środa, 4 grudnia 2013

[recenzja]Alice in the Country of Hearts: The Mad Hatter's Late Night Tea Party tom 1

Pisanie recenzji ponad 10 dni po przeczytaniu tomu jest całkiem... ciężkie. Jednak jakoś dałam radę, tylko wyszło trochę mniej tekstu niż zazwyczaj. Ale to raczej było spowodowane zawartością tomu. Z góry przepraszam za średnie fotki, ale były robione przy sztucznym świetle, gdyż ostatnimi czasy jak wychodzę do pracy - ciemno, a jak wracam - zgadnijcie jak jest...

Następna recenzja będzie o Kwiatach grzechu. Pojawi się zapewne po koniec przyszłego tygodnia.

Freshly arrived in the Country of Hearts, Alice bounces from territory to territory in search of a stable home. She finally falls in with the Hatter family, a group of mobsters led by the seductive Blood Dupre. Yet Alice is shocked to discover that Blood looks exactly like her lost love from her home world. Can Alice see past the memory of the man she once loved and recognize the Mad Hatter for what he truly is?

Alicja przybywa do Krainy Serc i początkowo zamieszkuje w Wieży Zegarowej, potem Peter porywa ją do Zamku Serc, skąd dziewczę po jakimś czasie ucieka i wraca do Juliusa. Jednak spacerując po okolicach natyka się na wesołą gromadkę mafiozów na czele z Blood'em Dupre, którzy stwierdzają, że jest bardzo podejrzaną personą. Zostaje przez nich zmuszona do zamieszkania z nimi, dopóki nie udowodni swojej niewinności. Dziewczyna specjalnie nie protestuje, gdyż ma dość obsesyjnego białego królika.

Kolejne dni wypełniają bohaterce standardowe czynności: odwiedziny w innych lokacjach (Wieża + Zamek), wizyta w mieście gdzie pociski nisko latają, wieczorna herbatka, praca, korzystanie z biblioteki Blood'a, sen z Nightmare'm oraz natknięcie się w ogrodzie na pewną dziwną parę. No i jeszcze coś, ale o takich sprawach nie wypada mówić. Zaskakujące jest to jak niewiele Alicja wie o miejscu w którym przebywa, zważywszy na to, że już trochę tam pomieszkuje. W innych czytanych przeze mnie seriach takie informacje jak podział na terytoria wtłaczane są jej przez Juliusa na samym początku jej "wycieczki". Tutaj uświadamiana jest w późniejszym terminie. No i pobieżnie jest potraktowany temat zegarków - Alicja wie, że ludzie są tu "zastepowalni", ale nie zna żadnych szczegółów.

Akcja serii koncentruje się oczywiście na wzajemnej fascynacji Alicji i Blood'a. Jej serduszko piknęło już na pierwszym spotkaniu, a to ze względu na jego niesamowite podobieństwo do mężczyzny z jej świata w którym była niegdyś zakochana. Mając tamtą sytuację we wspomnieniach bohaterka nie chce się w nikim już zakochać, gdyż to tylko problem. Zwłaszcza, że szef mafii traktuje ją bardziej jak interesującą zabawkę, a nie kobietę z którą może spędzić resztę życia. Oczywiście Alicja nie byłaby sobą, gdyby wbrew całej tej postawie "nie zakocham się" jednak tego rozważała, była pełna sprzecznych uczuć i nie wiedziała co robić z tym wszystkim.

Główna bohaterka tego uniwersum nigdy nie była osóbką o najsilniejszym charakterze, jednak w tym tomie stała się wyjątkowo bezwolną, słabą i dającą sobą manipulować postacią. A jej receptą na trudności jest ucieczka. Doliczmy do tego wszystkiego jeszcze wyjątkowo niską samoocenę. Blood wydaje się natomiast bardziej ludzki niż w innych częściach. Nadal jest zdystansowanym manipulantem, ale pokazuje także inną twarz maniaka herbaty. No i nie jest tak okropnie nieprzyjemny dla Alicja jak w serii wydanej przez Studio JG. Jego konkurentem do serca tytułowego dziewczęcia jest Julius, który dobrze nadaje się jako ramię do wypłakiwania żalów i głos rozsądku w tym całym szaleństwie (ale kto by go słuchał?).

Peter jest jak zawsze zbzikowany na punkcie Alicji, tak bardzo, że aż gada wierszem. Elliot jest milutki, uroczy, pełen lojalności wobec swojego szefa. Bliźniaki to wciąż paskudne obiboki, które lubią bawić się ostrymi przedmiotami. Nightmare jest wyjątkowo zdrowy, za to wygląda na niezłego złośliwca. Vivaldi, pełna zrozumienia pilna obserwatorka, cały czas mówi w trzeciej osobie. Gowland pojawia się na całym, jednym kadrze, ale i tak ma więcej szczęścia niż Ace i Borys, którzy zostali całkowicie pominięci.

Główna fabuła kończy się cliffhangerem, chociaż znajac życie zakończy się to jak zawsze. Potem mamy jeszcze bonus w którym Alicja dostaje broń do obrony, jednak rezygnuje z niego i przedstawia swoje poglądy dotyczące zabijania i "zastępowania". Na koniec mamy jeszcze tradycyjnie dwie 4-komy (pierwsza mało zabawna). A od Seven Seas dostaliśmy jeszcze kilku stronicową zapowiedź A Centaur's Life (czego ci Japończycy nie wymyślą~~).

Alice in the Country of Hearts: The Mad Hatter's Late Night Tea Party to pierwsza z manga z uniwersum Alicji wydana przez Seven Seas która nie jest rysowana przez Mamenosuke Fujimaru. Okładka zapowiada całkiem dobrą kreskę, pierwsze kolorowe strony też nie wyglądają źle, jednak dalej już jest nieco gorzej. Riko Sakura rysowała ten tytuł na początku swojej kariery i to widać. Poziom jest, że tak powiem falujący - raz lepiej, raz gorzej. Mężczyźni, a zwłaszcza Blood, są bardzo kobiecy, w profilu postacie mają za długie nosy, autorka ma czasami kłopoty z proporcjami, naturalnym ułożeniem kończyn. Niekiedy zdarzają się problemy z prowadzeniem akcji, tak że można się nieco pogubić. Ponadto wystąpiły takie kwiatki jak: podczas rozmowy Alki z mafiozami nagle okazuje się, że Peter też uczestniczy w tej konwersacji, chociaż nic na to wcześniej nie wskazywało, ani nie było jego przyjścia. Albo w jednym kadrze Blood ma torbę z zakupami, po chwili już nie. Teł dużo nie ma, jeśli są to mało szczegółowe. Zazwyczaj pojawiają się niezbyt dobrze, jak dla mnie, dobrane rastry. No i jeszcze SD-ki - wyglądają bardzo, bardzo amatorsko, jak niedokończone szkice. Tyle dobrego, że dodatek na samym końcu narysowany jest lepiej - więc jednak autorka potrafi.

Tom jest formatu A5, tego samego co większość Alicji od Seven Seas. Okładka jest gładka, błyszcząca, przedstawia główną bohaterkę siedzącą na kolanach Blood'a oraz Elliota trzymającego serduchową poduchę. Reszta to standardowe elementy, typowe dla tej serii mang. Na grzbiecie mamy obrazek Szalonego Kapelusznika, a tło dla numeru tomu stanowi serduszko. Tylna okładka to bliźniacy, 4-koma i opis. Środek to cztery kolorowe strony, ponownie prześwitujące. Reszta kartek jest lekko szarawa, a druk miałam wrażenie, że był nieco słabszy niż zazwyczaj. Jako minusy muszę jeszcze wymienić wewnętrzny margines, którego czasem brakuje, falujące kartki, no i całkowity brak numeracji stron. Reszta już spełnia wszelkie moje wymagania - łatwość otwierania tomu, tłumaczenie, bardzo dobry typesetting. Onomatopeje jak zawsze z angielskimi odpowiednikami.

Kiedyś na fb Studia JG była ankieta na ulubioną męską postać uniwersum. Z tego co pamiętam wygrał Blood, co jest dla mnie dziwne i niezrozumiałe. Osobiście nigdy nie polubiłam tego bohatera i ten dość mało interesujący tom niczego nie zmienił. Jednak fanki Kapelusznika pewno będą zadowolone z zakupu. Reszcie raczej specjalnie nie polecam, no chyba, że chcecie utopić trochę pieniążków i przekonać się na własnej skórze (wiadomo, każdy ma swój indywidualny gust). Zastanawia mnie czemu akurat tę dwutomową serię wydawnictwo wybrało jako pierwszą do wydania (po MF)? Lepsze by było przecież Knight's Knowledge, a tak musimy czekać na Asika aż do lipca.

Swoją drogą to bardzo bym chciała żeby choć raz jakaś strzelanina zakończyła się sukcesem (czytaj: zabiciem), nie żebym którejś postaci tego życzyła, ale to dopiero byłby odważny zwrot akcji i na pewno by było bardzo interesująco.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz