czwartek, 18 lipca 2013

[recenzja]Karneval tom 1

Popularność mangi wzrasta, gdy powstaje anime - to fakt. Przedział czasowy pomiędzy premierą wersji animowanej, a wydaniem mangi po polsku zazwyczaj jest dość długi - liczony bardziej w latach niż miesiącach. Oczywiście nie jest to reguła - tym razem Waneko zdecydowało się na wydanie Karnevala w (teoretycznie) najlepszym momencie - tuż po emisji wersji telewizyjnej, która zakończyła się pod koniec czerwca. Jednak samo istnienie wersji animowanej nie gwarantuje dobrej sprzedaży - manga musi mieć w sobie coś, aby utrzymać fanów przez kolejne tomy. Czy tak jest z Karnevalem?

Bransoleta jest jedyną wskazówką, którą posiada Nai, gdy wyrusza na poszukiwania bliskiej mu osoby. Gareki to włamywacz i kieszonkowiec. Ich ścieżki krzyżują się niespodziewanie w tajemniczej rezydencji, która okazuje się dla nich pułapką. Wprawdzie udaje im się zbiec, ale na drodze stają im funkcjonariusze Najwyższego Organu Obrony Państwa - CYRKU!

Karneval to manga osadzona w alternatywnym świecie, posiadającym wiele cech wspólnych z naszym. Cała elektronika i technika jest żywcem wzięta z naszych czasów, a obok mamy elementy fantastyczne - potwory, nadprzyrodzone zdolności, gadające stworzonka (jeśli się nie mylę, to jest to jakaś odmiana steampunka?). Nie jest to beztroski świat - tylko pełen mniej lub bardziej groźnych przestępców, których ściga potężna organizacja Cyrk w sposób skuteczny, lecz złowrogi. Przybywają statkiem do jakiegoś wybranego miasta i przeprowadzają czystki wśród kryminalistów, zwane "jednoczesnymi śledztwami" (głupia nazwa, swoją drogą). W tym czasie zwykli obywatele nie mogą wychodzić z domu, całe miasto jest zamknięte. Aby zatrzeć za sobą złe wrażenie, gdy już wszyscy "źli" są wyłapani, organizowany jest spektakl cyrkowy, na który zaproszeni są wszyscy mieszkańcy - wedle zasady "chleba i igrzysk". Proste, lecz skuteczne.

Po drugiej stronie barykady stoją przestępcy. Nie tylko proste rzezimieszki, ale też wysoko postawieni ludzi, mający realną władzę. Nie cofną się przed niczym, żeby zdobyć to, czego chcą. W środku tego wszystkiego ląduje dwójka głównych bohaterów. Nai, niewinny chłopiec mieszkający dotychczas w lesie ze swoim przyjacielem Karoku, oraz Gareki, drobny złodziejaszek o dobrym sercu. Spotykają w rezydencji Mine, która jak wieść niesie, należy do Cyrku. Gareki ratuje Nai'a i widząc w tym swój przyszły zysk, postanawia pomóc chłopakowi odnaleźć jego przyjaciela, który któregoś dnia zniknął z lasu. Jedyną wskazówką jaka została po Karoku jest bransoleta, będąca identyfikatorem owej tajemniczej organizacji. To przedmiot pożądania wielu ludzi - gdyż jego posiadanie wiąże się z wieloma przywilejami. Bransoleta skłania bohaterów do odnalezienia Cyrku, co nie było wcale takie trudne, zwłaszcza, że ich działania zwracają uwagę jednego z wyżej postawionych w hierarchii tej instytucji.

Fabuła tomiku pędzi do przodu bez trzymanki, nie dając zbytnio czasu na oddech. Bohaterowie co rusz wpadają w jakieś kłopoty, czego głównym sprawcą jest, oczywiście, Nai. Wraz z kolejnymi stronami pojawiają się następne tajemnice i znaki zapytania, mające zainteresować czytelnika. Oczywiście nie dostajemy żadnych odpowiedzi, których to powinniśmy szukać w przyszłych tomach. Nie zabrakło również humoru - przoduje w tym postać Yogi'ego, który jest chyba naczelnym wesołkiem drużyny. Traumy z dzieciństwa też się pewno znajdą - nic nie było powiedziane wprost, ale mały flashback z przeszłości Garekiego sprawia, że można się tego spodziewać.

Gdyby nie postać Nai'a to powiedziałabym, że udali się Touyi Mikanadze bohaterowie Karnevala. Czym ten biedny Nai tak podpadł? To całkowicie niezdecydowany, bezwolny, nieporadny chłopiec, niemający za bardzo pojęcia o brutalności otaczającego go świata. Jego działania często są pozbawione logiki, a on sam wydaje się po prostu... głupi. Ta jego nieporadność miała być chyba zabawna, ale we mnie wywoływała jedynie westchnięcia i przewracanie oczami. A fakt, że jest rodzaju męskiego, powoduje, że jest jeszcze bardziej irytujący - dziewczynę to bym jeszcze zrozumiała. Oby autorka miała dobre wytłumaczenie dla jego charakteru i zachowania. Jego jedynym wyróżnikiem na plus jest pewna specjalna umiejętność, dzięki której nie będzie tylko kulą u nogi reszty ekipy.

Drugi z głównych bohaterów - Gareki, sprawia zupełnie inne wrażenie. Zaradny, inteligentny chłopak, mający zdolności manualne, zwłaszcza do bomb. Pozuje na takiego, który w życiu kieruje się tylko zyskiem, ale wygląda na to, że w głębi duszy ma dobre serce. Yogi, członek organizacji Cyrk, to pełen pozytywnej energii, naczelny wesołek, lubiący się bawić niczym dzieciak. Mimo że potrafi walczyć - nie lubi tego, denerwują go walki i cieszy się, gdy jej uniknie. Hirato to najwyżej postawiony, ze wszystkich do tej pory przedstawionych bohaterów, członek Cyrku. Zarządza jednym ze statków tej organizacji, ale oczywiście ma nad sobą jeszcze własnych szefów, którzy nie lubią gdy ktoś popełnia błędy. To pełen opanowania okularnik, którego przyjazne uosobienie może być zwodnicze. Wygląda na zdolnego stratega, potrafiącego w pełni korzystać z tego co mu przyniesie los. Pozostali bohaterowie - członkini Cyrku Tsukumo, poszukiwany przez Nai'a Karoku, tajemniczy dyrektor, jego wnuczka Eleska i dyrektorski lekarz, na razie nie wyróżnili się czymś zbytnio szczególnym.

Pierwszy tom to tylko wprowadzenie do fabuły, która obecnie rozłożona jest na jedenaście tomów i nadal trwa. Ciężko mi powiedzieć jak dalej będzie prowadzona akcja - czy dostaniemy spójną fabułę, podczas której bohaterowie będą nam dzielnie odkrywać wszystkie zagadki i tajemnice, czy też dostaniemy coś bardziej w stylu procedurala, gdzie będą pewne sprawy (arc'e), a w tle będzie majaczył główny wątek (coś jak Kuroshitsuji). Ponoć japońskie wydawnictwo ma politykę "max. 20 tomów na serię", więc raczej wszystko powinno iść sprawnie.

Kreskę Touyi Mikanagi określiłabym jako uroczą. Uroczy chłopaczek Nai, uroczy rozbójnik Gareki, uroczy lekkoduch Yogi, urocza Tsukumo ubrana w uroczy strój. Nie zapominajmy również o uroczych owieczkach, które po bliższym poznaniu, charakterki mają już nie do końca takie urocze. Jednak ta urokliwość wcale nie jest przesłodzona, a w parze ze scenami akcji daje ciekawą kombinację. Rysunki nie są wolne od błędów - czasem szwankują proporcje np. dłoń na 51 stronie czy szyja na 163. Na kadrach tła i rastry przeplatają się wzajemnie, nie pozostawiając za dużo wolnej przestrzeni. Mangaczka nie ucieka od trudniejszych rysunków takich jak np. lokomotywa na 89 stronie. Początkowo miałam wątpliwości co do scen walk - pierwsze były jakieś nie do końca zrozumiałe, ale im dalej, tym robiło się lepiej. Ponadto walki są wystarczająco długie, żeby nie można było powiedzieć, że są zbyt nierealistyczne czy robione na odwal, a z drugiej strony są wystarczająco krótkie, żeby nie zanudzić osób które nie są fanami nawalanek. Jedno mnie trochę rozczarowało - "widowisko" Cyrku. W porównaniu do przedstawień prezentowanych w np. Kuroshitsuji (piaty tom, arc z cyrkiem) czy w Alice in the Country of Joker, w Karnevalu wypada ta część bardzo blado. Nie jest to szczególnie ważny element, ale uważam, że skoro jest to już nie wiadomo jak wspaniałe przedstawienie, to powinno robić wrażenie także na nas.

Karneval został wydany w tym sam formacie co Kuroshitsuji czy Pandora Hearts - linijką mi wyszło 123x175 mm. Tomik obłożony jest błyszczącą obwolutą. Na okładce mamy biało-niebiesko-złoty obrazek przedstawiający Nai'a. Rysunek jest nieco rozmyty - jednak dokładnie tak samo jest w wersji japońskiej. Ciężko powiedzieć dlaczego, może tak jest bardziej uroczo? Warto zwrócić uwagę na ładnie zaprojektowany logotyp tytułu - znacznie lepszy od oryginalnego. Podoba mi się też motyw motylów i gwiazd na okładce, który będzie się powtarzał na kolejnych. Przyczepiłabym się trochę do umiejscowienia nazwy wydawnictwa - osobiście spróbowałabym umieścić je niżej. Tylna okładka przedstawia Yogi'ego i Gareki'ego z seksownie odsłoniętym brzuszkiem, oraz krótki opis fabuły. Grzbiet to dwa chibi rysunki Nai'a i owieczek, tytuł w alfabecie łacińskim, a obok niego w wersji japońskich znaczków (jest to dość nieczytelne, ale i tak wygląda to lepiej niż w pierwszej wersji przedstawionej przez Waneko, gdzie się wszystko zlewało). Oczywiście jest też imię i nazwisko autorki w kolorze złotym. Pod obwolutą tomik jest cały biało-różowy i nadrukowy jest na nim jest krótki komiks. Grzbiet "pod obwolutowy" jest niezbyt ładny - nie dość, że napisy są mało czytelne, to nie są w linii prostej.

Gdy chciałam się zapoznać ze środkiem mangi zostałam niemile zaskoczona - tomik jest mocno posklejany i ciężko się otwiera. Po przeczytaniu całości zrobiło się trochę lepiej, ale i tak miałam problemy, żeby porobić zdjęcia wnętrza. W środku witają nas dwie kolorowe strony - pierwsza z nich to nastrojowy rysunek bohaterów, a druga to całkiem udany spis treści z postaciami w formie chibi. Dwie kolejne strony są czarno-białe, jednak wyglądają tak, że śmiem podejrzewać, że pierwotnie były kolorowe. Pewno miało to miejsce w wersji czasopismowej - dziwne, że w tomiku też nie dali ich w kolorze, skoro wcześniejsza kartka jest takowa. Papier jest oczywiście bielutki, druk wyraźny. Gdy się dobrze przyjrzymy znajdziemy leciusieńko prześwitujące strony. W ogóle nie zauważyłam tego podczas czytania, dopiero jak wzięłam tomik pod "ostrą recenzencką lupę". Marginesy są w porządku, numeracja pojawia się bardzo sporadycznie.

Czcionki są, według mnie, dobrze dobrane, odpowiednio różnicowane. Problemem jest typesetting, tym razem znalazłam znacznie więcej dymków niż zazwyczaj, gdzie bym poprzesuwała i pozmniejszała napisy. Rażą mnie zwłaszcza te sytuacje, gdy tekst wychodzi poza dymek. Rozumiem, że w niektórych miejscach jest to nieuniknione, ze względu na to, że japońskie znaczki zapisuje się w pionie, ale nie można tego nadużywać, gdy wystarczy, po prostu, zmniejszyć czcionkę. Nie ma tego aż tak wiele, ale co jakiś czas się pojawia takie cuś. Onomatopeję zostawioną w oryginalne znalazłam chyba tylko jedną, reszta została zmieniona w polskie odpowiedniki.

Wraz z Karnevalem pojawił się następny nowy tłumacz na polskiej scenie mangowej, a dokładnie tłumaczka - Magdalena Rokita (no chyba, że ktoś ją już gdzieś widział, bo ja nie). Debiut można by było zaliczyć do udanych, chociaż wyskoczyło parę rzeczy, do których mam wątpliwości. "Widowisko" Cyrku - nie lepsze by było przedstawienie? "doniosę" na 45 str. (zamieniłabym na "powiem" czy coś innego mniej kapusiowego); "Trzeba cię zakamuflować" str. 55; "Cyrk się spisał" str. 126; "Powiew świeżości i blask" str. 131. Nie podobał mi się też termin "jednoczesne śledztwo", ale to już raczej wina japońskiej nazwy. Ponadto wypowiedź Garekiego na stronach 114-115 jest zbyt patetyczna. Jednak ogólne wrażenie jest jak najbardziej dobre. Wypowiedzi bohaterów mają odpowiednie, nieco młodzieżowe zabarwienie. Znalazłam kilka miejsc w których wstawiłabym dodatkowe przecinki, także dwie literówki i jedną podwójną spację.

Mam wrażenie, że ostatnio coraz modniejszy staje się pewien gatunek mang, który ze względu na treść powinien być określany jako shounen akcji, a w rzeczywistości jest najchętniej czytany przez płeć piękną. Takie shoujo/josei a'la shounen ze stadkiem bishounenów, rysowany przez kobietę. Najbardziej znanymi takimi tytułami są, oczywiście, Kuroshitsuji i Pandora Hearts, ale można także wymienić No. 6, Devils and Realist oraz Dictatorial Grimoire, które zostały zlicencjonowane przez amerykańskie wydawnictwa. Karneval Touyi Mikanagi dobrze wpisuje się w ten nurt. Chłopacy mogą kręcić nosem, taka ilość męskich bohaterów i stosunki między nimi, styl ich rysowania, może prowadzić fanów (fanki) do tworzenia przeróżnych domysłów i pairingów o zabarwieniu shounen-ai/yaoi. Jednak w takiej sytuacji trzeba po prostu skupić się na mandze i nie zwracać uwagi na jakieś dziwne wymysły.

Trudno w tym momencie odpowiedzieć na pytanie postawione na początku - czy recenzowana manga ma w sobie to coś, co utrzyma fanów przez kolejne tomy. Dopiero rozpoczyna się przygoda Nai'a i spółki. Często jest tak, że pierwszy tom jest słabszy i dopiero kolejne są zachęcające. Tutaj wydaje się, że już od samego początku zostajemy wciągnięci w jak najbardziej absorbujący wir wydarzeń. Karnawał trwa!

Edit. 02.08.2013 r. - jednak już wcześniej można było zobaczyć tłumaczenie Magdaleny Rokity - była współtłumaczką 16 tomu Vampire Knight, wraz z Magdaleną Malinowską.



Mangę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko.

16 komentarzy:

  1. Karneval to taka alternatywa dla osób, które nie przepadają za Kuroshitsuji, czy Pandora Hearts (czyli takich jak ja ^^) a chciałyby poczytać coś w podobnej koncepcji. Nie ukrywając, chodzi tu tylko o ładnych chłopców i przyjemną dla oka kreskę.
    Obwoluta prezentuje się bardzo ładnie i ogólnie Waneko już od początku zapowiadało, że wydanie Karneval będzie wspaniałe, ale po recenzji wnioskuję, że w środku nie jest już tak różowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też Pandora nie przypadła do gustu, Karneval znacznie bardziej.

      No cóż, tragedii nie ma, raczej niedociągnięcia, które mogą być zniwelowane.

      Usuń
    2. Dla mnie Kuroshitsuji,Pandora Heatrs,Karneval to anime i mangi najlepsze na swiecie xdd nadal czekam na kolejne tomiki ,3

      Usuń
  2. Pamiętam jak 1. odc. Karnawału zrobił na mnie dobre wrażenie... szkoda, że na tym 1. się skończyło.
    Gdzie widziałaś gadające zwierzaki? Chyba nie chodzi Ci o te ze Statków (były już Statki?) z Cyrku w każdym bądź razie?
    Nai ma wytłumaczenie dlaczego jest taki a nie inny. Szkoda tylko, że ja to średnio kupiłam. Szczerze pisząc po dowiedzeniu się tego odechciało mi się anime oglądać (to było w drugim lub trzecim odc., więc już w 2. tomie będzie). Obejrzałam jednak anime do końca i ostatnie odc. były całkiem ciekawe. Mangi mimo wszystko nie kupię, za dużo tomów, za mało ciekawe, za bardzo wkurzający Yogi, za dużo słodkości, okładki odpychają. Jednym słowem byłabym w stanie to czytać, ale kosztowałoby mnie to trochę nerwów. Anime mi wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, byli na statku Cyrku i tam były gadające stworki.

      Czyli szybko się dowiemy co jest z tym okropnym Naiem? To dobrze, w sumie, nie ma co przeciągać. Zobaczymy czy ja kupię...

      Yogi wydawał się na razie w porządku... Może jest taki w wersji animowanej, a może po prostu za mało go widziałam ;)

      Usuń
    2. Yogi w porządku?! Toż to straszny bohater jest :D. Jest za bardzo miły, uczynny i dziecinny, a szkoda bo ma fajną moc ^.^ W jednym momencie anime byli z niego ludzie :D Nie chcę spoilerować... mogę chyba napisać, że gadających zwierząt nie ma, jeśli nie liczyć takiego jednego, irytującego xd

      Usuń
    3. A te owce na statku, to nie gadające zwierzęta? :P

      Usuń
    4. Chcesz spoiler? No to proszę: to roboty xd

      Usuń
  3. Dejikos napisała, że nie warto kupować tego tytułu, więc powstrzymałam się przed impulsywnym zakupem. Ty piszesz, że warto, ale głupota głównego bohatera działa na mnie jak "Raid" na komary. Nienawidzę takich postaci, więc ostatecznie tego nie kupię, chyba że ktoś o podobnym guście do mojego kiedyś stwierdzi, że manga jest wspaniała... :p

    Mimo tego, że ani Pandory, ani Kuro nie byłam w stanie polubić... Karnevala też raczej nie polubię, to akurat "Devil and Realist" mi się spodobał. Przede wszystkim lubię głównego bohatera, co we wcześniej wymienionych tytułach nie wystąpiło. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podtrzymuję to, co napisałam wcześniej. Dawno nie czytałam tak słabej mangi. Nie jestem miłośniczką Pandory, ale ma ciekawych bohaterów i nie męczę się podczas czytania. Natomiast lektura Karnevala była dla mnie prawdziwą udręką... Mangi pozbyłam się w trybie ekspresowym, całe szczęście :)

      Usuń
    2. Mi także Pandora ani Kuroshitsuji nie przypadły do gustu, za to Devil and Realist, z którym zapoznałam się już jakiś czas temu bardzo mnie zainteresował, na tyle by zbierać na importy :p Choć nie ukrywam, że jednak jestem fanką Karnevala :)

      Usuń
    3. Sama jestem zaskoczona - myślałam, że znacznie mniej mi się manga spodoba. Gust to jednak dziwna sprawa ;)

      Postać Nai'a jest zdecydowanym minusem i jak się ma alergie na takich bohaterów, to raczej irytacja nim wywołana przesłoni całą resztę, jakakolwiek ona była.

      A co do PH - to pamiętam, że nie mogłam się długo przebić przez pierwsze dwa rozdziały i męczyłam się na nich, potem było niewiele lepiej. Dalej niż pierwszy tom nie zaszłam.

      Usuń
    4. Masz rację. Jeśli ktoś nie lubi takich bohaterów jak Nai, powinien odpuścić sobie ten tytuł. Tyle infantylności w jednej osobie... Za stara jestem, żeby to łyknąć bez popitki XD

      Usuń
  4. "A fakt, że jest rodzaju męskiego, powoduje, że jest jeszcze bardziej irytujący - dziewczynę to bym jeszcze zrozumiała."
    Na tanuki recenzjentka napisała odwrotnie,że gdyby był dziewczyną to był dla niej bd denerwujący.Ja natomiast zgadzam się z tobą,jak baba tak się zachowuje to jeszcze pół biedy,ale żeby facet!?Pierwszy raz z czymś takim się spotykam.I tak jak napisałaś bohaterowie oprócz głównego autorce wyszli.Mangi jeszcze nie ruszyłam,ale słyszałam,że tam bohaterowie będę się rozwijać.
    W anime były momenty gdzie było nudnawo,dopiero 4 i 5 były najbardziej ciekawe.Będę musiała przemyśleć kupno,chociaż bardzo mi się spodobał Gareki i możliwe,że dla nie go kupię pierwsze tomy;)
    Co do porównania kurosza i pandory to karneval wypada lepiej od kurosza,ale za to gorzej od pandory według mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie Pandora Hearts i Kuroshitsujne to jedne z najlepszych anime jakie oglądałam ( było tego troszkę XD) i Karneval do nich dołączył ;3.

    OdpowiedzUsuń
  6. Manga wydaje się być podobna do Pandory i Kuroshitsuji :D Może kiedyś przeczytam ^^

    OdpowiedzUsuń