czwartek, 3 października 2013

[recenzja]Walkin' Butterfly tom 1

Walkin' Butterfly, które niedawno wyszło nakładem wydawnictwa Taiga, chcąc czy nie chcąc nie uniknie porównania do Paradise Kiss wydanego dziesięć lat wcześniej przez Waneko. Obydwa te tytuły to krótkie, zakończone mangi na granicy shoujo/josei z główną, wysoką bohaterką, która nagle zaczyna się obracać w środowisku mody. Dzieło Ai Yazawy od lat mocno trzyma się czołówki na mojej liście najulubieńszych mang - czy Motyl dorówna swojej poprzedniczce?




Michiko ma 19 lat. Wysoka i bardzo chuda, czuje się jak monstrum stworzone przez szalonego naukowca. Nie może odnaleźć swego miejsca w życiu i co rusz zmienia pracę. Kiedy dostaje zlecenie dostarczenia cateringu na pokaz mody, zostaje omyłkowo wzięta za modelkę. Łatwiej jej podążać za kolejnymi instrukcjami i wyjść na wybieg, niż wytłumaczyć błąd organizatorom. Tylko projektant Mihara domyśla się, że Michiko nie jest zawodową modelką i rzuca jej wyzwanie: „Nie przetrwasz w tym świecie ani jednego dnia, bo nie potrafisz dostrzec tego, kim naprawdę jesteś”. Od tej pory Michiko ma cel i chce zmienić swoje życie. Modeling bowiem to dla niej nie tylko przechadzanie się w blasku jupiterów, ale też lekcja samoakceptacji i pokonania własnej niepewności.

Odkąd wyrzucili Michiko Torayasu z liceum, ima się ona przeróżnych prac. Najlepiej takich związanych z motorami, których jest fanką. Nie była i wciąż nie jest grzeczną dziewczynką. Kradzieże, włamania, niszczenie mienia, palenie papierosów, narkotyki (nie zapomnijmy o publicznym obmacywaniu latarni) - a do tego dochodzi jeszcze gwałtowny charakter i agresywne zachowanie. Jest wywalana z pracy, nie znajduje zrozumienia u matki czy przyjaciół, którzy wcześniej z nią rozrabiali, a teraz przekształcają się w porządnych, dorosłych obywateli. Jej jedynym oparciem zdaje się senpai Nishikino w którym jest skrycie zakochana.

Nie ma pomysłu na życie. Nie wie co chce robić, czego pragnie, co jest jej marzeniem. Dryfuje w pustce i czeka aż coś się zdarzy, co odmieni jej los. Chociaż nieszczególnie w to wierzy. Jednak jej przeznaczenie chce inaczej i dziewczyna, dostarczając pizzę, zostaje przez pomyłkę wzięta za modelkę. Z jednej strony można to zrozumieć - taki wzrost w Japonii u kobiet jest rzadko spotykany, ale z drugiej - czy facet który się pomylił nie zauważył roboczego stroju i pizzy w ręku Michiko? Główna bohaterka zostaje przemocą umalowana i przebrana w strój, po czym następuje nieuniknione - zostaje zdemaskowana przez samego projektanta, Kou Miharę. Mężczyzna też nie ma łatwego charakteru - krytykuje dziewczynę, która gnana gniewem wychodzi na scenę i... zamiera. A jeszcze przed chwilą twierdziła jaka to prosta praca ten modeling. Nie wiedziała, że idąc wybiegiem cała uwaga skupia się na niej i jej ciele, które przez lata ukrywała. Całkowicie upokorzona ucieka.

Jednak Michiko nie byłaby sobą, gdyby w tym momencie zapomniała o całej sprawie i żyła dalej swoim wcześniejszym życiem. Nareszcie znalazła swój cel - zostanie modelką. Chce zemścić się na projektancie, ale także pragnie stać się kobietą godną miłości senpaia. Jednak w przeciwieństwie do Yukari z ParaKissu nie będzie miała tak łatwo. Nie dość, że będzie musiała się zmagać z niechętnymi jej przedstawicielami świata mody, to najcięższą walkę będzie musiała stoczyć ze sobą i swoimi kompleksami. Okres dojrzewania dla każdego jest mniej lub bardziej trudny, jednak Michiko na dodatek zmagała się z niełatwą sytuacją bycia odmieńcem. Jej wzrost, nawet na nasze europejskie warunki spory, sprawił, że stała się przeciwieństwem japońskiego ideału kobiety. Ogólnie przyjęte reguły w których mężczyzna powinien być wyższy od partnerki, spowodowały, że była odrzucana przez chłopaków. Dlatego nie dziwne, że nagle odkryty przez nią świat mody był dla niej taki pociągający - w środowisku gdzie wysoka dziewczyna nie budzi u nikogo odrazy, a wręcz jest hołubiona, może poczuć, że nie jest sama, że to co całe życie uważała za swoją wadę, może przekształcić w coś dobrego.

Mass media przez lata kreowały kult ciała, zwłaszcza u kobiet. Każde, nawet małe, odstępstwo od ideału może się wiązać z pewnym wykluczeniem. Dlatego ludzie są w stanie sporo zrobić, aby zatuszować swoje niedoskonałości. Michiko kryje swe ciało pod mało kobiecymi ubraniami, maskuje niepewność agresją i dusi w sobie prawdziwe uczucia. Przez to wszystko wydaje się znacznie prawdziwsza i interesująca. Początkowo zagubiona, gdy tylko znajduje interesującą ją dziedzinę, wkłada w nią całą siebie. Bierze sprawy we własne ręce i biada temu kto jej stanie na drodze. Ta zaciekłość i zuchwałość na pewno się jej później przyda na wybiegu. Szorstka na zewnątrz, w środku wrażliwa. Bohaterka zagarnia całe show, przez co pozostałe postacie wypadają dość blado. Wyjątkiem jest równie uparty projektant Kou Mihara, który nie idzie na żadne kompromisy, a także ciekawie zapowiada się Ryou Tago, cyniczna dyrektorka agencji modelek, alkoholiczka, zapewne była modelka, która od podszewki zna świat modelingu. Starcia Michiko z tą dwójką na pewno będą jednymi z najbardziej ciekawymi aspektami tego tytułu.

Cała manga składa się zaledwie z dwóch rozdziałów, krótkiego, zabawnego omake dziejącego się kilka lat wcześniej, rysunku nagiej Michiko i kilku słów od autorki (no i Taiga dorzuciła reklamy, stronę redakcyjną i jedną pustą kartkę). Dzięki temu, że manga jest skierowana do starszej publiczności, autorka mogła pozwolić sobie na więcej niż w shoujo. Ludzie kradną, uprawiają seks, palą, piją, narkotyzują się. Czyli to co się dzieje wokół nas, a w tytułach dla dziewcząt jest to raczej pomijane. Autorka nie stroni od nagości i pokazania bezlitosnych realiów. W posłowiu przyznaje, że nie jest ekspertką od mody, jednak uzyskała pomoc w tej kwestii od japońskiej supermodelki Ai Tominagi (która wcale nie jest ładna, tak mówiąc szczerze).

Styl Chihiro Tamaki nie należy do najładniejszych, jednak jest bardzo charakterystyczny. Podobny do kilku innych joseiowych mangaczek - Erici Sakurazawy, Yayoi Ogawy czy Moyoco Anno. Wydaje się bardzo szkicowy (zwłaszcza w niektórych momentach ociera się o karykaturalność i groteskę), pobieżny, jednak dziwnym trafem pasuje do tej opowieści. Postacie są szczupłe, jednak nie wychudzone, bardzo ekspresyjne i naładowane energią. Teł często brak, pojazdy (samochody, motory) są narysowane dość szczegółowo. Stroje modelek są zróżnicowane i odpowiednio "dziwne" jak na pokazy mody. Nie ma tu nic słodkiego, wielkich oczątek, kwiatków, serduszek i dobrze, bo zupełnie by to zniszczyło przekaz.

Po słabo wydanej Strażniczce Orelianu, miałam nadzieję, że wydawnictwo nie ponowi błędów jakie zostały tam popełnione. Wieści o nieźle wydanym Pet Shop of Horrors napawały optymizmem i rzeczywiście poprawa jest zauważalna. Format został taki sam - 130x182mm, natomiast stron jest jeszcze mniej - jedynie 150. Obwoluta jest błyszcząca, przedstawia rozebraną Michiko w kolorze morelowym. Na całym rysunku porozmieszczane są białe litery składające się na tytuł. Ciekawy pomysł, jednak wykonanie średnie - litera "I" wchodzi na jej grzywkę i wygląda to nieciekawie. Grzbiet tym razem jest swoją szerokością dopasowany do tomu i przedstawia całą sylwetkę nagiej głównej bohaterki, między jej nogami jest numer tomu, a nad nią tytuł, autorka i na samej górze logotyp (tym razem jego kolor został pozostawiony w oryginalnych barwach i wygląda to bardzo dobrze). Niestety mój grzbiet jest przesunięty o milimetr... Na tylnej okładce mamy długi opis napisany bardzo prostą czcionką, kawałek nogi ze stopą oraz urocze czarne motylki. No i ograniczenie wiekowie "Od 15 lat" - słuszne? Pewno tak, ze względu na poruszane tematy, ale wątpię by ktoś się do tego stosował. Skrzydełka to z prawej strony patroni medialni, a z drugiej kolejna noga i dwa motylki. Pod obwolutą znajdziemy czarno-białe kadry z mangi, przedstawiające pokaz mody. W USA okładka tego tytułu została ocenzurowana - wykadrowo obrazek tak, aby nie było widać piersi dziewczyny. Taiga nie zrobiła tego, jednak do każdego tomu dołączone jest obi - czyli pasek papieru okalający "wrażliwe" fragmenty. Dzięki kwiatkom wygląda to całkiem nieźle.

W środku znajdziemy cztery kolorowe strony. Pierwsza przedstawia nagą Michiko, rozkładówka to bohaterka w kwiatach, na ostatniej mamy spis treści z wersją umalowaną i przebraną w sukienkę (i z upiornymi ustami). Najbardziej spodobała mi się druga ilustracja - kwiatki są bardzo urocze i wygląda jakby była pokolorowana farbami (akwarelami?). Czarno-biały druk jest wyraźny, jednak mam kilka uwag. Na niektórych stronach rastry nie przechodzą zbyt "gładko" (nie wiem jak to opisać), np. na 64 stronie, chociaż to może być wina oryginału. Także strona tytułowa 1 rozdziału jest nieco niewyraźna. Tom otwiera się łatwo, papier nie faluje i leciusieńko, praktycznie niezauważalnie przebija. Numeracja jest sporadyczna, ale chociaż tym razem nie skacze po różnych miejscach na stronach. Marginesy są ok, chociaż niektórzy mogliby powiedzieć, że za małe. Tekstów poucinanych nie ma, oprócz jednego wyjątku na 10 stronie. No i onomatopejki poszły czasem, np. 19 strona.

Typesetting i edycja znacząco co się poprawiły. Zastosowano znacznie więcej odpowiednich czcionek, chociaż tę na przemyślenia dałabym nieco większą. Gdzieśtam za duże były odstępy (26, 58), gdzieś przydałby się obrys (74), gdzieś za dużo spacji (22), gdzieś napis jest za wysoko (97), gdzieś tekst wszedł na włosy (112) ale generalnie jest całkiem dobrze, zwłaszcza w porównaniu ze Strażniczką. Trzeba jeszcze popracować, ale widać, że nabierają wprawy. Onomatopeje zostały zmazane i zastąpione polskimi. Jednak pozostało sporo japońskich znaczków - np. napisy na latarni (58) czy w restauracji (70). Na plus trzeba im doliczyć jeszcze, że mają o wiele lepsze reklamy na końcu tomu, wyglądające normalnie, a nie odstraszająco jak poprzednio.

Za przekład Motylka odpowiedzialna była Agnieszka Budzich, jak widać naczelna tłumaczka Taigi. Poziom podobny do Strażniczki, parę zgrzytów się pojawiło np. "idź teraz" (7). Nie rozumiem o co chodziło w słowach "Nie będzie czego żałować!" (24). No i nie podoba mi się "Guliwer", ale może tak było w oryginale? Dalej mamy "negocjatorów występów" (85) - nie wydaje mi się, żeby takie coś istniało. No, chyba, że miało to pokazywać brak wiedzy Michiko o modelingu. Błędów ortograficznych nie zauważyłam, interpunkcyjnych też nie, ale od tego nie jestem ekspertem.

Kiedy w kwietniu wydawnictwo Taiga ogłosiło tytuły trzech mang, które zamierza wydać, moje oczy od razu powędrowały do Walkin' Butterfly, które ku mojej rozpaczy, miało mieć premierę ostatnie. Może miało na to wpływ skojarzenia z Paradise Kissem? Ciężko teraz odpowiedzieć na pytanie, czy dorównuje temu dziełu, bo jeszcze sporo może się zepsuć, jednak na pewno szczególnie nie odstaje. Mimo podobieństw - jest inne. Michiko jest zadziorną heroiną, która powinna występować częściej w mangach shoujo. Bezkompromisowa, może czasem zagubiona, czy użala się nad swoim losem, jednak zaraz bierze sprawy w swoje ręce i gdy trzeba to przywali facetowi. A to ważna rzecz ;-)

6 komentarzy:

  1. Nigdy nie przyszło mi do głowy porównywanie Paradise Kissa i Walking Butterfly XD! W sumie jakbym miała porównywać to zdecydowanie bym póki co wybrała WB - postacie mają dużo więcej charakteru, i to całkiem mocnych charakterów. I o ile ParaKiss to było młodsze pokolenie to tu mamy do czynienia z ludźmi dorosłymi lub wchodzącymi w dorosłość i te dwie kwestie przeważają na korzyść WB dla mnie. Ale tak jak mówię - jakoś w ogóle wcześniej mi nie przeszło przez myśl, żeby porównywać WB do ParaKissa, kiedy oglądałam live action WB (którego 2 pierwsze odcinki, które widziałam pokrywają się z pierwszym tomem, więc ciekawa jestem co będzie dalej)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taak? A mi skojarzenie nasunęło się od razu ;P

      Usuń
  2. Świetna recenzja.
    Powinnaś podać linka na forum Taigi. Naprawdę biorą sobie do serca uwagi czytelników, co zresztą widać w każdym kolejnym tomie. ;)
    A co do porównań, to muszę przyznać, że i mnie Motyl w pierwszej chwili skojarzył się z "Paradise Kiss"...niestety PK nie lubię, więc zamówiłam Motyla tylko dlatego, że to josei i mam zamiar wspierać to wydawnictwo. Na szczęście, Motyl mnie pozytywnie zaskoczył, więc mam nadzieję, że kolejne tomy mnie nie zawiodą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki :)

      Miałam umieścić, ale zapomniałam hasła xD A mail z zresetowanym hasłem nie przychodzi coś ;)

      Też mam taką nadzieję, a także że wydadzą całość, bo nie będzie skąd ściągnąć ostatniego tomu w razie czego ;)

      Usuń
  3. Moje pierwsze skojarzenia po przeczytaniu WB poszły w kierunku Skip Beat! - otoczka fabularna prawie ta sama, jeno jest aktorstwo zamiast modelingu :D
    Jejku, podziwiam za wynajdywanie wszystkich tych malutkich błędów - ja nie mam do takich rzeczy oka.
    Manga jest naprawdę niezła. Nie wybitna, nie wyjątkowa. Po prostu niezła i miło ją wspominam :)

    OdpowiedzUsuń