środa, 3 lipca 2013

[recenzja]Opowieść Panny Młodej tom 1

Dawno, dawno temu gdy byłam biedną studentką amerykańskie wydawnictwo Yen Press zaczęło wydawać angielską wersję Opowieści Panny Młodej. Jednak zdecydowałam się nie kupować tej serii, gdyż siedemnaście dolarów za tomik bardzo by nadszarpnęło moje skromne finanse. Z czasem sytuacja się poprawiła, ale zawsze odsuwałam kupno w czasie. Jak się w ostateczności okazało - były to słuszne decyzje, gdyż w marcu tego roku wydawnictwo StudioJG ogłosiło, że wyda tę mangę w jezyku polskim, w twardej oprawie i znacznie niższej cenie. Jak wypadło nasze wydanie?


Dwudziestoletnia Amira zostaje wydana za młodszego o 8 lat Karluka. Dziewczyna opuszcza swoje koczownicze plemię, by zamieszkać wraz z mężem i jego rodziną w odległym mieście na Jedwabnym Szlaku. Uzdolniona w łucznictwie i jeździectwie, otwarta i bezpośrednia Amira próbuje odnaleźć swoje miejsce w nowej społeczności. Gdy między nią a Karlukiem rozkwita głębsze uczucie, w mieście pojawia się starszy brat Amiry, żądając unieważnienia małżeństwa. Między dwoma rodzinami wybucha spór.

W dawnych czasach, a także obecnie w niektórych rejonach świata, małżeństwo nie bywało związkiem dwojga zakochanym ludzi, a swoistą transakcją pomiędzy dwoma rodzinami. Co jakiś czas dochodzą do nas informacje, że młoda, kilkunastoletnia dziewczynka została wydana za znacznie od niej starszego mężczyznę w zamian za pieniądze czy inne dobra. Taka panna młoda jest od tej pory zdana na łaskę rodziny męża, która może zacząć ją traktować jako darmową służącą czy maszynę do rodzenia synów, którzy w przypadku rozwodu pozostają pod opieką mężczyzny. Dla nas może się wydawać to niewiarygodne, jednak są miejsca, gdy takie działania są na porządku dziennym.

W Opowieści Panny Młodej spotykamy się z nieco inną, odmienną sytuacją. Dwudziestoletnia Amira, którą można nazwać już starą panną, będąca obciążeniem dla swojej rodziny zostaje wydana za dwunastoletniego Karluka z odległego miasta. Nie znamy dokładnych przyczyn tego małżeństwa, jednak można podejrzewać, że nie są one aż tak ważne jak na przykład połączenie dwóch zwaśnionych rodzin, próba przypodobania się potężniejszemu plemioniu/władcy czy miłość pomiędzy małżonkami. Obydwoje są zaskoczeni, jednak nie protestują przeciwko takiemu obrotowi sprawy - ustalenia głów rodzin są najważniejsze.

Mimo dzielących ich różnic, zarówno wiekowych, jak i kulturowych, powoli zaczynają jakoś układać wspólne życie. Amira wychowana na miłą, posłuszną młodą kobietę stara się odnaleźć swoje miejsce w nowym domu, nowej rodzinie. Młodzi nie mieszkają sami - domostwo dzielą z patriarchą rodu Mahatbekiem - dziadkiem Karluka, jego żoną Balkirshą, ojcem i matką Karluka - Akunbekiem i Sanirą, jego starszą siostrą Seleke, zamężną z Yusufem i ich czwórką dzieci - Tileke, Tokcanem, Chalgiem i najmłodszym Rostemem. (Swoją drogą, to zastanawiam się, czemu to najmłodszy Karluk ma być dziedzicem? U nas to najstarszy syn przejmował zawsze ojcowiznę.)

Podczas gdy w Europie i Ameryce XIX wiek był okresem gwałtownego rozwoju techniki - na azjatyckich stepach czas płynie utartym przez wieki torem. Co nie znaczy, że nic się nie zmieniło - jednak zmiany zachodzą nadwyraz powoli. Część koczowniczych rodzin osiedliło się na stałe w miastach, jednak wciąż niektórzy żyją jak nomadzi, mieszkają w jurtach i przemieszczają się poszukując lepszych ziem, pastwisk dla owiec. Pojawili się ludzie Zachodu - tu reprezentowani są przez pana Smitha, który jest głęboko zainteresowany kulturą tego regionu i wszystkiego jest ciekawy. Powoli ludzie tracą też część zwyczajów i umiejętności - zanika już sztuka polowania na zwierzynę na pędzącym koniu, jednak Amira jako przedstawicielka ludu myśliwych zadziwia wszystkich swoimi zdolnościami.

Wraz z lekturą tomika powoli wnikamy w świat Opowieści. Poznajemy ich życie, zajęcia, zwyczaje, zachowania tak odmienne od naszych, a równocześnie tak podobne. Kłótnia pomiędzy rodzeństwem zazdrosnym o to, że jedno z nich dostało coś, czego pozostali nie, jest tak uniwersalna, że mogłaby się odbyć w dowolnym miejscu na świecie w dowolnym czasie. Wyraźnie patriarchalny model rodziny pokazuje kobiety przygotowujące posiłki, piorące ubrania czy wychowujące dzieci. Mężczyzni natomiast pracują, aby zapewnić pożywienie dla wszystkich, a także muszą sobie radzić z krewnymi Amiry, którzy chcą zabrać ją z powrotem i wydać ponownie za mąż, gdyż jest to dla nich bardziej opłacalne. Ten obrazek nieco psują Amira i babcia Balkirsha, pochodzące z tego samego koczowniczegu rodu Halgalów, potrafiące strzelać z łuku i postawić się agresorom (a przynajmniej babcia). Przetrwanie w tak surowych warunkach jest najważniejsze, gdy na równinach czają się wilki, a od niewinnej choroby człowiek może umrzeć.

Pięć rozdziałów stanowiących pierwszy tomik daje nam niezły wgląd w życie mieszkańców Środkowej Azji. Jak dla mnie, najbardziej fascynujący był rozdział o rzeźbieniu ornamentów na drewnianych fragmentach budwolanych z których powstanie dom. Teoretycznie nie było to nic ciekawego, ale Kaoru Mori w jakiś przedziwny sposób potrafiła przedstawić to tak atrakcyjnie, że było to niezwykle wciągające. Pozostałe migawki z życia (nie będę zdradzać jakie, żeby nie psuć lektury tym co jeszcze nie czytali), również stoją na wysokim poziomie. Akcji praktycznie brak, bo to przecież jednak obyczajówka i co najważniejsze, wcale nie jest nudna. Oczywiście poszukujący mocniejszych wrażeń uznają ją za takową, jednak jeśli ktoś oczekuje stojącej na wysokim poziomie historii obyczajowej w orientanych klimatach, nie powinien być zbytnio rozczarowany. Na końcu tomika otrzymujemy jeszcze trzy dodatkowe strony, na których autorka zwierza się ze swojej fascynacji Azją Środkową oraz prezentuje drzewa genealogiczne bohaterów.

Współczesna globalizacja sprawia, że powoli zacierają się różnice pomiędzy wieloma narodami i kulturami. Dlatego tak ciekawe mogą być dysonanse pomiędzy rodzinami, rodami, plemionami, ludami zamieszkującymi jedną krainę czy kraj, chociażby w kwestii ubioru. Każde skupisko ludzi ma swoje indywidualne stroje, dodatki które ich odróżniają. Wystarczy popatrzeć na nakrycia głów kobiet - niby podobne, jednak drobne różnice sprawiają, że są unikalne. Oczywiście, nie jest to jakieś niezwykłe zjawisko, wystarczy popatrzeć się na nasze podwórko i spojrzeć na polskie stroje ludowe. Jednak godnym podziwu jest pietyzm z jakim Kaoru Mori oddaje te drobne, ale jakże prawdziwe zawiłości kultury.

Amira, główna bohaterka, to miła, chętna do pomocy, słowna i życzliwa dziewczyna, posiadająca umiejętności łowieckie, kuchenne, krawieckie, wychowana jest wręcz na idealną żonę. Wydaje się, że jej jedyną wadą jest wiek - ma całe dwadzieścia lat, podczas gdy już młodsze dziewczęta mają dzieci. Bardzo zależy jej na dużo młodszym od niej mężu, jednak czy to jest miłość? Karluk to jeszcze dziecko. Mimo że powoli traktowany jest jak mężczyzna, to wciąż wymaga matczynej opieki i troski, chętnie przebywa ze swoimi młodszymi kuzynami. Jest zawstydzony nagością czy chociaż bliskością Amiry. Tak naprawdę mam wrażenie, że niewiele dowiedzieliśmy się o jego życiu - co on takiego dokładnie robi? Uczy, pracuje, pomaga w domu?

Z pobocznych postaci można wyróżnić Seleke, szwagierkę Amiry, która oprócz zajmowania się domem, wychowuje czwórkę dzieci w tym trzech rozbrykanych chłopców. Jej najmłodszy - Rostem, jak to dziecko, woli zamiast pomagać w gospodarstwie uciekać i bawić się gdzie indziej. Seleke pozuje na stanowczą i surową matkę, która karze dziecko za jego przewinienia, jednak tak naprawdę ma miękkie serce. Drugą postacią jest Azel, starszy brat Amiry, który przyjeżdża zabrać ją z powrotem do domu. Stanowczy, uparty, nie owijający nic w bawełnę, walący prosto z mostu - mimo że początkowo odpuścił, jego oczy i wyraz twarzy wskazuje na to, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. A tak nawiasem - czy tylko ja widzę rodzinne podobieństwo w urodzie Azela i Amiry, czy tylko sobie wmawiam? Pozostali bohaterowie też są ciekawi, ale dość mało się o nich na razie dowiadujemy.

Sprawa związku Amiry z Karlukiem to delikatna kwestia. Tak duża rożnica wiekowa mogłaby mniej razić, gdyby Karluk miałby około dwudziestu lat, a Amira odpowiednio więcej. W obecnej sytuacji Karluk jest za młody na małżeństwo, a Amira, według mężczyzn, za stara. Za taki związek w dzisiejszych czasach można trafić do więzienia - zwłaszcza, jeśli został skonsumowany. No właśnie, czy ten związek przeniósł się na ten poziom? Według mnie - nie. Relacje głównych bohaterów przypominają mi bardziej relacje matki z dzieckiem, siostry z bratem. Młodzi dopiero się poznają, zaczynają sobie ufać, dzielić swoimi przemyśleniami, troskami, dbać o siebie, zaprzyjaźniać, nabierać szacunku do siebie. Dopiero tworzą podstawy, na fundamencie których będą mogli zbudować swoje przyszłe życie, w trakcie którego, niewykluczone, rozkwitnie miłość. Kiedyś słyszałam, że aranżowane małżeństwa są szczęśliwsze niż te zawierane z miłości. Niestety, nie wiem ile w tym prawdy.

Fabuła, fabułą, ale jednak największym atutem Opowieści Panny Młodej jest rysunek Kaoru Mori. Jej realistyczna kreska jest niesamowita. Ilość rysowanych detali przyprawia o zawrót głowy. Mangaczka z pieczołowitą dbałością kreśli na kadrach ubrania, kilimy, ornamenty. Nie ma problemów z rysowaniem zwierząt (zawsze zwracam na to uwagę, bo wielu artystów ma na odwrót), nawet koni w ruchu, co na pewno nie jest łatwe, a część innych wygląda jakby była żywcem wyjęta z atlasu zwierząt. Widać, że bardzo fascynuje ją środkowowschodnia kultura i chce chociaż część tego uwielbienia przekazać swoim czytelnikom. Oczywiście nie wszystkie kreseczki są rysowane ręcznie, część rysunków zapełniają rastry, których mangaczka nie nadużywa i umiejętnie z nich korzysta. Ekspresyjne twarze, dynamiczne sceny, różnorodność postaci i łatwość ich odróżniania, realistyczne bronie, narzędzia, flora, dobrze rozplanowane sceny w kadrach - to tylko część zalet stylu mangaczki która ma bardzo dobry warsztat rysowniczy i nie idzie na skróty, co też, niestety, przekłada się na cykl wydawniczy - jeden tom na rok. Ale patrząc na efekty - można to przecierpieć. Osobiście byłam załamana, gdy zobaczyłam jak pogorszyła się drobiazgowość pracy Soraty Akizuki przy Akagami no Shirayukihime, gdy z dwumiesięcznika przeszła do miesięcznika.

Wydawnictwo StudioJG już gdy ogłaszało ten tytuł, zapowiedziało, że manga będzie miało wydanie deluxe. Co to oznacza? Duży, wygodny format A5, który jest nieco większy od wydań Hanami, twarda oprawa - która dotychczas wystąpiła zaledwie w dwóch mangach wydanych w Polsce - Ikarze i Moim Roku (plus dwa tomy prawie-manhwy Zmierzch), matowa obwoluta pokryta częściowo błyszczącą folią/lakierem. Okładka przedstawia główną bohaterkę Amirę na tle gór i miasteczka położonego w Środkowej Azji. Tytuł i autor są napisane klimatyczną czcionką, chociaż nie podobał mi się użyty cień (mam uraz), jednak zauważyłam, że tak samo jest w wydaniu japońskim. Tylna okładka przedstawia scenkę z życia całej rodziny w trakcie przygotowań do posiłku. Natomiast skrzydełka są przedłużeniem obrazków. Niestety, na obwolucie pojawia się jeden poważny błąd, a dokładnie na grzbiecie. Ostatnio wydawcy mają jakiegoś pecha - Strażniczka Orelianu miała grzbiet zbyt szeroki, natomiast grzbiet Opowieści Panny Młodej wydaje się zbyt wąski i na dodatek jest zbyt przesunięty w stronę tylnej okładki, co daje niezbyt ciekawy rezulat. Należy mieć nadzieję, że wydawnictwo naprawi to w kolejnych tomach. Pod obwolutą znajdziemy twarde okładki w szarych kolorach z klimatycznymi kwiatowymi wzorami. Grzbiet podobwolutowy jest już równiutki.

W środku, zarówno na początku, jak i na końcu znajdziemy ciemnoczerwoną wyklejkę, która nadaje uroku mandze, jednak tworzy mały problem z następną stroną, której nie da się do końca rozłożyć. Papier w środku jest biały, szorstkawy w dotyku i prześwitujący. Tak - na części stron, tam gdzie z jednej strony jest biało, a z drugiej ciemno, część kadrów prześwituje. Można to zauważyć już na pierwszej stronie, na zbliżeniu twarzy Amiry. Nie jest to takie uciążliwe i w większości przypadków trzeba się dobrze przyjrzeć, aby to zauważyć, a nawet niektórzy mogliby tego zupełnie nie zobaczyć (no chyba, że mam felerny egzemplarz). Papier jest zszyty, naliczyłam dwanaście składek, co daje nam całe 192 stron mangi (po 16 stron każda), po czym przyklejony do oprawy. Papier nie faluje, a strony łatwo się otwierają i nie trzeba się bać, że coś się zepsuje. Początkowo wydawało mi się, że wewnętrzne marginesy są nieco za szerokie, jednak z czasem okazały się bardzo dobre. Nieznaczny problem jest w ilustracjach zajmujących dwie strony - owszem, jeśli bardzo szeroko rozłożymy strony to okaże się, że są idealnie ułożone, niestety zwyczajowe, standardowe rozwarcie mangi nie pokazuje tego - jednak tak naprawdę, chyba nie dało się tego zrobić lepiej. Druk jest wyraźny, odpowiednio nasycony, nie jest zamazany, doskonale oddaje wszelkie detale rysunku Kaoru Mori. Nie chce podnosić tu larum, ale zauważyłam, że niektóre kadry zostały ucięte na potrzeby spadu. Są to naprawdę nieznaczne wycięcia, ale i tak mi ich szkoda.

Czcionka zastosowana w dymkach wygląda mi znajomo, jednak nie udało mi się jej zidentyfikować. Jest prosta, nieco "sztywna" jak dla mnie, ale pasująca do mangi. Czcionka zastosowana gdy Amira śpiewa mogłaby być trochę bardziej ozdobna, jednak często wraz z ozdobnością idzie nieczytelność, więc może i dobrze, że nie została taka wybrana. Onomatopeje częściowo zostały całkiem zmazane, a częściowo zostawione w oryginale z polskimi odpowiednikami - dotyczyło to w większości tych trudniejszych do wymazania. Zmieniłabym też czcionkę niektórych onomatopeji - nie są one złe, ale troszkę mi nie pasowały. Typesetting całkiem dobry, chociaż co nieco bym gdzieniegdzie poprzesuwała. Numeracja stron występuje z wystarczającą częstotliwością.

Za tłumaczenie Opowieści Panny Młodej odpowiada naczelna tłumaczka StudiaJG - Paulina Ślusarczyk. Podobnie jak w Alicji w Krainie Serc spisała się bardzo dobrze, postacie mówią naturalnym językiem, chociaż jak zwykle coś bym przeredagowała. Szczególnie zdanie "Szybciej skończymy razem" na 73 stronie. Błędów, literówek, brakujących przecinków nie zauważyłam (chociaż z tym ostatnim mam problemy, więc nie jestem wyrocznią). Pozostaje jeszcze kwestia imienia głównej bohaterki. Początkowo wydawnictwo podawało imię Amir, które występuje w wydaniu amerykańskim. Zagraniczni fani udowadniali, że poprawną wersją jest Amira występująca w wydaniu niemieckim. Moim zdaniem, StudioJG podjęło dobrą decyzję, chociażby ze względu na to, że jest to bardziej zjadliwa wersja dla polskiego czytelnika, gdyż nie wiem czy zauważyliście, ale wszystkie polskie, żeńskie imiona kończą się na literę "A".

Wszystkie kupowane przeze mnie nowe mangi wzbudzają we mnie emocje. Tym razem napięcie było szczególne, ze względu na reklamowane luksusowe wydanie. Także strach przed zniszczeniem był większy - niestety, ale tomik przyszedł do mnie nieco "potłuczony" w dwóch miejscach. Bałam się ściągać folię, którą był otoczony tomik, aby jeszcze czegoś nie zepsuć i nie mogłam sobie z tym początkowo poradzić. A po zdjęciu folii uderzył mnie intensywny zapach farby drukarskiej, który zapowiadał dobre wnętrze ;)

Podsumowując: (bo mam wrażenie, że się już za bardzo rozpisałam) Opowieść Panny Młodej to manga której się nie wchłania jak kolejne pięćdziesiąt tomików Naruto, a delektuje w spokoju, podziwiając kunszt artystki. Nie polecałabym mangi zaciekłym feministkom, gdyż nawet mnie zatkało przy kwestiach, że Amira jest za stara i że Karlukowi nie przeszkadza to, że jest od niego starsza (sorry mały, ale to raczej ona powinna wypowiadać tę kwestie - na odwrót, oczywiście). Młodsi fani mangi mogą być zawiedzeni brakiem akcji czy romantycznych uniesień - chociaż co ja, totalna staruszka według XIX-wiecznych zwyczajów, tam wiem. Mnie w wieku nastoletnim też powinien się podobać ten tytuł, jak swego czasu Tu detektyw Jeż (wydajcie resztę tomów, ładnie proszę!).

No nic, nie pozostaje mi nic innego jak odłożyć tomik na półkę, tylko najpierw muszę znaleźć miejsce, bo już się nic, dosłownie, nie mieści... Swoją drogą zastanawia mnie, ilu asystentów ma Kaoru Mori...

9 komentarzy:

  1. Zazdroszczę wszystkim, którzy już otrzymali przesyłkę, bo ja ciągle na nią czekam. Mam nadzieję, że dojdzie w dobrym stanie, a nie jak to ujęłaś "potłuczona". Na zdjęciach wydanie faktycznie wygląda bardzo ładnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe kiedy mój tomik w końcu przyjdzie, już się nie mogę doczekać :). Jeszcze "Mój rok - wiosna" Taniguchiego został wydany w twardej oprawie i formacie podobnym do Ikara.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mój rok..." miało większy format, niż Ikar. :p

      Do mnie już przyszedł (ponoć we wtorek). Muszę go jeszcze odebrać. Ale w porównaniu do Ajszy, jeśli zobaczę jakieś obicie, to pójdzie do reklamacji, bo: 1)To jeden z moich ulubionych tytułów , 2) Nie po to dublowałam sobie tomy, żeby dochodziły do mnie z uszkodzeniami. :p

      Trochę zaniepokoiła mnie kwestia ucinania kadrów (po co ten format, jeśli nadal coś się ucina?!) i prześwitującego papieru... ale sprawdzę to, jak już będę mogła porównać tę wersję z amerykańską XD

      Usuń
    2. Rzeczywiście, zapomniałam o Moi Roku, wielkie dzięki :)

      A kto powiedział, że nie będę reklamować? :P A mówiąc szczerze, że to jeszcze się nad tym nie zastanawiałam.

      To przycinanie porównałam z wersją znalezioną w necie, więc nie wiem jak wypadnie do amerykańskiej. Prześwity niewielkie, ale są... No cóż ;)

      Usuń
  3. Jestem wściekła... moja prenumerata przyszła z wgnieceniami na praktycznie wszystkich rogach oprócz jednego i wgnieceniami w okolicach grzbietu. Już do nich napisałam, co sądzę o wysyłaniu prenumeratorom uszkodzonych egzemplarzy... Na razie nie zdejmuję folii, bo nie chcę, żeby mi później napisali, że nie przyjmą reklamacji z tego powodu. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uhh, okropne >< współczuję. Ja tam w ogóle nie zauważyłam wgnieceń, dopóki nie rozpakowałam z folii. No, ciekawe co ci odpiszą.

      Usuń
    2. No bez przesady - na pewno nie pakują do kopert uszkodzonych tomików >,< Najwyraźniej na poczcie się uszkodziło.

      Usuń
  4. Kaoru Mori przy pracy:
    https://www.youtube.com/watch?v=wfENoePp36o&list=PL9A855710205B3C8A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam :) Ale asystentów i tak może mieć :)

      Usuń