poniedziałek, 17 czerwca 2013

[recenzja]DOGS: Bullets & Carnage tom 1

Miesiąc temu, wydawnictwo Waneko zaprezentowało polskim fanom mangę DOGS: Stray dogs howling in the dark, natomiast trochę ponad tydzień temu pojawił się pierwszy tom sequela - DOGS: Bullets & Carnage. Seria ta, mająca obecnie osiem tomów ukazuje się miesięczniku Ultra Jump od 2005 roku. Kolejne tomiki w Japonii wychodzą dość rzadko - co około 10-11 miesięcy. Prequel nie był pozbawiony wad, jednal zapowiadał, że dalsza część przygód Psów może być interesująca. Więc jak wypadł pierwszy tom?


Badou wpada w łapy mafii i tylko dzięki pomocy Heinego uchodzi z życiem. W ciemnych piwnicach, należących do organizacji przestępczej, znajdują się dzieci napiętnowane grzechami przeszłych pokoleń...

Akcja pierwszego tomu rozgrywa się niedługo po wydarzeniach prequela - Badou na zlecenie blondwłosego księdza poszukuje zaginionych dzieci. Podczas zbierania informacji zostaje złapany przez ludzi mafioza i w konsekwencji tego jest brutalnie przesłuchiwany. Na odsiecz przybywa Heine, który bez trudu rozprawia się z całą bandą gangsterów. Dzieci, genetycznie zmodyfikowane, zostają uwolnione - ale co to za wolność? W tym świecie, tak naprawdę nikt się nimi nie przejmuje - jeśli same nie zadbają o siebie, znów ktoś zechce je wykorzystać, a są przecież jeszcze dziećmi.

W tym samym czasie Naoto poszukuje informacji o właścicielu katany, która należała do zabójcy jej rodziców i wygląda dokładnie tak samo, jak ta którą ze sobą nosi. Pragnie też dowiedzieć się jak zejść "na dół", gdyż tam może być osoba którą pragnie odnaleźć. Nie jest to najłatwiejsze zadanie - dziewczyna musiała użyć swojej najskuteczniejszej broni (i nie był to wcale jej urok osobisty), zanim dostaje namiary na Badou i Heine'go, którzy także poszukiwali informacji o "niższych poziomach". No właśnie - w tym tomiku zaczyna krystlizować się wreszcie świat w którym żyją bohaterowie. Jak się okazuje są to podziemia, a w nich całe miasto do którego nie dochodzi słońce. Co nie znaczy, że powierzchnia jest skażona - mogą wychodzić na górę, ale wcale tego nie chcą. Natomiast tajemnicą poliszynela jest fakt, że pod podziemiami jest jeszcze coś - coś niekoniecznie dobrego.

Spośród czwórki głównych bohaterów, najwięcej czasu poświecone jest Heine'mu, który walczy z demonami przeszłości. To właśnie dziwny facet w okularach o imieniu Giovanni, który pojawił się na końcu DOGSów 0, napuszcza na chłopaka i na zamieszkującą kościoł Nill (dziewczynę-aniołka, która była ratowana w ostatnim rozdziale zerówki) kolejnych gangsterów w drugiej części tomiku. Dialogi pomiędzy tymi dwoma, starymi "znajomymi" odkrywają niewielką część tajemnic jakie dręczą Heine'go, a które łączą się z jego niesamowitą zdolnością do regeneracji ciała oraz tajemniczą dziewczyną o imieniu Lily.

Nieco mniej czasu ukazana jest Naoto, którą wreszcie, zaczyna coś łączyć z pozostałymi postaciami (nie mówię tu o uczuciach, oczywiście), a także Badou, który w drugiej połowie tomu praktycznie znika z kadrów. Postać ta w prequelu spodobała mi się najbardziej, tutaj przynosi znacznie mniej rozrywki i humoru, jest także napomknięcie o tym, że wcale nie jest jedynym bez bolesnej przeszłości. W dalszym ciągu Mihai jest największą niewiadomą - ta postać, pretendująca do miana jednego z czwórki głównych bohaterów pojawia się nadzwyczaj mało - na całych czterech stronach. Niewielki udział Badou w tym tomie sprawił, że jest on znacznie mniej zabawny. Co nie znaczy, że nie jest - dawkę humoru zapewnia ślepy ksiądz.

Po przeczytaniu tych dwóch tomików, mam wrażenie, że zerówka była wprowadzeniem do wprowadzenia, natomiast tom pierwszy wprowadzeniem. Powoli klarują się pewne wątki, które zapewne będą napędzały dalszą fabułę, a spotkanie wszystkich bohaterów jest już nie uniknione. Sam tomik jest pełen akcji - strzelanki, bijatyki, pościgi. Trupy ścielą się gęsto, a pewna makabryczna scena jest dość obrzydliwa - ogranicznik "od 16 lat" nie został ściągnięty i nie powinnien być. Osobiście nie jestem szczególną fanką bijatyk w mangach - owszem, dobra walka nie jest zła, ale żeby zajmowała połowę/dwie trzecie tomu? Dla mnie to nieco za dużo. Na pewno plusem jest to, że większość walk jest konkretnych - nie ma nadmiernego przeciągania, wyjątkiem jest Giovanni, którym musiał, oczywiście, pogadać z Heine'm pomiędzy jednym a drugim strzałem (dobrze, że nie analizowali przy tym swoich technik czy broni :D). No, ale fani ogólnych "rozpierduch", takich jak np. Black Lagoon na pewno będą szcześliwi.

Mroczny świat w którym żyją bohaterowie, wydaje się jeszcze gorszy, gdy człowiek uzmysłowi sobie, że przebywają w podziemiach. Ciągła obecność sztucznego światła, brak słońca, zieleni, świeżego powietrza, pór roku, ciągła walka o przetrwanie. Coś co wydaje się dla nas naturalne - tam ludzie zostali tego w pewnym stopniu pozbawieni. Osobiście pracuje po osiem godzin dziennie przy zapalonym świetle - to jest mały szok dla oczu jak wychodzę na zewnątrz. Ciekawa co jest na "powierzchni" DOGSów? Lepszy świat? Świat tylko do wybrańców? A może panuje tam takie samo bezprawie jak w podziemiach? Uderza mnie jedno - skoro Badou i Heine uwolnili więzione dzieciaki, to czemu nie zatroszczyli się o ich dalsze losy, tylko zostawili to w rękach policji, która nie pali się do takich spraw? Niezbyt to dla mnie logiczne - jak ratować to do końca. Czy w tym świecie są w ogóle jakieś odpowiedniki naszych organizacji pozarządowych?

Jak dla mnie jedną z wad zerowego tomu była kreska początkującego autora. W wydanej kilka lat później "właściwej" serii widać wyraźną poprawę - zarówno pod względem projektów postaci (najlepiej na zmianie wyszła Naoto, najgorzej Badou), proporcji, ujęć czy teł. Oczywiście nie jest idealnie - wciąż w niektórych miejscach zieje pustką, postacie przyjmują dziwne pozy, mają "krzywe gęby" (zwłaszcza w profilach i półprofilach). Jednak w przedziwny sposób kreska ta pasuje do tego typu opowieści - to jednak mroczny seinen, a nie słodkie shoujo. Warto zwrócić uwagę na dobrze rysowane pojazdy i bronie. A mocne punkty wcześniejszego tomu - ekspresja twarzy i dynamika akcji pozostaje w dalszym ciągu na bardzo dobrym poziomie. Zmiana kreski u autora to ciekawy temat - zazwyczaj przychodzi to naturalnie w czasie rysowania serii, jak na przykład w Hana Yori Dango, czasem moze być tak, że autor przerywa prace nad serią i po powrocie do niej, okazuje się, że jego styl się zmienił na gorszy - jak u Yuu Watase w Fushigi Yuugi: Genbu Kaiden. Tutaj zmiana, na szczęście, wyszła na dobre i szybko przyzwyczaiłam się do "nowej jakości". Ta znacząca poprawa może wskazywać, że z kolejnymi tomami może być jeszcze lepiej.

Sam tomik jest dokładnie tej samej wielkości co prequel (co do milimetra) - czyli ma wygodne 135x195 mm. Oczywiście, standardowo dla Waneko, posiada błyszczącą obwolutę. Jej projekt jest nieporównywalnie lepszy od prequelu - krwisty Heine na okładce z oczami szaleńca na pewno będzie przyciągał wzrok na półkach sklepowych. Tylną okładkę zapełniają pozostali główni bohaterowie, a skrzydełka postacie poboczne (które, ironicznie, w tym tomie wystąpują więcej niż Mihai). W stosunku do zerówki zaszła pewna zmiana w projekcie tytułu - do słowa "DOGS" dodano psa (i, oczywiście, zmieniony został podtytuł). Z tego co pamiętam, brak psa w zerówce, był wymogiem strony japońskiej, co może trochę dziwić, skoro w wersji amerykańskiej pies występuje również w prequelu. Niestety zmiana ta, spowodowała nieciekawą sytuację z grzbietami tomików - tytuły na nich nie są w linii prostej. Na dodatek na grzbiecie widać część rysunku "obwolutowego", co może jest fajne, jak ma się obwolutę całą rozłożoną, ale już nie bardzo, gdy tom stoi na półce. Tym razem obwoluta została nałożona idealnie i grzbiet nie jest przesunięty ani o milimetr. Sam tomik pod obwolutą jest koloru czerwonego z jasnoczerwoną grafiką psa oraz tytułami na okładce i grzbiecie.

Pierwsze sześć stron tomiku jest w kolorze - szczególnie spodobała mi się pierwsza grafika przedstawiająca Naoto. Tak jak w prequelu, spis treści jest kolorowy, jednak tym razem autor dodał do niego rysunek psa. Dalsze strony oczywiście są białe, druk wyraźny i nasycony. Niestety, strony w dalszym ciągu nieco prześwitują, a wytłumaczenie ze strony wydawnictwa tego stanu znajdziecie pod tym linkiem. Jednak ze względu na znacznie mniejszą ilość pustych miejsc, problem ten jest znacznie mniej widoczny i w trakcie czytania nie rzuca się to aż tak bardzo w oczy (a przynajmniej było tak w moim wypadku). Papier po przeczytaniu nie faluje, tomik można szeroko otwierać bez obawy przed zniszczeniem, także marginesy w dalszym ciągu są bardzo dobrze wymierzone.

Czcionki w dialogach pozostały te same co w drugiej połowie poprzedniego tomu. Doszły chyba ze dwie nowe - na jednej kolorowej stronie i w scenie w pociągu. Onomatopeje, podobnie jak wcześniej, w większości wymazane i zastąpione polskimi odpowiednikami, w oryginale pozostały ze 2-3 trudne sztuki. Numeracja na stronach występowała w sporej częstotliwości.

Tłumaczenie i korekta zachowuje ten sam poziom co w poprzednim tomie. Trochę błędów się znajdzie - w spisie treści brak jest jednej spacji, na str. 75 mamy "trzebaby". Kompletnie nie spodobało mi się zdanie "Zauważam, że jesteś nieco wyłączony emocjonalnie" w ustach gangstera, mówiącego do Heinego, a także "Wybacz ten incydent" na str. 136 - nawet jeśli dodamy "za" i tak brzmi dziwnie. Ciekawostką jest "Gio-nii" na 124 stronie. Waneko niby odchodzi od sufiksów (honoryfikantów), a tu proszę mamy "starszego braciszka", którego (na obronę wydawnictwa) można traktować jako skrót od imienia Giovanni. Ponadto w tym tomie, zauważalnie jest mniej wulgaryzmów, jednak nie wynika to z tłumaczenia, a dialogów rozpisanych przez mangakę.

Sam tomik czyta się szybko. Może nawet za szybko - znaczna ilość bijatyk sprawiła, że miałam wrażenie niedosytu. Fabularnego niedosytu, który oby się nasycił w kolejnych tomach. Pierwszy tom DOGS: Bullets & Carnage znacząco różni się od prequelu i są to zmiany jak najbardziej pozytywne. Fabuła może nie olśniewa wielką oryginalnością, ale zapowiada coś co może być niezłe - chociaż, mimo pewnych przesłanek, tak naprawdę, nie wiem w jaką stronę pójdzie akcja i gdzie w niej miejsce jest dla Mihai'a. Dorośli fani nawalanek, szybkiej akcji i humoru, nie bojący się niekiedy krwistych, mrocznych, brutalnych historii i których nie odstraszają wymienione przeze mnie wady - mogą spróbować sięgnąć po tę historię. Ma w sobie przecież te kule i zawieruchę, na dodatek sporo. Natomiast namiętni fani romansów czy obyczajówek raczej nie znajdą tu nic dla siebie.


Mangę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko.

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie ten tomik był strasznie nudny. Najciekawsze były kolorowe strony. Niby coś się działo, ale jednak nie działo się nic. Fakt faktem, że kupiłam ten tomik tylko dla Badou, ale jednak. Wolałabym dostać jeszcze w gratisie coś ciekawego, żeby nie zasypiać przy lekturze. Najlepiej się czyta str 168-175: Bang! Bang! Kyrr... szur! szur! Buch! Bang! Bang! Bang! Bang! Bang! Bang! Bang! itd., a takich stron jest sporo. Bijatykom nie mówię nie, ale żeby jeszcze jakieś sensowniejsze były, coś sobą przekazywały, nie zanudzały czytelnika lub chociaż były bardziej dynamiczne, cokolwiek, bo ja zatrzymywałam się na każdym "bangu" i z braku lepszych zajęć wyszukiwałam i czytałam wszystkie onomatopeje. Kilka akcji był całkiem ciekawych -np. Heine gryzący kolesia (innych nie mogę sobie przypomnieć, albo w ogóle ich nie było).

      Szczerze mówiąc straciłam zainteresowanie tą serią. Nie wiem, czy kupię kolejny tom.

      Dobre jeszcze jest to, że zamówiłam tomik przez neta, a miał porysowaną obwolutę tak, jakbym go kupiła w Empiku xD Jakoś specjalnie się tym nie przejęłam, ale jednak :D

      Usuń
    2. Jak dla mnie ta scena z gryzącym Heine'm była okropna >< Blee :P I tak, za dużo walk było...

      Niestety, kupowanie przez neta ma swoje wielkie wady... Ja na przykład czekam już 2 tygodnie na przesyłkę z komikslandii w której ma być m.in. Strażniczka...

      Usuń
    3. XD Dłużej czekasz na tą przesyłkę, niż ja na paczki od Amazona... Może czas przejść na Gildię? Na chwilę obecną jestem z nich raczej zadowolona i nigdy nie narzekałam na kontakt (a zawsze im głowy zawracałam po złożeniu zamówienia, np. domówieniami jakichś tytułów... XD)

      A co do Dogsów, to tom 0 czytało mi się względnie dobrze, więc i tom 1. kupię. Ale już od samego początku podchodziłam do tego tytułu, jak do BR (czyli jak do czegoś średniego, tylko że lepiej wydanego), więc raczej się nie rozczaruję... chyba, że w którymś tomie zabraknie wstawek humorystycznych. Chyba tylko one sprawiają, że mam raczej pozytywną opinię na temat tego tytułu.:p

      Usuń
    4. Tylko, że w komikslandii mam dodatkową kilkuprocentową zniżkę i wychodzi taniej... Nigdy nie miałam z nimi problemu, aż do teraz. Praktycznie zero kontaktu, zadzwoniłabym z awanturą, ale szkoda mi kasy ;/

      No właśnie wstawki humorystyczne były najlepszą częścią tego tomiku, szkoda, że było ich tak mało.

      Usuń