wtorek, 17 grudnia 2013

[recenzja]Kwiaty grzechu tom 1

Wydawnictwo Kotori istnieje już ponad rok, wydało do tej pory siedem tomików mang, jednak jak do tej pory nie znalazłam w ich ofercie nic dla siebie. Oczywiście było to spowodowane ich profilem wydawniczym nastawionym głównie na tematykę miłości męsko-męskiej, która mnie osobiście nie interesuje. Jednak od dawna zapowiadali, że nie będą się ograniczać jedynie do takich tytułów, a dowodem na to są koreańskie Kwiaty grzechu, autorstwa Lee Hyeon-sook, które też poruszają kontrowersyjną problematykę - kazirodztwo.



Sejoon i jego bliźniacza siostra, Sewa, właśnie rozpoczęli naukę w liceum. Rozumieją się bez słów i wiele rzeczy robią wspólnie. Taka zażyłość jest zrozumiała i ogólnie akceptowana. Lecz są pewne granice relacji, których nie należy przekraczać. Sewa, w poszukiwaniu akceptacji, posuwa się o jeden krok za daleko. Jej siostrzana miłość staje się dla Sejoona coraz bardziej uciążliwa. Zazdrość i poczucie odrzucenia wywołują frustrację, a stąd już niedaleko do impulsywnych działań i nieprzemyślanych decyzji.

Gdzieś w Korei Południowej pewne zwyczajne małżeństwo ma dwójkę dzieci - Sewę i Sejoona. Chodzą oni do tego samego liceum - do równoległych klas. Są dwujajowymi bliźniakami, obydwoje piękni i podziwiani. Jednak z charakteru różnią się od siebie diametrialnie - Sejoon jest miły, przyjacielski, uczynny, bez problemu odnajduje się w klasie. Sewa, nazywana "lodową ksieżniczką" zachowuje się kompletnie aspołecznie. Nie obchodzi ją co ludzie o niej myślą, nie przejmuje się konsekwencjami swoich czynów, jedyną osobą na której jej zależy jest jej brat bliźniak.

Dlatego też dziewczyna wybiega z klasy, gdy zauważa, że Sejoon oberwał piłką na boisku, przychodzi w nocy do jego łóżka, robi awanturę gdy brat spędza czas z innymi ludźmi, a nie z nią. Posuwa się nawet do całowania w usta, czego przypadkowym widzem staje się Kihoon - ich równolatek. Początkowo uznaje ich za nastoletnią parę obściskującą się na szkolnym podwórku, jednak szybko dowiaduje się prawdy o ich pokrewieństwu. Jego zaciekawienie wzrasta, gdy przypomina sobie, że chodzili kiedyś razem do podstawówki i bawili się nie raz we trójkę. Młody przystojniak mimo że jest otoczony wianuszkiem fanek, woli zaprzyjaźnić się z niedostępną Sewą. Jego starania popiera Sejoon, który próbuje uwolnić się od siostry, także poprzez spotykanie z szkolną koleżanką - Siyeon.

Obsesyjne zachowanie Sewy nie przechodzi niezauważalne także dla innych. Matka rodzeństwa stara się temu przeciwdziałać, zaprzątając do tego również ojca, który woli wsadzić głowę w piasek. Siyeon zauważa wielką zaborczość bliźniaczki i ma o to pretensje do Sejoona. Co ciekawe sama wydaje się manipulować biednym chłopakiem. Pozostali uczniowie liceum widzą więź łączącą rodzeństwo, jednak na razie nikt nie podejrzewa jaki ma ona dokładnie charakter. Z innych wyróżniających się bohaterów drugoplanowanych warto wymienić Jacksona, naczelnego klasowego głupka z afro na głowie, któremu podoba się Sewa. A także tajemniczą dziewczynę, która wystaje pod szkołą i zna Kihoona z przeszłości.

Z powyższych słów wydawałoby się, że sprawczynią tego całego zamieszania jest główna bohaterka, a biedny braciszek musi się użerać z obsesyjną siostrą i ze wszystkich sił próbuje znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. Jednak uważnie wczytując się w manhwę można zauważyć, że chłopak nie jest bez winy, a wręcz bym go uznała za prowydora. Z jednej strony odsuwa od siebie Sewę, jednak już po chwili deklaruje, że jest dla niego najważniejszą osobą, tym samym podsycając obsesję. Ambiwalentny, nie potrafi wyznaczyć wyraźnej granicy, nie potrafi się zdecydować co chce. Już ten tom daje do zrozumienia, że bohaterowie nie będą stać w miejscu - zachowanie dziewczyny pod koniec lekko się zmienia, powoli w jej życie wchodzą inni ludzie, a Sejoon wymyka się z jej rąk - już nie będzie tak jak do tej pory.

Kazirodcze kontakty seksualne są w Polsce przestępstwem, podlegają karze więzienia. Większość religii i kultur zabrania oraz potępia takie zachowania. Mimo to co jakiś czas wychodzą na jaw takie ponure historie, jak na przykład sprawa Josefa Fritzla sprzed kilku lat. Oczywiście nie zawsze i wszędzie takie związki były zakazane - do najbardziej znanych należą małżeństwa wśród starożytnej, egipskiej arystokracji. Także sama tematyka kazirodztwa przewija się w kulturze od dawna, naczelnym tego przykładem jest grecka tragedia Król Edyp. W azjatyckich komiksach również jest obecna, chociażby w mandze Angel Sanctuary, które wiele lat temu wydało JPF. Mnie osobiście nie kręci taka problematyka, uważam ją raczej za niesmaczną, dlatego dość ostrożnie podchodziłam do lektury tej manhwy. Mimo tych wszystkich przytulanek, nocowanek, całowanek ta wieź między bliźniakami, obsesja Sewy jest dla mnie jakoś mało przekonywująca. Może dlatego, że brakuje mi powodu dla którego bohaterowie tak, a nie inaczej się zachowują. Przyczyna jakaś jest, chociaż na razie trudno mi sobie wyobrazić jakąś, która by była dla mnie naprawdę wiarygodna. To pewno wokół niej będzie rozgrywać się cała opowieść. A może dlatego, że jakoś nie do końca odczułam z rysunków te emocje, które powinny targać bohaterami, zwłaszcza Sewą?

Przez całe cztery rozdziały w tomie obserwujemy toczące się życie zwykłych-niezwykłych nastolatków w Korei. Lekcje, próby w klubach, kościół, wspólne wyjścia na zakupy. Od czasu do czasu widzimy przebłyski z przeszłości. Na razie trudno powiedzieć w którą stronę potoczy się fabuła. Na koniec dostajemy jeszcze cztery strony dodatku odautorskiego oraz jedną stronę "Od redakcji" w którym znajduje się wyjaśnienie czemu tytuł manhwy brzmi Kwiaty grzechu, a nie Kwiaty zła, jakie istnieją formy zapisu koreańskich imion i nazwisk (tutaj chciałabym zwrócić uwagę na pewną małą niekonsekwencję - skoro wydawnictwo zdecydowało się na pisownie gdzie obydwa człony imion bohaterów są zapisane wspólnie, to czemu imiona autorki tytułu są oddzielone myślnikiem? Skoro już przyjmujemy jakiś zapis, czy nie powinien być on wszędzie?) oraz objaśnienie terminu mizofobia (wzięte z wikipedii - osobiście uważam, że jak ktoś chce być traktowany poważnie, powinien poszukać trochę bardziej wiarygodnych źródeł, nawet jeśli wikipedia podaje prawidłową definicję). Na samiutki już koniec mamy stronę redakcyjną, dwie reklamy oraz pustą stronę.

Kwiaty grzechu są nieco wcześniejszą pracą Lee Hyeon-sook niż Savage Garden, wydane dwa miesiące wcześniej przez Yumegari. Może na pierwszy rzut oka nie widać znaczących różnic, jednak po przyjrzeniu można zauważyć, że manhwa Kotori jest rysowana mniej szczegółowo, kadry są znacznie częściej puste, rastry są bardzo delikatne, gdzieś daleko w tle. Oczy zdają się być mniej dopracowane, usta, mocno podkreślane w późniejszej pracy, tutaj nie są takie charakterystyczne i ogólnie twarze są jakby mniej ekspresywne. Ciała postaci nadal są długie (zwłaszcza szyje), szczupłe aż za bardzo, rysowane mniej starannie. Zauważyłam jeszcze, że postacie poboczne, na drugim planie, ale też czasem i te na pierwszym mają często narysowany sam obrys twarzy, bez oczu, ust czy nosa. Przejścia między kadrami czasami lekko szwankują, zdarzało mi się zastanawiać "o co chodzi?", ale w bardzo pojedynczych miejscach. Nie mówię, że kreska jest zła, po prostu nieco gorsza niż w Savage Garden (jak to najczęściej bywa w wcześniejszych pracach), ale ma w sobie to coś, co wyróżnia Lee Hyeon-sook.

Kwiaty grzechu zostały wydane w formacie 12,8 cm x 18,8 cm, czyli nieco wyższym niż np. Walkin' Butterfly czy Alicja w Krainie Serc. Tom ma dość grubą i sztywną kartonową okładkę z całkiem dużymi skrzydełkami, nie posiada obwoluty. Taki sposób wydania jest z tego co wiem typowy dla wydawnictwa Kotori, nie praktykowany raczej przez innych polskich wydawców komiksów azjatyckich. Ostatnią kupioną przeze mnie tak wydaną mangą był bodajże pierwszy tom Zapisków detektywa Kindaichiego z dziesięć lat temu. Okładka jest matowa, ma nadrukowany urokliwy rysunek Sewy przytulającej do swej piersi nieprzytomnego Sejoona. Tytuł zapisany jest dobrze dobraną, ładną czcionką, natomiast autorka zwykłą. Grzbiet jest czarny, wszystkie standardowe elementy zapisane są na biało, a w ramach ozdoby dostajemy różową różyczkę (tę samą co na okładce nad tytułem) oraz logo Kotori. O ile okładki innych tytułów tego wydawnictwa posiadają jeszcze napis grzbietowy "Kolekcja BL" tutaj nie znajdziemy żadnego odpowiednika. Tylna okładka to tytuł i opis fabuły zapisany białymi literami na czarnym tle z szarym rysunkiem róży (plus cena, ISBN i kod kreskowy). Niestety mój tomik posiada skazę - małą białą plamę, której nie powinno być. Skrzydełka to z lewej dokończenie obrazka z okładki plus kilka słów o autorce, a z prawej loga patronów medialnych na białym tle. Całość wygląda bardzo dobrze - cieszę się, że wydawnictwo zdecydowało się na zmianę koloru grzbietu (Koreańczycy mają biały), a także własną tylną okładkę (w oryginale jest to lustrzane odbicie okładki).

Pierwsze dwie strony są kolorowe - jedna z nich przedstawia głównych bohaterów trzymających się za ręce przy bramie do ogrodu, druga dziewczynę całującą swoje odbicie w lustrze. Tutaj muszę oddać autorce, że co jak co, ale umie dobierać kolory i takie strony są w jej wykonaniu udane (przynajmniej te które widziałam do tej pory). Kolejne dwie strony też są (teoretycznie) w kolorze - początkowa to pomniejszony obrazek z okładki plus tytuł, imię i nazwisko rysowniczki i numer tomu, a następna to biały spis treści, a wszystko to na czarnym tle. Kolorowe kartki są gładkie, lekko śliskie, nie najgrubsze, ale też nie cienkie. Dalej mamy białe strony, nieznacznie prześwitujące, co praktycznie nie rzuca się w oczy w trakcie czytania. Tom otwiera się całkiem lekko (choć czuć niewielki opór), co ważne, bo na wielu stronach brakuje wewnętrznego marginesu. Numeracja pojawia się często, a kartki mi nie falują. Niestety czerń na niektórych stronach jest jakby wyblakła/rozjaśniona, szczególnie widać to u mnie na 150 stronie, ale też na wielu innych. Do tego wszystkiego dochodzi też występujące (nie wszędzie) rozmazanie rysunków, pikseli, co daje dość nieestetyczny, niestaranny wygląd. Kadry gdzieniegdzie zostały poprzycinane, jednak nie na tyle, by to przeszkadzało w lekturze, bądź mocno rzucało się w oczy.

Główna czcionka to standardowy, prosty font, tekst jest dobrze rozłożony w dymkach. Co najwyżej bym nieco powiększyła literki. Natomiast ta ozdobna, która pojawiła się na samym początku jest nieco zbyt nieczytelna no i mała, tak samo jak ta używana do "przemyśleń". W niektórych miejscach dałabym też większy biały obrys wokół tekstu, gdyż czasem zbytnio się zlewa z tłem. Nie spodobał mi się zwyczaj zapisywania części dialogów nie czarnym, a szarym kolorem czcionki w przebłyskach z przeszłości. Onomatopeje zostały wszystkie wymazane i zastąpione polskimi odpowiednikami (które też mi się wydawały jakieś maławe). Tutaj, niestety, zauważyłam pewien błąd - na 34 stronie wpisane zostało "zdejmuje" podczas gdy Sewa zakłada torbę na ramię.

Za tłumaczenie Kwiatów grzechu odpowiedzialna była Emilia Grabiec. Ogólnie wyszło całkiem dobrze, choć bez specjalnego polotu. Zdarzyło też się trochę, w moim odczuciu, "kwiatków" (oprócz tej nieszczęsnej onomatopei). Przykładowo: str. 14 - "total ignor" (nie przesadzajmy z "młodzieżowością" - mówi staruszka), str. 50 "wy przenieśliście się jeszcze przed tą całą transformacją" (na początku nie mogłam zrozumieć o co tu chodzi), str. 74 zamiast "partnerem" lepsze by było "chłopakiem", str. 132 "wypłosz" (eee?). Jednak największe zastrzeżenia mam do dodatku na końcu tomu. Autorka opowiada tam o swoim spotkaniu z kilkoma gwiazdami kina. Nie jestem zwolenniczką wsadzania do mang/manhw Dody Elektrody czy Karola Strasburgera, ale rozumiem argumenty fanów takiego rozwiązania. Jednak tutaj Kotori, zapewne wzorując się na oryginale, zniekształciło nazwiska/tytuły i tak mamy np. "W jasności" Hochlandowej, a tuż obok zdjęcie kobiety o wyraźnych azjatyckich rysach. Wyszło to (jak dla mnie), delikatnie mówiąc - średnio. Swoją drogą to dzisiaj, zupełnie przypadkiem, dowiedziałam się o istnieniu takiego filmu jak Listy do M. (w Kwiatach grzechu - Listy do K.) - gdy parę dni temu czytałam tę manhwę stwierdzałam - "eee, o co tu chodzi?". Błędów ortograficznych nie zauważyłam, za to jedną literówkę.

Jeśli ktoś ma wielką alergię na tematykę kazirodztwa to pewno i tak nie da się przekonać do tego tytułu, mimo że Lee Hyeon-sook nie przedstawia tej kwestii w sposób bardzo nachalny, kontrowersyjny - nie ma scen erotycznych (co najwyżej całusy, przytulanki). Nacisk położony jest bardziej na sferę psychiczną, uczuciową, emocjonalną. A dla lekkiego rozluźnienia atmosfery, autorka oferuje kilka wstawek komediowych. Końcowe wydarzenia w tomie mogą sugerować, że w dalszych częściach będzie się działo, oby tylko rysowniczka nie przesadziła i bardziej uwiarygodniła działania bohaterów.

9 komentarzy:

  1. Moja pierwsza manga od Kotori :D
    Świetna recenzja.
    Czy to tylko moja przewrażliwienie, czy rysunki faktycznie są jakieś takie spikselizowane.
    Nie wiem, czy bardziej denerwuje mnie Sewa, czy też rodzina (brat i ojciec), którzy praktycznie nie reagują na jej wariacje, a nawet (brat) je podsycają

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś przewrażliwiona. Na pierwszy rzut oka to widać. Dla porównania chociażby strony z reklamami w tym tomiku, które są prawidłowo wydrukowane. Myślę, że jakieś kiepskie materiały dostało wydawnictwo. Bo inne wydania Kotori są bez tego problemu. Oby kolejne tomiki Kwiatów Grzechu prezentowały się lepiej.

      Usuń
    2. W Zakochanym Tyranie tez wyraźnie widać, że rysunki są nieostre (3 tom w szczególności). Coś ta jakość wydań Kotori spada ):

      Usuń
    3. Jeśli rzeczywiście w tyranie też to występuje, to by było dziwne, że do dwóch tytułów dostali kiepskie materiały, skoro pozostali wydawcy nie mają zbytnio z tym problemu.

      Usuń
    4. Raczej posądzam o to drukarnię, bo oba tomy były wydane w innej niż reszta.

      Usuń
    5. Nie wiem, czy inni wydawcy nie mają problemu, JG na przykład dostało straszne materiały do pierwszego tomiku Spice&Wolf, ale mam uczulenie na to wydawnictwo, więc nie wiem.

      Usuń
    6. Rzeczywiście, coś słyszałam o tym. Jednak nie mam tomu, więc nie mogę sprawdzić.

      Usuń
  2. Zastanawiam się nad kupnem SG lub KG.Co polecasz ;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem po lekturze 3 tomów każdego z tych tytułów i bardziej trafiło do mnie SG jak do tej pory. Ale to kwestia indywidualnego gustu :)

      Usuń