niedziela, 1 grudnia 2013

[recenzja]Emma tom 1

Wydawanie mang dla dojrzalszych czytelników w Polsce wiąże się z większym ryzykiem, niż tych dla młodzieży. Jednak wydawcy coraz śmielej eksplorują tę część rynku, co widać też na Studiu JG w tym roku - Rappa, Spice & Wolf, Prophecy, Opowieść Panny Młodej, no i najmłodsza w ich stajni Emma. No i właśnie z tego grona ten ostatni tytuł wydaje się najbardziej ryzykowny - długi na dziesięć tomów, dość stary, no i tematyka nie każdemu podejdzie do gustu. Jednak chyba musi mieć w sobie coś, co sprawiło, że wydawnictwo podjęło się tego kroku, prawda?

W wiktoriańskiej Anglii, dziewczyna imieniem Emma zostaje ocalona od nędzy i przyuczona na skromną angielską pokojówkę. Pomiędzy dziedzicem arystokratycznej rodziny, a młodą służącą wybucha uczucie. Czy różnice klasowe, tradycja i otoczenie pozwolą bohaterom być razem?

Z czym kojarzy wam się XIX wiek w Polsce? Jak dla mnie to zabory, powstania narodowowyzwoleńcze, germanizacja, rusyfikacja, emigracja, Mickiewicz, martyrologia, praca u podstaw. Jednym słowem ciężkie czasy. Co innego w Wielkiej Brytanii, która w epoce wiktoriańskiej stała u szczytu swojej potęgi. Właśnie tam biło serce świata, to właśnie ta era, żyjące wówczas postacie przyciągają swoją wyjątkowością wielu ludzi. Mangacy nie pozostają w tyle - wystaczy nadmienić chociażby hitowego Kuroshitsuji. Jednak o ile Yana Toboso dość lekko traktuje realizm, to Kaoru Mori trzyma się go kurczowo.

XIX wiek to łącznik między pewnymi epokami. Z jednej strony mamy wielki rozwój nauki, techniki, przemysłu, z drugiej wciąż obowiązują sztywne podziały na warstwy społeczne. Kobiety wciąż są jedynie żona i matkami. Ich największym zmartwieniem jest znalezienie odpowiedniego męża w młodym wieku, gdyż jako stare panny postrzegane są jako wstyd dla rodziny. A kształcenie dziewcząt wydaje się dla wielu zupełnie zbędne. Aranżowane małżeństwa nadal są w cenie, zwłaszcza gdy jest to korzystne dla familii obu stron. Miłość to tylko dodatek, który może przyjść z czasem. Mieszanie ludzi z różnych warstw nie jest zakazane, lecz postrzegane jako niestosowne. Dziewczyna z niższej sfery która wejdzie w związek z małżeński z szlachcicem będzie postrzegana na salonach jako dziwne kuriozum, niemiłosiernie obgadywana i niezbyt dobrze traktowana. Zwłaszcza kobiety będą w tym przodować, czyżby czuły się zagrożone? A to przecież tylko jeden przykład tego co wolno, a co nie. Ówczesne społeczeństwo było całe najeżone wieloma normami obyczajowymi, które z dzisiejszej perspektywy wydają się czasami po prostu śmieszne.

Syn zamożnej, kupieckiej rodziny William Jones przybywa z niezapowiedzianą wizytą do swojej byłej guwernantki Kelly Stowner, obecnie starszej pani na emeryturze. Już w drzwiach boleśnie przekonuje się, że kobieta nie mieszka sama - dawno temu przygarnęła Emmę, która służy u niej jako pokojówka. To niewinne spotkanie odmieni ich losy - chłopak od pierwszego spojrzenia (uderzenia) zacznie dażyć uczuciem piękną dziewczynę z niższej sfery i będzie szukać każdej sposobności do spotkania. Także ona nie pozostanie mu dłużna, choć może nie tak od razu.

William to nie jedyny kawaler, który ulega urokowi młodej służącej. Dziewczyna co rusz dostaje liściki od wielbicieli i jest jednym z tematów rozmów w męskim klubie. Jednak wszystkich odprawia z kwitkiem, nie myśli o małżeństwie, dlatego madame Stowner, która nie jest już najmłodsza i za jakiś czas może jej zabraknąć, jest zatroskana o przyszłość tytułowej bohaterki. Przychylnym okiem spogląda na kręcącego się w pobliżu swego byłego wychowanka, jednak spokojnie czeka na rozwój wypadków.

Cały pierwszy tom składa się z siedmiu rozdziałów, które pokazują urywki z życia bohaterów. Akcja toczy się nieśpiesznie, nie ma żadnych bijatyk, wielkich porywów serca. Raczej zachwyty nad drobiazgami jak koronkowa chusteczka, fruwające ptaki. Postacie krążą wokół siebie, nic nie zrobią czy powiedzą wprost, gdyż byłoby to wbrew konwenansom. Tutaj liczy się każdy gest, spojrzenie, dotyk, słowa. Każde drobne zdarzenie z pozoru niewinne i bez znaczenia może urosnąć do czegoś większego.

Z ciekawszych wydarzeń można wymienić wizytę Hakima, syna indyjskiego radży. Młody hindus przybywa ze swoją świtą (i słoniami) do Londyniu odwiedzić swego przyjaciela Williama, czym wzbudza tym popłoch i zaciekawienie u mieszkańców. Oprócz tego mamy wizytę w Mudie's (bibliotece dla średniej klasy, mającej duży wpływ na ówczesną literaturę), pękniętą rynnę w domu madame Stowner, bal wyższych sfer, wspomnienia z przeszłości, spotkania w klubie, kawiarni czy przejażdżki różnymi pojazdami i wiele innych. Nie brzmi to może zbyt ekscytująco, jednak wydaje mi się, że właśnie tu tkwi urok tej mangi, podobnie jak w OPM - nawet z pozoru nudne, zwyczajne sprawy ukazane są w taki sposób, że czytelnik staje się zafascynowany tą epoką, tym miejscem, ludźmi, zwyczajami. Oprócz zwykłych rozdziałów, dostajemy po każdym z nich jednostronnicowy sequel, który jest zazwyczaj drobnym rozwinięciem któregoś wątku. Bardzo mi się spodobał ten zabieg.

Para głównych bohaterów niespecjalnie przypadła mi do gustu. Emma jest jakąś bezbarwna - grzeczna, miła, uczynna, pracowita, spokojna, skromna. Jej jedyną wadą, która jej przeszkadza w "prawdziwym szczęściu" (czytaj: zamążpójściu) jest niskie pochodzenie. Nie okazuje praktycznie żadnych emocji, jedynie czasem się zarumieni. Przed nazwaniem jej bezwolną ratuje ją tylko to, że odmawia wszystkim swoim wielbicielom. Brak jej wyrazistego charakteru, jednak czyż nie tego wymagano wówczas od młodych panienek? Natomiast William zrobił na mnie wrażenie mało interesującego sztubaka, nie potrafiącego się postawić, dającego się pomiatać osobom o silnej osobowości, uciekającego przed problemami. Ot, taki mdły angielski dżentelmen.

Znacznie ciekawsze są poboczne postacie. Kelly Stowner to prawdziwa angielska guwernantka - ostra, surowa, wymagająca, przed którą obecnie już dorośli wychowankowie wciąż czują respekt. Jednak tak naprawdę ma gołębie serce i jest niezwykle przywiązana do swych podopiecznych. Samą Emmę traktuje praktycznie jak własne dziecko, którego nigdy nie miała. Ma silny charakter, cięty język, potrafi postawić na swoim. Drugą barwną postacią jest książę Hakim, który wprowadza dużo humoru do opowieści swym rozbrajającym zachowaniem. Uwielbia zabawę i jeśli mu coś się spodoba to sięga po to bez wahania. Swoją egzotyczną urodą wzbudza duże zainteresowanie i czuję, że jeszcze trochę namiesza w tej mandze. Z innych ważnych postaci należy wymienić jeszcze Rogera Jonesa - ojca Williama, oraz Al'a, przyjaciela męża madame Stowner, który pomaga jej w naprawie domu.

To na razie tylko pierwszy tom i fabuła dopiero się zawiązuje. Nie jest ona jakaś nadzwyczajna czy oryginalna, książek o podobnym motywie można znaleźć wiele. Na tej podstawie można zapewne całkiem dobrze przewidzieć dalszy rozwój wątku miłosnego i nie liczę w tym względzie na jakieś spektakularne rozwiązania. I mam w sumie nadzieję, że do takich nie dojdzie, bo bardzo łatwo będzie mangaczce przesadzić dla "happy endu". Oczekuję ciekawej, lecz mieszczącej się w granicach realizmu fabuły z interesującymi wątkami pobocznymi. Autorka w dodatku na końcu zapowiada, że w następnym tomie akcja nabierze tempa, oby tylko nie zrezygnowała z spokojnych, nostalgicznych rozdziałów, które nie będą bezpośrednio dotyczyć głównego wątku. Bo właśnie takie sobie bardzo cenię.

Emma to debiutancki tytuł Kaoru Mori, jednak kompletnie tego nie widać. Kreska nie jest aż tak szczegółowa jak w Opowieści Panny Młodej, jednak i tutaj autorka przywiązuje dużą wagę do realistycznego przedstawienia przedmiotów, budynków, strojów z epoki i dodatków do nich. Trochę mniej podobają mi się rysunki postaci - zwłaszcza ich twarzy, które wydają się zbyt pucułowate lub zbyt podłużne, mniej ekspresyjne i czasami nijakie (tutaj przede wszystkim chodzi mi o głównego bohatera). Akcja jest dobrze rozplanowana na kadrach, tła niekiedy są bogate w detale, a czasem puste, zwłaszcza w pierwszym rozdziale. Mam pewne wątpliwości co do rysunków słoni, zwłaszcza ten na 72 stronie wygląda dziwnie. Raz też Emma stała w jakiejś dziwacznej pozycji, może nie przeczącej fizyce, ale na pewno nienaturalnej. Nie podobał mi się też rastr użyty przy garniturze Williama w pierwszym rozdziale, potem już go, na szczęście, mangaczka nie używała. W trakcie tomu widać lekką zmianę w stylu - wystarczy porównać twarze postaci z pierwszego i ostatniego rozdziału.

W specyfikacjach obydwu mang Kaoru Mori od Studia JG wpisany jest format A5, dlatego zdziwiłam się, że recenzowany tomik jest mniejszy od OPM. Zmierzyłam linijką i okazuje się, że Panna Młoda ma po prostu format większy niż A5 (edit. okazuje się, że papier w OPM ma format A5, a twarda okładka dodaje trochę milimetrów), a Emma ma idealne 14,8x21cm. Obwoluta jest matowa, a tytuł, numer tomu i nazwisko autorki pokryte jest dodatkowo lakierem (zarówno na froncie, jak i na grzbiecie). Okładka przedstawia główną bohaterkę w stroju pokojówki na tle londyńskich kamienic. Tytuł i autorka zapisani są gotykiem, dodatkowo "Emma" jest obleczona brązowym obrysem. Niestety nie podoba mi się ani czcionka (mam uraz), ani obrys który ma według mnie brzydki kolor i jest za gruby. Myślałam, że na żywo będzie wyglądało to lepiej, jednak się przeliczyłam. Trochę też szkoda, że numer tomu przysłania rysunek latarni. Ponadto brąz na sukni głównej bohaterki jest jakoś nieestetycznie rozmyty, ale to pewno wina oryginału. Grzbiet zawiera wszelkie standardowe elementy oraz pomniejszoną Emmę z okładki. Niestety, mój jest przesunięty milimetr-dwa w prawo. Z tyłu widać głównego bohatera trzymającego ręce w kieszeni (niekulturalnie!) na tle jakiejś rezydencji (+cena, isbn i kod kreskowy). Skrzydełka są szerokie i przedstawiają "przedłużenia" ilustracji z okładek. Pod obwolutą znajdziemy zielony tom z ornamentami.

Tom jest całkiem mocno sklejony, początkowo miałam problem z otwieraniem, ale po chwili się wyrobił i teraz zero kłopotów, nie martwię się, że zniszczę mangę. Okładki są całkiem twarde, nie tak jak to ostatnio bywa w chociażby Zakuro. Papier jest biały, na dotyk kartki wydają się sztywniejsze niż te w OPM, a co do grubości to już nie wiem, bo wpierw wydały mi się cieńsze, a potem na odwrót. W każdym razie jakościowo całkiem dobry. Widać gdzieniegdzie lekkie prześwity, jednak są prawie niezauważalne. Papier nie faluje w odróżnieniu od takiego siódmego tomu Cheshire Cat Waltz, który dostałam w tym samym czasie. Wewnętrzne marginesy są idealne. Ze względu na bardzo regularne kadry, praktyczną niemożliwe jest ich ucięcie, jednak udało się pozbawić 174 strony kawałka onomatopei.

Osobną sprawą jest druk. Ostatnio dostałam drugi tom Opowieści Panny Młodej i tam czekała na mnie niemiła niespodzianka. Na wielu stronach czerń, zwłaszcza na dole strony, była wyblakła/szarawa. Nie na wszystkich, jednak trochę ich było. Rzucało się to szczególnie w oczy tam, gdzie było dużo czarnego koloru. Tom wymieniłam, lecz w kolejnym przypadłość została, choć w o wiele mniejszym natężeniu. Dlatego też z niepokojem sięgałam po Emmę. Niestety, nie uniknęłam tego problemu, chociaż przyznaje, że gdybym specjalnie się nie patrzyła to chyba bym nie zauważyła, że tym razem górne części niektórych stron są nieco szarawe, a dół w porządku. Różnice w moim egzemplarzu są nieznaczne, ale to, oczywiście nie znaczy, że powinno tak się w ogóle dziać.

W recenzowanym tytule w dialogach zastosowano tę samą czcionkę co w Pannie Młodej, czyli prostą, nie rzucającą się w oczy. Do pozostałych też nie ma co się przyczepić. Onomatopeje są pozostawione w oryginale z polskimi odpowiednikami - co mi tym razem przeszkadzało. Jakoś te japońskie znaczki totalnie nie pasowały do klimatu mangi, a że nie było ich tak wiele to jednak mogli pokusić się o ich całkowite zmazanie. Typesetting jest dobry, jakoś nie czułam tym razem ochoty poprzesuwania, chociaż raz czy dwa zwiększyłabym czcionkę (chodzi mi tu o teksty, które nie były w dymkach). Numeracja pojawia się prawie na każdej stronie.

Za przekład odpowiedzialna była Paulina Ślusarczyk, której kolejny raz nie mam praktycznie nic do zarzucenia. Postacie mówią odpowiednim, stonowanym, pełnym ogłady językiem. Aż się zdziwiłam, jak zobaczyłam w pewnym momencie "zdurniałeś" - całkowicie nie pasowało mi to do całości, było zbyt bezpośrednie, ale jednak chyba takie miało właśnie być. Z innych to średnio pasowało mi jeszcze "nie bój nic" s. 116, "schadzka" s. 122 (tutaj nie pasuje mi kontekst, gdyż słowo sugeruje "schadzkę miłosną" z fizycznymi uniesieniami) oraz "sezon wizytowy" s. 185 - jak dla mnie powinien zostać sam "sezon". Cieszy mnie niezmiernie, że tekst w oryginale po angielsku, zostawiono bez polskiego tłumaczenia, natomiast słowa wypowiadane przez Hakima w jego rodzimym języku zostały w pierwotnym zapisie z małym polskim tłumaczeniem. Błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych nie zauważyłam.

Nie jestem ekspertką od Anglii za czasów wiktoriańskich, jednak wydaje się, że te czasy zostały tutaj poprawnie przedstawione. Mangaczka przyznaje, że jest anglofilką, a z tego co słyszałam to w którymś momencie zatrudniła nawet jakiegoś eksperta, co może dawać pewność, że nie przeinaczono zbytnio realiów. Japończycy lubią bawić się i przekręcać na różne sposoby zachodnie aspekty kulturalne czy religijne.

Podobnie jak Opowieść Panny Młodej, Emma nie spodoba się wszystkim. Nic nie jest tu podane wprost i gdyby ktoś się nie przypatrzył to by nawet nie zauważył, że główni bohaterowie są w sobie zakochani. Nie wykrzykują tego do siebie, nie prowadzą wewnętrznych monologów "kocha, nie kocha". Fabuła nie zawiera bijatyk, pościgów i strzelanek, chociaż czy jazda na słoniu nie jest zabawniejsza? Fani czasów wiktoriańskich na pewno będą szczęśliwi, gdyż Kaoru Mori całkiem dobrze oddaje ducha tamtej epoki. Manga ma słabsze strony - jak główna para, jednak liczę, że z czasem przybędzie im więcej charakteru, a główna bohaterka będzie częściej rozpuszczać włosy, bo tak wygląda o wiele lepiej (no i druk żeby był idealny). Jednak w ogólnym rozrachunku zapowiada się na jedną z ciekawszych obyczajówek na polskim rynku.











18 komentarzy:

  1. Biłam się z myślami tak, że aż się nie zabiłam, ale po przeczytaniu twojej recenzji jestem skłonna kupić ten tomik. Myślałam, że nie będzie on aż tak "wciągający". Chociaż nie wiem czy kupię go od już... Ale może kiedyś się w niego zaopatrzę. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojojoj, uważaj z tym biciem, mangi nie są tego warte x_X :P

      Wciąga, już wyczekuję następnego tomu :)

      Usuń
  2. Pisałam komentarz, ale mi się skasował, więc skrócę.
    Widziałam Emmę w Empiku, niezłe wydanie, czcionka tytułu mi się nie podoba, ale na żywo jeszcze jakoś to wygląda.
    Z tą taką samą wielkością to może chodziło o rozmiar kartek, jest chyba taki sam (na szybko to sprawdzałam).

    Kreska jest... gorsza od tej w OPM. Zdziwiłam się jak to zobaczyłam, już zdążyłam zapomnieć jak wyglądała Emma.

    W moja Panna Młoda 2 nie miała żadnych błędów drukarskich (na szczęście), więc to nie występuje we wszystkich egzemplarzach.
    Co do obwolut OPM to wydaje mi się, że coś z nimi nie gra. Chyba nie są przystosowane do twardych okładek. Dlatego są te przesunięcia i nie są wypukłe (nie wiem jak to określić).

    Ostatnio nabrałam ochoty na obyczajówki, a nawet romanse itp., więc pewnie jednak kupię pierwszy tomik na spróbowanie. Największą wadą tego komiksu są główni bohaterowie, którzy nie wzbudzili mojej sympatii. Jak postacie pierwszoplanowe mi się nie podobają, to z miejsca wystawiam negatywną notę komiksowi jako całości (z wyjątkami). Pamiętam, że jakoś polubiłam Hakima i później jednego ze służby tam-gdzie-"ktoś"-będzie-robić, więc może za drugim razem będę miała lepsze zdanie o tej mandze.
    Poza tym mojej mamie spodobała się Panna Młoda (co prawda na równi z Breakerem, Badou z Dogs i Kuroshitsuji, ale mniejsza :D) i raczej entuzjastycznie wyrazila chęć przeczytania Emmy, kiedy ją o to zapytałam, więc ten no... : D

    Pisałam, że chcę skrócić komentarz, a napisałam dłuższy niż poprzedni xd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rzeczywiście, okazuje się, że papier w OPM ma format A5, a ta zwodnicza okładka trochę dodaje do całości. Trochę szkoda, bo miałam nadzieję, że tomy będą równe.

      Akurat w OPM 2 grzbiet mam dobry. Ogólnie jeśli chodzi o to, że ten biały pasek nie zachodzi na cały grzbiet, to znalazłam, ze tak też jest w oryginale - http://cdn.joentjuh.nl/manga/37308-v1-side-normal.jpg

      Kolejna osoba, która nie lubi głównych bohaterów, a początkowo myślałam, że jestem jakaś dziwna xD

      Ulala, to fajną masz Mamę :)

      Usuń
  3. Ja moją "Emmę" skończyłam czytać wczoraj. Specjalnie czytałam wolno, coby dlużej cieszyć się lekturą. Manga mnie nie zawiodła. Lubię wiktoriańskie klimaty i opowieści o "trudnych związkach". Mimo, że w tomie nic specjalnego się nie dzieje, to i tak czyta się go z przyjemnością i zaciekawieniem. Nie wiem, jak pani Mori to robi, ale w "Pannie Młodej" jest podobnie. Ta autorka potrafi nawet najbardziej błahe rzeczy przedstawić w sposób interesujący:).

    Jeśli chodzi o głównych bohaterów, to mam odmienne zdanie:). Zarówno Emma, jak i William od razu zaskarbili sobie moją sympatię. Nie uważam ich za postaci mdłe ani nijakie. To po prostu dobrze wychowani, mili i grzeczni młodzi ludzie. To dzisiaj tak rzadkie cechy, że miło mi się czyta o takich ludziach. Autorka ma talent do kreowania postaci, które po prostu dają się lubić. W "Pannie Młodej" też tak jest. Denerwował mnie za to Hakim. Był taki "ni przypiął ni przyłatał" do reszty...

    Acha, i liczę na happy end:).

    Co do samego wydania, to okładka podoba mi się i, w przeciwieństwie do Ciebie, do niczego się nie przyczepię. A grzbiet mam równy - grzebałam i grzebałam na półce w Empiku, aż wygrzebałam;P. Druk też jest ok. Żadnych wyblakłych stron.

    PS. Recenzja oczywiście jak zwykle super:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie! :)

      Ja miałam prenumeratę, której największy z minusów to właśnie nie możność wybrania egzemplarza... Trzeba liczyć na dobre serce pakowacza xD Na szczęście przesunięcie nie jest tak duże jak w OPM 1 i nie rzuca się zbytnio w oczy.

      Może nie polubiłam Williama dlatego, że jest blondynem? :P O wiele bardziej wolę brunetów +_+ xD

      Usuń
  4. Masz zamiar pisać recenzję savage garden? Bardzo bym chciała poznać twoją opinię bo nie wiem czy kupować czy nie ;<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupuj 8D! A recenzja SG już jest we wcześniejszych notkach ;D

      Usuń
    2. Dokładnie, tu masz linka - http://nyuu-manga.blogspot.com/2013/10/recenzjasavage-garden-tom-1.html

      Na górze jest zakładka "Recenzje" i tam znajdziesz wszystkie mojego autorstwa.

      Usuń
    3. Oo dzięki nie widziałam :)))

      Usuń
  5. Offtopic, ale ojeju, masz Limit :D! Bardzo polecam wersję live action, która niedawno wyszła ^^.

    Emma zamówiona razem z OPM, ale do mnie zawita dopiero w styczniu z całą resztą paczuszki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam ją już ;) Wybitne to nie było, ale fajnie się w sumie oglądało :)

      Usuń
    2. Mandze też daleko do wybitności, więc pod tym względem pewnie są sobie równe. ;p

      Usuń
    3. No, myślałam, że może zmienią to zakończenie jednak niestety się przeliczyłam...

      No i w mandze było jak dla mnie za mało o tym co się dzieje wśród rodziców i ratowników, ale w sumie może to dobrze, że nie było. Bo to co pokazali w serialu niezbyt mi się podobało.

      Usuń
    4. Zakończenie było kiepskie... bardzo słabe, jeśli porówna się je z poziomem dwóch środkowych tomów. Niestety, ta manga to karuzela jakości. Dwa pierwsze tomy były przeciętne, później dwa kolejne bardzo fajne i wciągające, a dwa ostatnie znowu rozczarowujące... drugi raz nie zainwestowałabym w ten tytuł i na pewno nie kupię już żadnego tytułu tej autorki. ;p

      Hmm, a co w nim pokazali? Po przeczytaniu zakończenia doszłam do wniosku, że dobrze, że autorka nie rozwlekała historii, bo popsułaby ją jeszcze bardziej. ;p

      Usuń
    5. Skupili się na nauczycielu, przez którego pomyłkę początkowo nie zwrócono uwagę na to, że klasa nie dojechała na miejsce. Koleś był ich drugim wychowawcą, nieudacznikiem, ciamajdą, strasznie denerwującym typem, nie wiedział co robić, z tych wyrzutów sumienia zaczął się opiekować rodzeństwem Kamiyi. Drugi wątek to rodzina Konno - ojciec niedawno opuścił rodzinę, żeby podążać za marzeniem (pracą w obserwatorium), matka z tego powodu uważa, że koleś nie ma prawa uczestniczyć w tym dramacie "bo nie są już rodziną", siostra jest dziennikarką, która jako pierwsza wypuściła do mediów newsa o zaginionym autobusie, po czym waha się czy uczestniczyć w tym jako reporterka, czy jako rodzina. No i trochę o tuszowaniu sprawy przez firmę transportową i szkołę.

      Ogólnie myślałam, że będzie ciekawie zobaczyć tę stronę wydarzeń, ale jak dla mnie było to średnio przemyślane i zrealizowane. Jakbym ja zaginęła, to bym nie chciała żeby mnie tak poszukiwano...

      Usuń
  6. Pisze się "sztubaka", nie "szczubaka":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście :) Już poprawiam, dzięki wielkie!

      Usuń