niedziela, 20 października 2013

[recenzja]Savage Garden tom 1

Moje pierwsze zetknięcie się z manhwą nastąpiło za pośrednictwem czasopisma MANGAzyn, w którym wydrukowano jeden rozdział Tarot Cafe. Mimo wielu podobieństw, komiks japoński i koreański różni się od siebie. Który jest lepszy, a który gorszy? To zależy od gustu, jednak nie da się ukryć, że przemysł mangowy jest znacznie większy i popularniejszy od manhwowego. Jednak istnieje kilka tytułów które znane są większemu gronu czytelników. Yumegari wydaje już taki tytuł skierowany do męskiego grona - The Breaker, teraz przyszedł czas na coś dla płci pięknej - Savage Garden, autorstwa Lee Hyeon-sook.

W XVIII-wiecznej Anglii, Gabriela, uboga sierota, zaprzyjaźnia się z Jeremym, nieślubnym synem arystokraty. W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności dziewczyna zmuszona jest podszyć się pod niego i wstąpić do prestiżowej, męskiej szkoły zwanej „Savage Garden”. Prostej Gabrieli miejsce to z początku wydaje się rajem, lecz z czasem przekonuje się, jak pełni obłudy, podłości i wyrachowania są jego mieszkańcy.

Podczas spaceru po mieście Gabriela jest świadkiem postrzelenia przystojnego młodzieńca przez jego zbulwersowanego kochanka. Dziewczyna zachowuje zimną krew i opatruje rannego. Następnie, ubrana w męskie ciuchy bohaterka, udaje się do elitarnej, męskiej szkoły "Savage Garden" w której uczą się dzieci znakomitych osobistości. Podszywa się tam pod zmarłego Jeremy'ego, który był jej przyjacielem. Którejś nocy zostaje wezwana do pokoju jednego ze starszych uczniów, znanego z upodobania do chłopców. Okazuje się, że jest to ta sama osoba, której uratowała życie. Euan Kensington chce jej podziękować za to, a przy okazji droczy się z nią. Przeszkadza im w tym jego brat Raymond, dzięki czemu Gabriela może uciec, zanim chłopak odkryje jej prawdziwą tożsamość.

Już wtedy poznaje skrawek drugiego oblicza tej szkoły, a wkrótce jeszcze bardziej zanurzy się w okrutny świat zblazowanych paniczy. Próbująca nie wyróżniać się z tłumu dziewczyna, tak aby nikt nie odkrył jej tożsamości, angażuje się w konflikt z Joshuą, synem dyrektora szkoły, jednym z przyjaciół Raymonda. Rzecz rozchodzi się o konia, na którym chłopak wyżywa się za swoje jeździeckie niepowodzenia. Pełna empatii bohaterka nie może ścierpieć tego widoku, w wyniku czego dochodzi do wyścigu, którego stawką jest los zwierzęcia. Jeśli Gabriela przegra - koń zostanie zabity.

Wraz z kolejnymi stronami manhwy poznajemy również urywki wspomnień Gabrieli, wyjaśniające co dokładnie stało się z Jeremy'm oraz dlaczego bohaterka podszywa się pod niego. Jednak, oczywiście, nie wszystkie karty zostaną od razu wyłożone na stół - autorka dawkuje nam te informacje, umiejętnie wplatając je w bieżące wydarzenia. Ważną rolę w dalszej opowieści odgrywać nie będzie jedynie przeszłość głównej bohaterki, tajemniczy, nieznany nikomu dobroczyńca, który łoży na naukę "Jeremy'ego", ale także dręczące Raymonda koszmary dzieciństwa. A na to wszystko spoglądać będzie Euan z zagadkowym uśmieszkiem, wyglądający jakby miał jakieś ukryte zamiary.

Przynależność do szlachty nie oznacza, że ten ktoś jest szlachetny. Lektura Savage Garden pokazuje wręcz, że im wyższy stopień w hierarchii, tym paskudniejszy charakter. Te paniczyki przyzwyczajone są do luksusu, ciągłej obsługi ze strony służby i beztroski. Nauka im niepotrzebna bo są bogaci, rozrywki już się przejadły, wydarzeniem dnia jest nowy przedmiot w ich posiadaniu - klejnot, zegarek czy inne dobro. Wiedzą, że nie grożą im żadne konsekwencje, co wykorzystują w stosunku do słabszych, będących niżej w łańcuchu pokarmowym, ludzi. Robią to bo się nudzą, bo są złośliwi, bo tak po prostu już jest w tym świecie bogaczy. Mimo ewidentnej winy ukarany zostanie poszkodowany. To dla Gabrieli, wychowanej w biedzie, pojęcia takie jak honor, danie słowa mają swoją wartość.

W Polsce nie ma już stanu szlacheckiego, został zniesiony prawie 100 lat temu. Jednak czyż nie słyszymy co chwilę, że ktoś kogoś wykorzystuje, ktoś się nad kimś znęca? Pieniądze, władza, wyższa hierarchia w jakiejś strukturze to dalej czynniki, które zachęcają do nadużyć. A zblazowani synowie możnych jak nic przypominają części dzisiejszych nastolatków, którzy nie widzą nic złego w np. doprowadzeniu kogoś do samobójstwa. A ich miłość do gadżetów przypomina mi pogoń za najnowszymi iphonami czy innymi takimi.

Gabriela wydaje się jedyną dobrą osobą w tym "doborowym" towarzystwie. Uprzejma, empatyczna, życzliwa, a także dobrze wychowana. W stresujących sytuacjach potrafi zachować zimną krew, broni słabszych, umie dotrzymać słowa, nie ucieka z płaczem gdy dzieje się coś nie tak, mimo swej samotności w utrzymywaniu sekretu. Jednak nie jest wolna od słabości - potrafi ją trawić zazdrość, zawiść. Euan, starszy z braci Kensingtonów to kontrowersyjna postać ze względu na swoje homoseksualne związki. Wszyscy o nich wiedzą, jednak utrzymują zmowę milczenia, gdyż w innym wypadku rozpętałby się wielki skandal, który mógłby pociągnąć za sobą poważne konsekwencje. Jest wyraźnie zainteresowany Gabrielą, jednak wydaje mi się, że bardziej jako obiektem do obserwacji, niż miłości. Raymond to okrutny, zblazowany arystokrata, który nie cofnie się chyba przed niczym. Pod swoim aroganckim zachowaniem chowa traumatyczną przeszłość, która objawia się w nagłych omdleniach czy lunatykowaniu. Joshua R. Owen to typowy beztroski syn dyrektora, który wie, że wszystko ujdzie mu płazem. To on w tym tomie kreowany jest na głównego złego, aroganckiego, zawziętego, chowającego urazę. O pozostałych postaciach przewijających się na kartach manhwy trudno na razie coś więcej powiedzieć, raczej cała historia będzie skupiać się na powyższej czwórce.

Kreska Lee Hyeon-sook charakteryzuje się estetycznym, lekkim, czystym stylem. Postacie się szczupłe, zwiewne z charakterystycznymi, często podkreślonymi rastrami, ustami i oczami. Niestety postacie są z twarzy podobne do siebie, rozróżniamy je za pomocą włosów (co w przypadku braci Kensington jest wyjątkowo trudne), jednak akcja prowadzona jest w ten sposób, że zazwyczaj wiadomo z niej, kto w tym kadrze się pokazuje. Męscy bohaterowie są dość zniewieściali, przez co Gabriela mało się spośród nich wyróżnia. Obok siebie występują puste kadry, jak i takie narysowane starannie wraz z wieloma detalami. Niektóre rysunki budynków wyglądają jakby były żywcem wzięte z fotografii. Można wczuć się w angielską nostalgię i ten duch sielskich dni. Występujące sporo razy konie są całkiem narysowane poprawne, jednak nie idealne. Niekiedy szwankują przejścia między wydarzeniami - przydałoby się czasem jeszcze kilku kadrów, żeby wszystko było jasne. A tak musimy się domyślać co się stało.

Savage Garden zostało wydane w formacie 13,8cmx19,7cm, czyli minimalnie większym od dużych wanekowych wydań. Obwoluta jest matowa, co według mnie bardzo pasuje do tej manhwy. Na okładce mamy urokliwy rysunek trójki głównych bohaterów na tle kwitnących drzew. Estetyczną czcionkę tytułu pozostawiono bez zmian w stosunku do oryginału, także sposób przedstawiania numeru tomu (okolony motywem kwiatowym, choć innym niż w wydaniu koreańskim), a nazwisko autorki zapisano prosto, bez udziwnień. Grzbiet zawiera wszelkie potrzebne elementy - tytuł, numer tomu, nazwisko autorki. Wydawnictwo dodało od siebie jeszcze zdobienie (podobne do tego na okładce) oraz logo wydawnictwa, które na szczęście jest małe (w niektórych wydaniach Yumegari było wielgachne). Trochę tego jest na tym grzbiecie, ale na żywo wygląda to nie najgorzej. Na tylnej okładce mamy rysunek dziedzińca szkolnego z rzeźbą płaczącego anioła, tytuł, krótki opis tomu. A także charakterystyczne już dla tego wydawnictwa prostokąciki z oznaczeniami odbiorców i gatunku (16+, dramat). Skrzydełka to z jednej strony zdjęcie Londynu (chyba?) oraz krótka charakterystyka autorki, a z drugiej patroni medialni. Pod obwolutą znajdziemy biały tomik z czarnymi napisami.

Środek wita nas dwoma kolorowymi kartkami, są one nieco zmarnowane - tylko na dwóch stronach jest rysunek przedstawiający bohaterów w ogrodzie, pozostałe są w jednolitym jasno-zielonym kolorze. Dalej mamy już bielutkie kartki, które w pierwszej chwili nazwałabym nieprześwitującymi, jednak w niewielkim stopniu widać co jest po drugiej stronie. Druk jest wyraźny, kartki nie falują, sam tom otwiera się dość lekko, ale bez przesady. Numeracja się pojawia, jednak nieszczególnie często, marginesów wewnętrznym, poza paroma wyjątkami - brak. Kadry są nieco poucinane, co widać na 37 stronie, gdzie poszła kropka. W manhwie brakuje podziału na rozdziały (a przecież wychodziło to w czasopiśmie Issue), a co za tym idzie nie ma też spisu treści. Tom kończy się bonusowym rysunkiem anielskiej rzeźby, a od wydawnictwa dostaliśmy jeszcze trzy strony reklam.

Edycja i typesetting w wydaniach Yumegari, które widziałam do tej pory, stały na wysokim poziomie. Tutaj mamy podobnie, z jednym chyba niechlubnym wyjątkiem - na pierwszej stronie komiksu, zaraz po stronie redakcyjnej, została wymazana aniołowi dolna część ręki. A z plusów - wszystkie onomatopeje zastąpiono polskimi odpowiednikami. Użyto prostych, odpowiednio według mnie dobranych czcionek.

Za tłumaczenie Savage Garden, tak samo jak The Breaker, odpowiedzialny jest Gu Dae-shik. Tom czyta się dobrze, nie wychwyciłam wielkich zgrzytów. Jednak po Vampire Knight mam uraz do sformułowań typu "starszy kolega" (str. 35), ponadto nie podobało mi się "impertymencie" (str. 98). A na stronie 85 po "Mniejsza" przydałoby się jeszcze "z tym". Mam wrażenie, że czasami postacie mówią mową nieco stylizowaną na dawniejsze czasy, lecz nie kuje to specjalnie w oczy. A na stronie 111 przy słowie "gentry" dałabym objaśnienie, bo nie każdy musi wiedzieć co to jest. Ciekawostką może być imię głównej bohaterki - Gabriela. We wcześniejszych opisach, czy na Internecie występowała ona jako Gabriel. Jednak podobnie jak w Opowieściach Panny Młodej zdecydowano się na "skobiecenie" imienia i dobrze. Błędów ortograficznych nie zauważyłam.

Zapomniałam jeszcze wspomnieć o jednej ważnej rzeczy - Savage Garden czyta się tak samo jak komiksy polskie, angielskie itp. czyli od lewej do prawej. Co ciekawe, o ile na komputerze mam problemy z takim czytaniem (automatycznie wszystkie czarno-białe rysunki próbuje przeglądać po "japońsku"), to na papierze już nie.

Savage Garden wykorzystuje dość znany motyw dziewczyny w męskiej szkole. Chyba najbardziej popularnym tytułem tego typu jest Hana-Kimi, jednak te dwie pozycje znacząco różnią się od siebie. Dzieło Hisayi Nakajo to przede wszystkim komedia, w pozycji Lee Hyeon-sook środek ciężkości jest położony na dramat. Oczywiście zdarzają się wstawki komediowe, które rozluźniają napiętą atmosferę. Autorka nie boi się poruszać trudnych, kontrowersyjnych tematów, takich jak homoseksualizm. Z tego też powodu, wielu potencjalnych czytelników/czytelniczek może być uprzedzonych do tego tytułu. Pierwszy tom, owszem, zawiera scenę pocałunku (w policzek), jednak tak naprawdę nic więcej, poza rozmowami i aluzjami bohaterów, że ktoś jest taki a taki. Osobiście nie jestem fanką shounen-ai i yaoi, a takie natężenie tych wątków całkowicie mi nie przeszkadzało.

Jeśli ktoś ma ochotę odpocząć od typowych szkolnych romansów i sięgnąć po coś poważniejszego, ale zawierającego także trochę oklepanych wybiegów - dziewczyna podająca się za chłopaka, rozpuszczony syn dyrektora, znęcanie, traumatyczna przeszłość, to dobrze trafił. Całość polana jest dużą ilością tragizmu, jednak na razie w zjadliwej formie. Kolejny tom dopiero w przyszłym roku, jednak na pocieszenie(?) już w przyszłym miesiącu dostaniemy inny tytuł Lee Hyeon-sook - Flowers of Evil od wydawnictwa Kotori.

7 komentarzy:

  1. Hmm, bardziej porównałabym to do "dorobinę mniejszego niż A5" formatu niż do mang Waneko. Ogólnie dorzucę do twojej recki, że rozmiar SG jest identczny jak "Niebiańskiej podróży Feniksa" i dobrze wyglądają dobrze obok siebie na półce.

    Z opiniami na temat postaci bym się nie zgodziła, ale może dlatego, że znam całość i takie powierzchowne mi się to wydaje? Zwłaszcza to kreowanie na głównego złego, to dopiero pierwszy tom XD! Znaczy... w ciągu tej serii jest naprawdę strasznie dużo wydarzeń upchane, ten 1 tom to naprawdę kropla w morzu postaci i sytuacji ;)

    Ta manga jest tragedią, może dlatego wyróżnia się wobec innych reverse haremówek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak słusznie zauważyłaś, znasz całość. Ja czytałam tylko ten 1 tom i mogę wypowiadać się na temat bohaterów tylko na tej podstawie. I cała recenzja jest o pierwszym tomie, a nie całości.

      Joshua był wraz z Raymondem głównym antagonistą Gabrieli w tym tomie, dlatego dla mnie został "tym złym". Nie wykluczam, że pod koniec manhwy on będzie największym aniołkiem ;] Ogólnie dość mało było na razie o bohaterach, a nie będę się przecież bawić w zgadywanki, co się kryje za ich działaniami ;)

      Usuń
  2. Ja tak bardzo chciałabym mieć to u siebie, ale niestety ten miesiąc nie wygląda u mnie dobrze pod względem majątkowym... ;_; Ale na pewno jak będę zamawiała kiedyś mangi to i tą manhwe zamówię. xD Przekonałaś mnie swoją recenzją, więc, moje wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dodatek SG jest droższe niż większość tytułów... Niby kilka złociszy, ale magiczna "20" została przekroczona i wydaje się drogo ;)

      Usuń
  3. Chyba nie będę żałować zakupu.Po twojej recenzji doszłam do wniosku,że dobrze zrobiłam ją zamawiając;)
    "Mimo wielu podobieństw, komiks japoński i koreański różni się od siebie. Który jest lepszy, a który gorszy? To zależy od gustu, jednak nie da się ukryć, że przemysł mangowy jest znacznie większy i popularniejszy od manhwowego."
    Moim zdaniem,dzięki temu,że manhw jest miej są one bardziej oryginalniejsze pod względem kreski jak i fabuły.W mandze wszędzie widzę schematy.Wystarczy porównać stare do nowych :( Koreańczycy bardziej starają się być oryginalniejsi.
    Poza tym większość osób,które czytają manhwy na necie nazywają je mangami,może dla nich to bez różnicy czy czytają mangę/manhwę,ale ja i tak zawsze nich poprawiam.Jakoś mnie to denerwuje O_o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa teoria. Muszę kiedyś poczytać więcej koreańskich tytułów, aby to sprawdzić.

      Też mnie to denerwuje :P Tak samo jak nazywanie komiksów polskich autorów mangami. Bardziej preferuję nazwę "produkt mangopodobny". A na serio - to komiks i tyle.

      Usuń
    2. Koreańskie manhwy są dużo bardziej dramatyczne od mang ;>

      Usuń