poniedziałek, 30 grudnia 2013

[recenzja]Służąca Przewodnicząca tom 1

Wśród shounenów jest prościej - gdy ktoś zapyta się o najpopularniejsze TOP 3 wystarczy szybciutko wyklepać One Piece, Naruto, Bleach. Jednak gdy dochodzi do shoujców nieco ciężej jednoznacznie określić trzy, wyróżniające się tytuły. Znacznie łatwiej już wymienić dziesiątkę, tutaj po głowie kołacze się na przykład Skip Beat, Vampire Knight, Kimi ni Todoke, Nana, Dengeki Daisy, Ouran High School Host Club, Hana Kimi, Fruits Basket czy właśnie recenzowana Służąca Przewodnicząca.



Misaki, przewodnicząca samorządu szkolnego w do niedawna męskim, a od niedawna koedukacyjnym liceum Seika, dzień w dzień walczy z egoizmem i ignoracją uczniów płci brzydszej. Dziewczyna skrywa jednak pewien sekret. Po godzinach dorabia sobie, pracując w kawiarni jako... udająca służącą kelnerka! Pewnego dnia o wszystkim dowiaduje się Usui, arcyprzystojny i arcypopularny uczeń Seiki. Czy to oznacza, że już niebawem cała szkoła dowie się o podwójnym życiu Misaki!?

Jakiś czas temu ojciec Misaki odszedł z domu, pozostawiając po sobie długi. Dziewczyna, by ulżyć nieco matce znalazła dorywczą pracę i to nie byle jaką - a jako kelnerka w "Maid Cafe", czyli bardzo popularnych przybytkach w Japonii w ostatnich latach. Czym się ono różni od zwykłej kawiarni? A mianowicie pracownice są przebrane za seksowne pokojówki i zwracają się do klientów pełnymi uniżenia słowami "Jaśnie Panie", "Jaśnie Pani". Takie miejsce pracy głównej bohaterki może dziwi, jeśli pozna się jej charakter - to nienawidząca facetów, dumna, samodzielna, silna, wkładająca całe serce w to co robi młoda kobieta.

Takie właśnie oblicze prezentuje w drugim ważnym dla niej miejscu - liceum Seika do którego uczęszcza i stoi na jego czele jako przewodnicząca samorządu uczniowskiego. Urząd ten u nas traktowany po macoszemu (a przynajmniej w szkołach do których uczęszczałam) w japońskich mangach często odgrywa dużą rolę w fabule (czy w rzeczywistości też? Nie mam pojęcia). Misaki korzystając ze swej funkcji narzuca innym swoje pomysły, upodobania, zasady. Nie jest to najłatwiejsze zadanie - uczniowie to w większości chłopacy, którzy, jak wiadomo, lubią latem pochodzić bez części ubrań, pooglądać świerszczyki, nie kąpać, bałaganić i robić inne do końca pasujące dziewczynom rzeczy. Główna bohaterka najwyraźniej za swój cel życiowy uznała wykorzenienie takich nawyków z tej szkoły i to konsekwentnie relizuje, nie zważając na jakiekolwiek protesty.

A więc z jednej strony mamy herod-babę pomiatającą facetami w szkole, a z drugiej służalczą kelnerkę, korzącą się przed klientami w większości płci męskiej. I tu od razu nasuwa się pytanie - dlaczego Misaki w ogóle zatrudniła się w takim miejscu, skoro jej ta praca nie odpowiada i często jest nią zirytowana? Odpowiedź pada w mandze już w pierwszym tomie, jednak jest mało satysfakcjonująca i mnie nie przekonuje - na pewno gdyby dziewczyna dobrze poszukała to by znalazła coś lepszego, co również pozwoliłoby jej na łączenie nauki z pracą (chociażby kelnerowanie w zwykłej kafejce) - no chyba, że ma masochistyczne ciągotki. No, ale to manga - nie musi być logicznie. No i na tym właśnie kontraście opiera się cały pomysł na ten tytuł.

Drugie życie przewodniczącej odkrywa Takumi Usui, szkolny przystojniak, który co chwila daje dziewczynom kosza w dość niegrzeczny sposób co doprowadza bohaterkę do szewskiej pasji. Oczywiście nie omieszkała mu o tym nie raz powiedzieć. Dlatego nie dziwne, że Misaki boi się iż chłopak wygada wszystkim w szkole o jej zajęciu, przez co straci szacunek i posłuch wśród gawędzi. Jednak Usui ma inne plany - woli podrażnić się z przewodniczącą i obserwować jej reakcje. No i od czasu do czasu uratować, bo mimo tej wielkiej siły, hartu ducha i energii - Misaki to wciąż dziewczyna i trzeba ją ocalać przed złymi oraz nią samą. To właśnie jest rzecz często spotykana w shoujo - niby bohaterka jest silna, niezależna, a i tak trzeba ją ratować.

Misaki, bądź dla znajomych "Miśka", to uparta, pewna siebie, nieco gwałtowna, twarda dziewczyna, posiadająca chyba nadludzką siłę. Nie wierzy, że ktoś inny mógłby zrobić coś dobrze, woli wykonać całą pracę sama, wziąć na siebie tyle obowiązków, że niechybnie padnie ze zmęczenia. Początkowo nie cierpi Takumiego, jednak wygląda, że z czasem zaczyna obdarzać go czymś co zawiera odrobinę szacunku i sympatii. Usui to rycerz na białym koniu - przystojny, ratujący dziewoje w niebezpieczeństwie, pokazujący od czasu do czasu swoją klatę. I byłby chyba idealny, gdyby nie jego lekko sadystyczny charakterek i niemożliwość odgadnięcia do się dzieje w jego głowie. Z innych wyróżniających się postaci mamy trzydziestoletnią kierowniczkę Maid Cafe - Satsuki, radosną, pełną zapału, która pragnie aby wszyscy byli szczęśliwi, niesamowicie oddaną roli pokojówki. Uwielbia Misaki i chętnie przychyliłaby jej nieba. Reszta bohaterów - trzy inne kelnerki, członkowie samorządu uczniowskiego oraz kółko adoracji głównej bohaterki, na razie niczym szczególnym się nie wyróżniła.

Cała manga składa się z czterech rozdziałów Służącej Przewodniczącej w których dostajemy sporą dawkę całkiem typowych shoujowatych wydarzeń, a mianowicie szkolny festiwal, zboczeńca grasującego akurat w pobliżu, złych chuliganów pragnących zemsty, ciągłe ratowanie heroiny - wszystko to polane pewną dawką absurdu (ach, te wyrywanie kolczyków z uszu bez znieczulenia, skoki z dachu itp.). O ile Ouran od początku był surrealistyczną komedią i to się sprawdzało, tutaj jakoś mnie te wydarzenia średnio się podobały. Najbardziej dziwaczny jest "Tercet idiotyczny" - jakoś nie uwierzyłam w ich, tak szybką i o 180 stopni przemianę.

W tomiku odnajdziemy też 40-stronnicowego one-shota "Przeźroczysty świat", utrzymanego w zupełnej innej konwencji - jest to spokojna opowiastka o dziewczynie, duchu chłopaka w którym była zakochana i jego przyjacielu. Pomiędzy rozdziałami dostajemy jednostronnicowe "Tea Break", na końcu mamy dodatek pokazujący jak Misaki trafiła do "Maid Cafe", kilka słów od autorki, zapowiedź następnego tomu i stronę redakcyjną. Reklam brak.

Służąca Przewodnicząca nie jest pierwszą mangą Hiro Fujiwary, jednak zadebiutowała niedługo wcześniej i tworzyła jedynie krótkie one-shoty. Dlatego należy się jej pewien podziw, że udało stworzyć się jej tak szybko popularny tytuł, który został zanimowany. Kartki są wręcz wypakowane rysunkami, tekstem, rzadko gdzie dostajemy jeden obrazek na całą stronę. Styl mangaczki jest całkiem typowy dla japońskich komiksów skierowanych do płci żeńskiej - duże oczęta, szczupłe sylwetki, naczelny bishounen z rozwianym włosem (mi osobiście Usui się niezbyt spodobał, jakoś mało przystojnie wygląda, bardzo... zwyczajnie - znacznie lepiej mu z włosami zaczesanymi do tyłu). Teł za dużo nie ma, za to sporo rastrów, autorka ma czasami problemy z perspektywą i proporcją, jednak nie rzuca się to tak bardzo w oczy. Za to przeszkadzały mi za duże uszy oraz odstająca głowa od szyi w półprofilu. Służącą Przewodniczącą cechuje też spory dynamizm, postacie są ekspresywne, a przejścia pomiędzy kadrami wystarczająco zrozumiałe, chociaż nad scenami walk czy innymi trudniejszymi można by jeszcze popracować.

Manga została wydana w formacie 120x170mm, czyli standardowym dla wydawnictwa JPF, a także najmniejszym obecnie na rynku. Tom posiada błyszczącą obwolutę, bardzo ściśle przylegającą. Okładka przedstawia dwójkę głównych bohaterów - Misaki w służbowym stroju trzymającą z jednej strony tacę z lodowym deserem, z drugiej papiery, zapewne szkolne (napisy na nich nie zostały przetłumaczone), Usui natomiast lekko pochylony spogląda na czytelników trzymając w ustach wisienki. Na dodatek mamy z boku bukiet kwiatów. Całość otoczona jest jasnoróżowym, landrynkowatym kolorem. Nad postaciami mamy tytuł (tutaj podoba mi się czepeczek pokojówki nad literą "S"), tytuł japoński (w dziwnym zapisie, ale podobno taki zażyczyła sobie strona japońska), imię i nazwisko autorki oraz numer tomu. Grzbiet to wszelkie standardowe elementy plus część rysunku okładkowego przedstawiającego bohaterkę. Tył i lewe skrzydełko zawierają po małym obrazku postaci i opisie fabuły. Natomiast prawe skrzydełko przedstawia również naszą parę, ale rysunek jest nieco większy. Obwoluta jest lekko niedopasowana do tomu, a dokładnie grzbiet jest nieco za szeroki, przez co wchodzi nieznacznie na przednią i tylną okładkę. Pod spodem znajdziemy prawie dokładnie to samo co na obwolucie, tylko w szarościach i bez tekstu. Całość jest skonstruowana bardzo podobnie to Ourana, rzuca się to w oczy zwłaszcza na grzbiecie - zapewne taki był zamysł wydawnictwa, aby ujednolicić te dwa shoujce.

Początkowo tom otwierał się dość ciężkawo, jednak z czasem się "wyrobił" i teraz jest lepiej. Papier jest biały, lekko prześwitujący (czego w trakcie czytanie nie widać), druk jest dobrze nasycony, kadry mam wrażenie, że czasami ucięte (ale widać to chyba tylko tam, gdzie pójdzie kawałek onomatopei), wewnętrzny margines jest całkiem spory, (jak dla mnie za duży, ale nie każdy musi się z tym zgadzać) na szczęście nie aż taki jak w Ouranie. Na owym marginesie wydawnictwo umieściło numerację - z jednej strony dzięki temu każda strona jest ponumerowana, a z drugiej szukanie tego może sprawiać kłopoty. Na pojedynczych stronach numeracja znajduje się na dolnym środku. Kolorowych stron brak, tak samo jak w wydaniu japońskim. Cieszy mnie fakt, że w odróżnieniu od Ourana - spis treści SP jest poziomo.

Jeśli ktoś miał w rękach Ourana, to wie czego może spodziewać się po edycji i typesettingu. Większość czcionek (a na pewno ta "główna") pozostała ta sama, większość tekstów w dymkach jest dobrze rozmieszczona, chociaż zdarzyły się też takie co by się jeszcze przydało poprzesuwać (np. na 100 stronie). Kilka onomatopei bym chętnie zmniejszyła - bo zasłaniają rysunki np. na 91 stronie, gdzie nie mam pojęcia co tam się w tym kadrze dzieje. No i na końcu zdań nie ma kropek. Praktycznie wszystkie japońskie znaczki zostały wymazane i zastąpione polskimi odpowiednikami, oprócz tych na obwolucie, jeszcze tytuł one-shota pozostał w oryginale z małym tłumaczeniem czy napis na znaku (str 112). W tomie wystąpiło także kilka przypisów, które zostały umieszczone na krawędziach strony/kadru.

Za tłumaczenie tomu odpowiedzialny był Paweł Dybała, obecnie naczelny tłumacz mang JPFu. Ogólne wrażenie jest bardzo pozytywne, tłumaczenie jest lekkie, zgrabne, przyjemne, chociaż nie podobał mi się "lancz" (str. 13) i "ou fak" (str. 77) - wolę jednak jak słowa angielskie pozostawia się w oryginalnym zapisie. Zamienne używanie "amerykańska marynarka wojenna" i "marines" - z tego co kojarzę, nie są to te same służby. No i "Kolego" na 96 str. - po Vampire Knight mam alergię na to słowo. Z innych ciekawych rzeczy w tłumaczeniu mamy kolejny raz (jak w Ouranie) zapis "sempaj" oraz dla równowagi "kohej" wraz z stosownymi przypisami. A główna bohaterka Misaki w zdrobnieniu została "Miśką" - co początkowo było trochę drażniące, jednak przyzwyczaiłam się z czasem. Zwłaszcza, że nic lepszego chyba nie da się wymyślić.

Gdy po raz pierwszy wydawnictwo JPF zdradziło polski tytuł tej mangi polało się na nich wiadro krytyki. A z drugiej strony pojawiały się głosy uznania. Osobiście nie mam z tym żadnego problemu, Służąca Przewodnicząca brzmi lepiej niż "Przewodnicząca samorządu uczniowskiego jest pokojówką!". W innych wydaniach (Francja, USA, Niemcy, Brazylia) tytuł brzmi "Maid-sama", ewentualnie z podtytułem. Natomiast nasi wschodni sąsiedzi dostali bardzo podobnie jak u nas "Староста-горничная".

Swego czasu Służąca Przewodnicząca wygrała ankietę na shoujo "po Ouranie". Odliczając Nanę, której nikt nie wyda dopóki ponownie nie ruszy, wygrała z dużą przewagą. Zawsze mnie zastanawiała popularność tego tytułu - gdyby nie było anime, albo strojów pokojówek to czy by też osiągnął ten sam sukces? W pierwszym tomie tego nie czuć, ale zbyt częste sięganie po oklepane shoujo chwyty może sprawić, że manga stanie się nadmiernie przewidywalna. A ilość tekstu na każdej stronie może nieco odstraszać czytelników. Z plusów trzeba nadmienić dużą dawkę humoru, która może nie zawsze przypadła mi do gustu, jednak miała też swoje momenty - np. zabawa w zboczeńca (nie róbcie tego przypadkiem!). Pytanie czy autorka przez te 18 tomów jest w stanie zatrzymać fanów tego tytułu?

2 komentarze:

  1. Dla mnie już w 1 tomie jest za dużo oklepanych shojo chwytów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie jeszcze do przeżycia, mogło być gorzej i już w pierwszym tomie mógł pojawić się "długo nie widziany przyjaciel z dzieciństwa zakochany do szaleństwa w głównej bohaterce" - mój znienawidzony typ ;]

      Usuń