sobota, 28 września 2013

[recenzja]Ao no Exorcist tom 1

Naruto, Bleach, One Piece, Fairy Tail - co łączy te mangi? To pełne akcji tasiemcowe shouneny, niezwykle popularne zwłaszcza wśród młodzieży. Pomimo wielu tomów, kolejne sprzedają bardzo dobrze, zarówno w Japonii, jak i w Polsce. Schemat mamy podobny - nastoletni chłopiec, zbieranina przyjaciół oraz wrogów, jakiś cel, mniejsze lub większe akcenty nadprzyrodzone, no i walki. Na miecze, na pięści, na zaklęcia, na egzorcyzmy? Ao no Exorcist może nie jest tasiemcem (11 tomów wypada blado przy 71 One Piece), ale zawiera wszystko co potrzebne rasowemu shounenowi akcji.

Rin Okumura ma piętnaście lat, brak pomysłu na życie oraz brata bliźniaka lepszego od niego absolutnie we wszystkim. Obaj żyją pod opieką księdza Fujimoto. Pewnego dnia okazuje się, że Rin jest kimś więcej niż tylko zwykłym nastolatkiem, ponieważ jego ojciec nie był zwykłym śmiertelnikiem, ale... Szatanem - władcą piekła.

A więc mamy bohatera - Rina Okumurę, piętnastolatka bez szczególnych zdolności, który pewnego dnia dowiaduje się, że nie jest wcale zwykłym, przeciętnym ludzkim chłopakiem, lecz w połowie demonem. Tak samo jak jego (prawie)idealny brat bliźniak, jednak tylko Rin odziedziczył moc po ich ojcu Szatanie. Oczywiście nie jest to jedyny przedstawiciel tego gatunku - jak się okazuje istnieje cały świat (Gehenna) zamieszkiwany przez demony i jest on lustrzanym odbiciem ludzkiego (Assiah). Normalnie istoty zamieszkujące te dwie krainy nie powinny być w stanie się ze sobą kontaktować, lecz wtedy by było za prosto. Demony przyciąga do ludzi żal, nieszczęście, smutek i inne negatywne emocje, a poprzez opętanie przejmują nad nimi władzę. I w tym momencie wkraczają egzorcyści.

Tym zawodem para się ojciec Fujimoto (przy okazji jest zakonnikiem), który przez piętnaście lat opiekował się braćmi Okumura i chronił Rina - chciał by ten żył jak normalny chłopak. Niestety, los jest nieubłagany i główny bohater musi zmierzyć się z własnym ojcem. Mimo demoniej krwi i mocy, nasz główny bohater czuje się bardziej człowiekiem. Pragnie nauczyć się walczyć z mieszkańcami Gehenny, aby chronić siebie, brata, a najlepiej cały świat. Po tragicznej, nierozstrzygniętej do końca walce z Szatanem, Rin wraz z bratem udaje się do Akademii Prawdziwego Krzyża, którego dyrektorem jest przyjaciel ojca Fujimoto - Mephisto Pheles. W szkole tej, oprócz zwyczajnych lekcji dla uzdolnionej młodzieży, odbywa się także kurs przygotowawczy dla egzorcystów. Gdy chłopak przychodzi na pierwszą lekcje - okazuje się, że wykładowcą "Antydemonicznej farmakologii" jest jego własny bliźniak, którego zawsze uważał za słabeusza.

Powyższy opis obejmuje około połowy recenzowanego tomu, dalej mamy jeszcze ze dwie walki z różnymi demonami oraz zapoznanie się z kolejnymi bohaterami i lokacjami. Jednym słowem - wstęp do szerszej opowieści. Na razie mamy zasygnalizowane istnienie wielkiej organizacji egzorcystów, całej ich hierarchii, różnych typów walki, broni, gatunków demonów, reguł jakimi rządzi się cały ten świat. Głównemu bohaterowi na pewno nie będzie lekko - może i jego szatańskie pochodzenie daje mu pewną przewagę nad zwykłymi śmiertelnikami, ale co z tego, skoro musi ukrywać swoją moc. Nie każdy egzorcysta byłby zadowolony z demoniego kolegi po fachu, a niektórzy zapewne chcieliby go chętnie wykorzystać do nie do końca dobrych spraw.

Początek tej opowieści jest bardzo spokojny, nawet aż za bardzo. Dopiero po kilkunastu stronach coś się zaczyna dziać i to nawet za szybko, gdyż musiałam się cofnąć trochę, żeby dobrze wszystko zrozumieć. Sceny akcji mieszają się z prostą fabułą, akcentami humorystycznymi i poważnymi. Pierwszy rozdział jest długi - ma około siedemdziesiąt stron, jednak historia w nim zawarta powinna dostać jeszcze kilka plansz - gdyż końcówka dzieje się zbyt pośpiesznie. Dwa kolejne odcinki mangi nie cierpią już z tego powodu. Oprócz tego, na samym końcu mamy kilka bonusów - karty postaci, ilustrowany spis demonów oraz wczesne szkice tego tytułu.Dalej znajdziemy podziękowania autorki i nazwiska asystentów - jest ich tam aż trzynastu! No i obowiązkowa strona redakcyjna. Reklam brak.

Siłą napędową mangi wydają się bracia Okumura i relacje ich łączące. Rin, starszy bliźniak to całkiem przystojny, porywczy rozrabiaka wdający się w bójki, a równocześnie sympatyczny dzieciak z dobrym serduszkiem. W dzieciństwie opiekował się swoim młodszym bratem i nadal chce to robić, jednak ku swojemu zdumieniu odkrywa, że nie jest to już takie koniecznie. Nie jest skomplikowaną postacią i to on odpowiada za wiekszość zabawnych sytuacji w tomie. Yukio, młodszy bliźniak, mimo fizycznego podobieństwa jest zupełnie inny. Spokojny, inteligentny, poważnie podchodzący do życia. Już nie jest tym samym zapłakanym smarkiem, którego trzeba było ratować - fach egzorcysty dał mu siłę i pewność siebie. Gdyby ktoś miał zgadywać, to jego by wskazał jako starszego z braci. Inne postacie zostały potraktowane po macoszemu i niewiele można na ich temat powiedzieć. Mephisto to ekscentryczny egzorcysta, który potrafi zmieniać swoją ludzką postać na... psią (całkiem słodką). Shiemi to miła dziewczyna, nieco bojaźliwa i uparta, lubiąca zajmować się roślinami.

Świat wykreowany przez mangaczkę to mieszanka motywów japońskich i europejskich. Gehenna - Pismo Święte, Assiah - kabała, gobliny - baśnie, dokkalfary - mitologia nordycka, szatana chyba nie muszę przedstawiać. Taka zbieranina może być interesująca, ale również niebezpiecznie ocierająca się o głupotę, gdy autorka zacznie zbyt przekręcać ich znaczenia. Oprócz tego świat wydaje się bliski naszemu.

Zastanawia mnie pewna rzecz - czy naprawdę Rin przez osiem lat nie zauważył nic co by wskazywało, że Yukio nie jest już tym biednym, płaczliwym okularnikiem, którego należy bronić i stał się pełnoprawnym egzorcystą od którego w przyszłości będzie się uczył jak walczyć z demonami? Wygląda to tak, jakby oni zupełnie się nie widzieli przez tyle czasu. No i jak na osobę, która ma ukrywać swoje prawdziwe pochodzenie, główny bohater dość beztrosko używa swojej mocy. Nikt specjalnie nie patrzy w tym momencie, ale i tak może powinien się najpierw rozejrzeć? Coś czuje, że długo nie utrzyma tego w sekrecie.

Ao no Exorcist narysowany jest przez kobietę. To czuć. Rysunki są przyjemne dla oka, dość szczegółowe - w przypadku postaci, przedmiotów, budynków, pojazdów, potworów itp., gdyż tła często pozostają białe. Bohaterów da się rozpoznać, jednak jest ich dość mało, więc raczej ciężko by było ich nie rozróżniać. Ważne jest to w przypadku bliźniaków - obecnie nie ma z tym problemu, jednak gdyby tak ściągnąć Yukio okulary i inaczej zaczesać, to ciekawe jakby sobie czytelnicy poradzili. O ile postacie męskie są rysowane fajnie - leciutko bishowate, tak aby podobały się dziewczynom, ale nie na tyle by to przeszkadzało chłopakom, to płeć żeńska wygląda trochę gorzej. W sumie mamy tutaj tak naprawdę tylko jedną przedstawicielkę - Shiemi, której wygląd mi się kompletnie nie spodobał. Taka pucułowata, jakoś bez wyrazu dziewczyna. Ale może ona taka specjalnie? Rozplanowanie akcji na stronach jest w porządku, chociaż sceny walk wydają się nazbyt chaotyczne. Na plus mają to, że są dość krótkie. Natomiast rysunki demonów są nieco makabryczne (Brama Gehenny) i groteskowe.

Ao no Exorcist zostało wydane w tym samym formacie co pozostałe, ostatnio wydawane, shouneny ze stajni Waneko - Kuroshitsuji, Pandora Hearts czy Karneval. Obwoluta jest błyszcząca, a z okładki uśmiecha się do czytelnika główny bohater, lekko niebieskawy. Logotyp tytułu jest zapisany na czarno-niebiesko z ciekawym efektem spadającego cienia. Gorzej wygląda mały podtytuł z jakąś smugą. Problem w obwolucie jest grzbiet - który po wydrukowaniu okazał się zbyt wąski o kilka milimetrów. Wydawnictwo nie schowało głowy w piasek i zapowiedziało dodrukowanie dobrych obwolut, które będzie można od nich bezpłatnie otrzymać. Tylna okładka przedstawia ten sam obrazek co z przodu, tylko nieco wykadrowany i znacznie bardziej niebieski. Tutaj bardzo mnie zdziwił czerwony obrys z czarnymi i białymi paskami - tak ni z gruszki, ni z pietruszki. Skrzydełka to kilka słów od autorki oraz rysunki ekwipunku naszego kandydata na egzorcystę. Pod obwolutą znajdziemy wytłumaczenie gdzie Rin chowa swój demoni ogon, a także yonkomę (miała chyba być śmieszna, ale jak dla mnie nie wyszła mangaczce).

W środku można znaleźć dwie kolorowe strony - na pierwszej znów mamy powtórzenie rysunku z okładki, jednak tym razem pokazana jest cała postać Rina. Na drugiej mamy dość chaotycznie rozplanowany spis treści oraz głównego bohatera w postaci chibi. Kolejne cztery strony są czarno-białe, ale wyraźnie widać, że pierwotnie były w kolorze. Sprawiło to, że część szczegółów jest mało widocznych, gdyż druk jest po prostu za ciemny. Dodatkowo rzucił mi się w oczy wielgachny biały obrys wokół tytułu rozdziału - w następnych jest już mniejszy. Papier bielutki, standardowo lekko prześwitujący, druk wyraźny. Strony otwierają się całkiem łatwo, chociaż czuć opór od pewnego kąta. Marginesy wewnętrzne jak dla mnie są w porządku, numeracja stron pojawia się dość rzadko. Jeśli jakieś kadry zostały ucięte to raczej tego nie widać - poza rzucającymi się w oczy stronami 59, 105, 108 i 168, gdzie poszły kawałki onomatopei.

W mandze zostało użytych kilka czcionek, zostały one dobrze dobrane, chociaż ta "szatańska" mogłaby być nieco bardziej straszna. Problemów w typesettingu nie zauważyłam, a onomatopeje zostały w przeważającej większości zastępione przez polskie odpowiedniki. Chociaż mam się do czego przyczepić - na ostatniej karcie postaci (ojciec Fujimoto) słowa "Ulubiony gatunek mangi" są za wysoko i wychodzą z tabelki.

Za tłumaczenie Błękitnego Egzorcysty odpowiada Jan Świderski, podobnie jak za m.in. Madokę. Całość czyta się przyjemnie, wypowiedzi postaci mają lekkie młodzieżowe zabarwienie, ale bez przesady. Chociaż zgrzytnęła "stylówa" na 15 stronie. Pozostawione zostały japońskie nazwy przedmiotów jakie Rin będzie używał podczas swej kariery egzorcysty - miecz Koma, klucz Kamikakushi wraz z polskimi dopiskami. Jest też trochę niekonsekwencji - wszędzie mamy Mephisto, jednak zdarzyło się też Mefisto. Trochę inną sprawą (to już nie błąd ze strony tłumacza) są demony/dziabły/szatan. Na początku trochę się w tym pogubiłam, gdyż nie było żadnego wytłumaczenia, jednak sięgnęłam do własnej wiedzy - demony to ogólna nazwa mieszkańców Gehenny, jednym z typów demonów są diabły, a jednym z diabłów jest Szatan. Może inni się w tym szybciej zorientowali, ja niestety nie :P Korekta się spisała, jedynie zauważyłam brak spacji na stronie 76, jednak mógł być to celowy zabieg.

Nie jestem grupą docelową Ao no Exorcist. Tak naprawdę to nigdy nie byłam - gdyż manga ta skierowana jest do nastoletnich chłopców. Nie mam za dużego doświadczenia z shounenami akcji, czytałam zaledwie kilka tych najbardziej znanych. Ostatnio męczę Naruto, dokładnie - męczę. Tylko dlatego, że mogę wypożyczyć z biblioteki, bo mnie średnio wciągnęło. I gdybym miała porównywać pierwszy tom Naruto i Ao no Exorcist, to bym zdecydowanie postawiła na to drugie. Chociaż nie wiem jak rozwinie się dalej. Z tego co słyszałam dość typowo - co chwila wyskakiwać będą kolejni wrogowowie na drodze naszych bliźniaków, a gdzieś w tle majaczyć będzie główny wątek.

W dzisiejszych czasach trudno być oryginalnym. Tyle tematów zostało już wyeksplorowanych, że praktycznie wszędzie można natrafić na jakieś podobieństwa, w tym w recenzowanej mandze. Czemu Waneko wybrało akurat ten tytuł, a nie inny? Czemu to akurat One Piece stał się takim wielkim hitem w Japonii? Czemu najlepiej sprzedającą mangą JPFu jest Bleach? Zapewne diabeł tkwi w szczegółach, które pozwolą się wybić, ponad inne shouneny tego typu.

Ao no Exorcist nie pretenduje do miana niczego innego jak czystej rozrywki. Dość prosta fabuła, ciekawe postacie, niezła kreska, otoczka nadprzyrodności, ot i cały przepis na dobrze sprzedającą się mangę. Czy sprzeda się również w Polsce? Pewno tak, bo sporo ludzi lubi takie rzeczy. Tylko obawiam się nieco, czy zapowiadane trzydzieści tomów to nie za dużo. Dziesięć tomów w Japonii wyszło w ciągu trzech i pół roku, więc teoretycznie skończy się dopiero za około sześć lat. Długo.

A teraz zdjęcia. Na pierwszym widać plakat i zakładkę, którą wydawnictwo Waneko dodawało do tomików wysyłanych przez ich sklep. Miłe dodatki, a z tego co słyszałam - pojawią się też do innych serii.



Mangę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko.



PS. Chciałam coś napisać o dokładnym tytule mangi czyli: Ao no Exorcist: Blue Exorcist, ale szkoda nerwów :P Mam nadzieje, że wszyscy sobie zdają sprawę z absurdalności tego.

12 komentarzy:

  1. To straszne, że identyfikuję się z grupą docelową XD
    Eee, mnie tam tytuł już nie przeszkadza, tak szczerze, to Waneko za bardzo nie miało pola manewru - z jednej strony wymóg, że musi gdzieś być ,,Blue Exorcist", z drugiej szaleństwa fanów, którzy chcieli tłumaczyć ,,ao" jako zielony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie ten angielski wymóg było by wszystko OK. Czy japończycy nie czują, że jest coś nie w porządku? :P Ale coś mi się wydaje, że wszyscy już się przyzwyczaili.

      Usuń
    2. Mi się zdaje,że przesadzacie z tym gniewem fanów jak przetłumaczysz im tytuł.Fani kurosza też marudzili z kamerdynerem,a i tak jest najlepszą sprzedającą się mangą z wydawnictwa Waneko,może nie zaliczam się jako fanka kurosza,ale na początku też mi nie podobał,ale po przemyśleniu bardziej pasował mi ten kamerdyner.Jako,że czytałam skany i byłam przyzwyczajona do lokaja,to już w 2 przestałam zwracać na to uwagę,a to,że przerwałam na 3 tomie...

      Usuń
    3. Nie no, tytuł nie jest dla mnie i nie powinien być dla nikogo rzeczą przez którą nie kupi się danej mangi. Jeśli ją lubisz - kupujesz.

      Tytuł egzorcysty jest po prostu absurdalny. Tytuł japoński + angielski. Gdyby był JP+PL to nie było by żadnego problemu. A tak mimo że żyjemy w Polsce otrzymujemy tytuł w 2 językach, a żaden z nich nie jest w naszym ojczystym ;)

      Usuń
    4. Mnie chodziło o tym co napisałaś,że wydawnictwo bało się fanów.Dlatego dali tytuł ang(wymóg wydawcy japońskiej),a zamiast polskiego podtytułu japoński.Mogli się im postawić i tak,by mieli wysoką sprzedaż.Nawet,jeśli kilka fanów nie kupiła,by mangi przez tytuł.

      Usuń
    5. Ja za to nie wiem czy kupić egzorcystę.3 pierwsze tomy(znowu?) bardzo mi się spodobały, właściwie wymyślam własną wersje dla tej mangi,ponieważ już wyczuwam schemat,a początek tak mi się podoba.Niestety nie lubię mieć niedokończonej serii i mam problem.Kupić czy nie oto jest pytanie.

      Usuń
    6. O gniewie fanów to nie ja pisałam, ale już teraz w pełni rozumiem o co Ci chodziło :)

      Też nie lubię niedokończonych serii i przez lata ich nie miałam. Ale od jakiegoś czasu stoi ich trochę ;] Jeśli Ci się coś podoba i masz kasę, to nie ma co żałować sobie, żyje się raz xD

      Usuń
    7. Ale w sumie wydawcy mieli rację, że polski tytuł z angielskim brzmiałyby trochę dziwnie, to nawet ludzie nie znający angielskiego bez trudu by przetłumaczyli. W każdym razie, każdy te tytuły tłumaczy jak chce - czemu zakuro nie ma ani polskiego, ani japońskiego tytułu, tylko angielski, to nie wiem.

      Usuń
  2. "Czemu to akurat One Piece stał się takim wielkim hitem w Japonii?" Większość mówi,że japońcom znudziły się im bogowie śmierci,a także nindża.Jakby nie patrzeć mało jest mang o piratach :(
    Jako fanka OP uważam,że jest najlepszym tasiemcem,ponieważ ma bardzo rozbudowany świat,spójną fabułę(trzeba być geniuszem by się nie pogubić po drodze ani wypalić po tych 71+ tomach),świetny humor(okolice 11 tomu,gdy zaczęłam śmiać się z humoru Ody)oraz sympatyczni bohaterowie,postacie są takie różnorodne! Niestety większość mangi nie ruszy,ponieważ kreska,jest bardzo specyficzna.Mnie też na początku odpychała.Z tasiemcami jest tak,że im dalej w las tym gorzej.W OP jest odwrotna sytuacja.Trudno jest się przekonać do tego tytułu słaby początek oraz kreska.Mnie akurat szybko wciągnęło (okolice 6 tomu)zaczęłam od anime i większość osób radziła obejrzeć 50 odc. lub sagę Alabastre obejrzeć do końca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, nie ma dużo mang o piratach. A że od dziecka interesował mnie ten temat to sięgnęłam jakiś czas temu po OP. No cóż, niektóre momenty były niezłe. Jednak po jakimś czasie robi się to wszystko nudne. Ile można? Fabuła, bohaterowie - nigdy nie szli w kierunku jakim bym chciała. Jak dla mnie tytuł ma sporo wad - przydługie walki, za dużo postaci drugoplanowych, którzy wyskakują w którymś momencie jak króliki, brak rozwinięcia głównego wątku, brak wątków romantycznych (:P), itp., itd. Chyba, że coś się zmieniło..

      Swoją drogą to czy było coś więcej co Zero i Persona robili na wyspie tego kolesia, co dobry był w szermierce? (zapomniałam jak się nazywał) xD

      Usuń
    2. Dla mnie walki dłużą się niemiłosiernie a saga alabastra( czy jakoś tak ) była najgorszą :( . Lubię one piece , ale dla mnie bez szału

      Usuń
  3. Nie czytałam mangi, natomiast oglądałam anime. Jestem wielką fanką Naruto i Bleach też całkiem mi się podobał, ale Ao no exorcist już tak średnio. Jakieś 7/10 jak dla mnie. Przyjemne anime do nie myślenia, kiedy ma się chęć na prosty wieczór z czymś pełnym akcji. Z mangą pewnie to samo. Przyjemne czytanie na wieczór, w którym ma się ochotę na shounen.

    OdpowiedzUsuń