jej uwolnieniu, jej oprawcy rzucają się za nimi w pościg i śmiertelnie postrzelają Heine'go, który jednak wydaje się nieśmiertelny...

Jak to zazwyczaj bywa, historie są na różnym poziomie. Według mnie, pierwsza z nich jest najsłabsza. Mało interesująca fabuła, niezbyt przekonujący bohaterowie - jakoś zupełnie mnie obszedł tragizm owej sytuacji, mam wrażenie, że był wtłoczony jakby na siłę. Tak naprawdę niewiele dowiedzieliśmy się z tego rozdziału o Mihai'u. Zupełnie inne wrażenie robi komediowa część o Badou, która nie ma w sobie nic z jakiegokolwiek dramatu, a ma jedynie bawić - i doskonale spełnia swoją rolę. Fabuła pędzi do przodu bez zbędnych postojów, nie jest może zbyt odkrywcza czy niezwykła, ale dzięki niej udaje nam się całkiem nieźle przyjrzeć Badou, który z całej tej czwórki jest najbardziej beztroską i łatwą w obejściu osobą. W trzeciej części wracamy do motywu zemsty i tragizmu. Podobał mi koncept zabójcy wychowywującego córkę swoich ofiar i poczułam się rozczarowana końcówką. Rozumiem, dlaczego autor zdecydował się na taki krok, ale... wolałabym, żeby nie skończyło się to tak typowo. Czwarta część też jakoś mnie nie porwała, ale dała nieco większy ogląd w nieco inny niż nasz świat w którym dzieją się DOGS'y - mam tu na myśli motyw genetycznych modyfikacji na ludziach, który to pojawi się, z tego co mi wiadomo, w większej sile we właściwych Psach. Sama fabuła to dość typowa akcja ratownicza, w której motyw kościelny zaraz skojarzył mi się nieco z zakonnicami z Black Lagoon. Dopiero intrygujące końcowe spotkanie Heine'go z pewnym tajemniczym osobnikiem zapowiada, że w kolejnych tomach może być naprawde ciekawie.

Tomik kończy czterostronnicowy dodatek opowiadający o pracownikach baru którym zarządza przyjaciółka Mihai'a - Kiri, oraz kilka słów odautorskich. Dodatkowo wydawnictwo Waneko zdecydowało się zamieścić pierwsze 12 stron z DOGS: Bullets & Carnage, które mają zachęcić do kupna następnych tomów i pokazać jak zmieni się kreska autora.

Bohaterowie są zróżnicowani - uzależniony od papierosów, lekkoduszny i tchórzliwy Badou, którego brak nikotyny może zamienić w zupełnie inną osobę, łaknąca zemsty Naoto, sprawie posługująca się bronią, z pozoru pełen rezerwy Heine, którego otacza nutka tajemniczości oraz doświadczony zabójca Mihai, który nie ma zmysłu orientacji. Zapewne o każdym z nich można by było zrobić osobną mangę, a połączeni razem mogą stanowić wybuchową mieszankę. Różne charaktery i motywy działań, na pewno mogą korzystnie wpływać na dalszą fabułę.

O samym świecie w którym rozgrywają się DOGSy dowiedzieć się można z tego tomiku bardzo mało, autor skupiał się na razie na bohaterach. Na pewno jest to brutalny świat w którym panują gangi, alfonsi, tajne organizacje, przemoc, seks, nierzadko perwersyjny, nielegalne genetyczne modyfikacje, na porządku dziennym kule latają ponad głowami, ludzie podążają za swoimi samolubnymi pragnieniami i tylko najsilniesi oraz najsprytniejsi mogą przetrwać. To świat zapomniany przez boga, którym rządzą pieniądze. Na pewno nie jest to lektura dla wrażliwego czytelnika.

Chyba najpoważniejszą wadą tomiku jest styl rysowania mangaki. Postacie są narysowane koślawo, niekiedy aż tak, że nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Ich proporcje czasami pozostawiają wiele do życzenia, postacie przyjmują nieraz bardzo nienaturalne pozy, a czyste białe tła sprawiają wrażenie, że autor przy rysowaniu był strasznie leniwy. Wszystko to jest mocno skumulowane w pierwszym rozdziale, potem jest nieco lepiej. Jednak z drugiej strony twarze bohaterów są mocno ekspresyjne i naprawdę po nich widać jakie szargają nimi emocje. Zwróciłam także uwagę na rysunki broni, które są chyba najbardziej szczegółowe w całym tomiku. W scenach akcji jest różnie - były takie gdzie nie miałam pojęcia o co w nich biega, ale są i takie w których wszystko było jasne. O dziwo, całkiem szybko przyzwyczaiłam się do tych niedostatków i co jeszcze dziwniejsze - średnio mi się spodobała zmiana kreski w zapowiedzi następnego tomu. Ale to było tylko kilka stron, więc może się okazać zupełnie inaczej.

Pierwsze co zauważyłam po wzięciu tej mangi do rąk była jej grubość. Ma nieco więcej stron niż standardowe tomiki - całość z reklamami i zapowiedziami liczy ponad 220 stron. Niestety, mimo, że ten bieluśki papier wydaje się całkiem gruby (oczywiście bez szaleństw), rysunki niemiło prześwitują. Przez liczne białe tła jest to, niestety, bardzo widoczne i może przeszkadzać czytelnikom. Sam druk jest bardzo wyraźny. Waneko uraczyło nas wygodnym, dużym formatem, takim jak w Battle Royale czy Welcome to NHK. Sam tomik otwiera się lekko i bez strachu, wewnetrzny margines jest bardzo dobrze wymierzony - nie za duży, nie za mały. Większość stron jest tak narysowana, że ciężko by było uciąć jakieś kadry, jednak na 84 stronie trochę ucięte są literki, jednak niewiele przy tym tracimy.

Tomik oczywiście posiada kolorową obwolutę. Na okładce zobaczyć można Heine'go i Badou, a z tyłu Naoto. Niestety kawałek nogi dziewczyny ciągnie się aż na grzbiet tomiku, co sprawia mało estetyczne wrażenie. Zauważyłam jeszcze, że kolory okładki różnią się nieznacznie od tych, które widać na ekranie komputera (ale to może mój monitor), jak dla mnie z korzyścią dla papierowego wydania. Warto też wspomnieć o tytule na okładce, który wyglądem znacznie różni się od tego w wydaniu japońskim - został zmieniony tak, aby jak najbardziej przypominał ten, które będzie w DOGS: Bullets & Carnage. Ponadto tytuł i nazwisko autora pokryte są srebrną farbą, co wygląda nieźle, ale czy wszyscy to zauważą? Wracając jeszcze do grzbietu - oprócz tej nieszczęsnej stopy Naoto, w moim egzemplarzu całość napisów jest lekko przesunięta w prawo z czego jestem bardzo niezadowolona, gdyż lubię mieć symetrię na półce. Na skrzydełkach mamy rysunki Badou i Heine w wersji chibi, a pod obwolutą tomik jest cały czarny z białymi napisami.

Ponadto na samym początku tomiku mamy kolorowe strony. Pierwsza jest rozkładówka - z jednej strony widać nagich głównych bohaterów od pasa w górę, na drugiej stronie Naoto z mieczem samurajskim. Druga kartka to z jednej strony bohaterowie - każdy w osobnej ramce, a z drugiej spis treści, który jest o dziwo czarno-biały (mógł już autor coś dać więcej).

Czcionki - tutaj mam zagwozdkę. Jakoś nie przypominam sobie sytuacji, aby w połowie mangi, wydanej przez jakieś wydawnictwo zmieniła się czcionka. Tutaj mamy taką sytuację - może nie jest to zupełnie inna czcionka, gdyż są one bardzo do siebie podobne, ale do 133 strony jest ona cieńka i wysoka, a od 134 strony grubsza i nieco mniejsza (zwróćcie uwagę na dwa zdjęcia na samym dole postu). Ogólnie dziwna sytuacja, na dodatek ta zmiana następuje w środku rozdziału. Ta druga wersja jest lepsza i z przykładowych stron widać, że będzie ona kontynuowana w dalszych tomach, oby bez kolejnych zmian. Chociaż w obydwu wersjach problemem są mało wyróżniające się znaki przystankowe i ogonki, które trochę zlewają z resztą. Ponadto nie spodobała mi się czcionka użyta na samiutkim początku, która miała naśladować ręczne pismo. Jak pierwszy raz zobaczyłam to zdanie, to miałam trudności z przeczytaniem. Na szczęście, ta czcionka już się nie pojawiła się już więcej. Onomatopeje w przeważającej większości zostały zmazane i zastąpione polskimi (chociaż niektóre niektóre "odgłosy" nieco mnie zdziwiły, np. "splak" na 180 stronie), te naprawdę trudne sztuki (chyba ze dwie) zostały z polskimi odpowiednikami obok. Typesetting ok, chociaż czasami poprzesuwałabym co nieco niektóre zdania.

Za tłumaczenie odpowiadała Magdalena Malinowska, którą można naprawdę pochwalić za pracę wykonaną przy tej mandze. Nie jestem zwoleniczką jej tłumaczenia Dengeki Daisy, ale DOGSy czyta się przyjemnie, znalazłam parę zdań, które bym lekko przeredagowała, ale to nic poważnego. Tłumaczka nie bała się porzucać soczystymi wulgaryzmami, które aż wylewają się z części o Badou. I nie są to jakieś kombinowane "kurde felki" tylko proste "kur..." i "chu...". Plusy za odwagę, ale no cóż, jednak to jest manga skierowana do nieco starszego czytelnika niż takie Naruto czy One Piece. Chociaż trochę mnie zastanowiło to ograniczenie wiekowe (od 16 lat). Sama mam brata, który niedługo przekroczy sweet sixteen i szczerze mówiąc, jakoś nie wyobrażam sobie go czytającego taką mangę. Tak wiem, że w dzisiejszych czasach seks, przemoc, wulgaryzmy we wszelkich mediach są na porządku dziennym, ale... (czyżby zapomniała wolica jak cielęciem była? ;P) Wracając jeszcze do tłumaczenia - nie jestem ekspertem od przecinków (moja zmora), ale brakowało mi paru. Ponadto na 51 stronie mamy "pięćset tysi nagrody", czyżby to jakaś nowomowa czy błąd? Lepsze by były "tysiaki", albo "koła". Ponadto Badou parę razy niegramatycznie mówił o papierosach - "masz fajka", "mój fajek", za pierwszym razem uznałam to za błąd, jednak skoro jest to powtórzone to pewno specjalny zabieg - zbędny jak dla mnie.

Całość wypada całkiem nieźle, może nie zachwycająco, bo niedostatków jest trochę, ale czyta się wystarczająco przyjemnie. Szczerze mówiąc, spodziewałam się czegoś gorszego. Po pierwszym rozdziale miałam jeszcze pewne wątpliwości, ale Badou sprawił, że dobrze się bawiłam. Po tomiku widać wyraźnie, że jest prologiem przedstawiającym bohaterów, którzy dopiero muszą się w większości spotkać i musi się zawiązać jakaś akcja. Może się okazać, że będzie to coś ciekawego, albo całkiem na odwrót. Autor jest na pewno na dobrej drodze do tego pierwszego, ale sami przekonamy się o tym za niecały miesiąc.

Edit. 12 maja 2013 - zapomniałam jeszcze wspomnieć, że na większości stron pojawia się numeracja, a papier mi nie "falował" po czytaniu.

1265.jpg 1266.jpg 1270.jpg 1273.jpg 1276.jpg 1277.jpg

Mangę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko.

10 komentarzy:

  1. O! Gratuluję współpracy z Waneko i rzetelnej recenzji. :) Niestety, zwykle recenzenci w takich sytuacjach zaczynają piać puenty pochwalne na temat wszystkiego, co z wydaniem jest związane, choćby i fabuła była wyjątkowo beznadziejna (a ja przestaję przeglądać takie blogi, bo to strata czasu), więc tym bardziej się cieszę, że nadal trzymasz się twardo swojej opinii i nie ignorujesz wad tytułu/wydania. ;)

    A na mandze średnio mi zależy, więc kupię ją przy okazji wydania Strażniczki łącznie z innymi tytułami, które ostatnio się ukazały. Widziałam też 4 odc. anime i przeczytałam przykładowe strony, które udostępniło Waneko, więc wydaje mi się, że jeśli przemoc będzie nadal łagodzona przez wątki humorystyczne, to będę kupowała tę serię regularnie (większy format!). :p

    Ech, ten papier... Tylko JPF ma trochę lepszy (Hanami nie wliczam), ale mogło być gorzej... np. ostatnio używany przez Studio JG papier... XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytam zazwyczaj recenzji, jednak wiem, że jest to problem. Sama się zastanawiałam czy to nie będzie dla mnie problemem, ale nie mam zwyczaju ignorować mankamentów :)

      Zdziwiłam się tym papierem. Mając mangę pełną białości, trzeba jednak na to uważać.

      Usuń
  2. Samej mangi nie mam zamiaru kupować (nie moje klimaty), aczkolwiek recenzję przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. "Przemaglowałaś" cały tomik i wspomniałaś chyba o wszystkich cechach wydania:).

    Co do "tysi" (jako zdrobnienia od "tysięcy") to takie samo określenie było stosowane w "Duds Hunt" od Hanami i już tam mi ono zgrzytało:/.

    "Fajek" jako określenie papierosa nie uważam za błąd. Jako (chyba już była;P) palaczka też tak mówiłam. Taki "slang palaczy";).

    PS. Anatomia laski na tylnej okładce rozwala mnie za każdym razem gdy widzę ten obrazek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już pisać to o wszystkim ;)

      Ja nie palę, więc rzeczywiście nie znam owego slangu ;)

      Oj tam, kto by nie chciał mieć nóżki większej od głowy ;>

      Usuń
  3. Dogs (na chwilę obecną) są jedną z najsłabszych mang jakie wydano na polskim rynku. Ani rysunki, ani fabuła nie zachwycają i powiem szczerze wolałbym by Waneko przyspieszyło wydawanie innej serii niż wypuszczało kolejne tomy tej. Poczekam na tom DOGS #1 i raczej zrezygnuję z zakupu kolejnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście nie wiem co jest najsłabszą mangą wydaną w Polsce, gdyż wszystkich nie czytałam, ale DOGSów na ostatnim miejscu na pewno bym nie postawiła :)

      Z tym przyspieszeniem to tylko co najwyżej Battle Royale, bo miesięczniki u nich to raczej by było za często.

      Usuń
    2. Zdecydowanie nie masz racji ;)

      Usuń
    3. Zdecydowanie ma rację :). Dogs to najgorsza manga dla "starszych" czytelników jaka jest obecnie u nas wydawana.

      Usuń
    4. Określenie "starszy", nie padło w poprzedniej wypowiedzi.

      Usuń
  4. Dobra recenzja.Dzięki niej dałam szanse pieskom i nie żałuje.Początkowe str. jakie dało wydawnictwo nie zachęciły mnie do kupna,ale to twojej recenzji oraz tanuki postanowiłam ją kupić.Strasznie mi brakuje mang z akcją :( .

    OdpowiedzUsuń