środa, 15 stycznia 2014

[recenzja]Alice Love Fables: Toy Box

Przed wami kolejna manga ze stajni QuinRose, tym razem inna - będąca zbiorem krótkich one-shotów. Teraz przede mną dwa miesiące przerwy, a potem będą trzy jednotomówki. Zdecydowałam się nawet na Nightmare, mimo brzydkiej kreski. Kto wie? Może fabuła mi ją wynagrodzi, albo zmieni mi się gust po drodze? Pisząc "przerwa" mam na myśli, oczywiście, tylko recenzje zagranicznych Alicji - w drodze są polskie nowości.

A więc zapraszam:


Tales of love abound in Wonderland, especially where Alice is concerned. Whether it’s the March Hare, the Clockmaker, Gray Ringmarc, or Blood Dupre, Alice has many admirers and she just can’t make up her mind who she likes best. This anthology chronicles the many loves of Alice Liddell, and also features a story about the love between a prince and a maid in Crimson Empire, and the love between an assassin and a princess in Arabians Lost, and much more!

Alice Love Fables: Toy Box to zbiór 12 one-shotów z czterech gier otome produkcji firmy QuinRose - Arabians Lost, Alice in the Country of Hearts, Alice in the Country of Clover oraz Crimson Empire. Wydaje mi się, że o Alicji nie muszę pisać - jeśli zdecydowaliście się przeczytać tę recenzję raczej orientujecie się nieco w jej fabule i bohaterach, prawda? Co do Crimson Empire odsyłam do mojej wcześniejszego tekstu poświęconemu pierwszemu tomu mangi opartej na tej grze. Wraz z recenzowanym woluminem po raz pierwszy mam styczność z Arabians Lost - coś tam czytałam na ten temat, ale to nie to samo. I właśnie tej części byłam najbardziej ciekawa.

Główną bohaterką Arabians Lost jest Aileen Olazabal, księżniczka Gilkataru, królestwa złodziei. To jedyna córka Króla Złodziei, dorastająca wśród wszelakich kryminalistów i łajdaków. Jako już dorosła kobieta marzy o "normalnym" życiu - małżeństwu, dzieciach, rodzinie która nie ma ochoty ukraść jej portfel. Jednak jej ojciec nalega na to by poślubiła wybranego przez niego kandydata. Dziewczyna nie poddaje się - zakłada się z rodzicami, że jeśli w ciągu 25 dni zbierze 10 milionów gilów (taka waluta) nie będzie musiała wyjść za mąż. Nie będzie to łatwe bo, aby osiągnąć ten cel, Aileen nie chce korzystać ze swoich złodziejskich zdolności, a po drodze będzie musiała uporać się ze stadkiem różnych bishów...

Na szczęście dla czytelników nie zaznajomionych z oryginalną grą na początku tomu dostajemy krótki opis fabuły i charakterystyki wszystkich bohaterów. A więc mamy Roberto - ambitnego menadżera kasyna, utalentowanego hazardzistę (i oszusta); Sharka - młodego szefa czernego rynku, geniusza o fatalnym guście; Lille - srogiego, jednak w głębi duszy miłego, nauczyciela Aileen; Stuarta - przyjaciela z dzieciństwa, dziedzica północnego regionu, wyniosłego pedanta; Tyrone - dziedzica południowego regionu, który również wychowywał się z Aileen i Stuartem, łatwego w obejściu, dość brutalnego; Yuu - wędrownego sprzedawcę, o dziwnym sposobie mówienia, który lubi rzadkie oraz żółte rzeczy. Co ciekawe w fabule występują też trzy postacie z Crimson Empire - Curtis Nile (mój osobisty faworyt) zabójczy asasyn specjalizujący się w truciznach, Meissen - lubiący wędrować potężny czarodziej poszukujący prawdy o świecie (tak twierdzi) oraz Michael - demon, który zawarł z nim kontrakt, niebezpiecznie silny, lubiący prawić monologi.

Tutaj chciałabym się jeszcze na chwilę zatrzymać - nie tylko AL i CE łączą się ze sobą - istnieje jeszcze trzecia gra - Mahoutsukai to Goshujin-sama (Magician and Master), w której występują Meissen oraz Hauranne z CE. Aż można się w tym wszystkim pogubić.

Każda z gier otrzymała po trzy one-shoty, wszystkie części zajmują mniej więcej tyle samo stron (Koniczyna jest najdłuższa). Na pierwszy ogień poszło Arabians Lost i tu mamy opowiastki z Roberto (próbują grać w karty), Curtisem (uciekają z pałacu) i Stuartem (oddają się pijaństwu). O ile z tymi dwoma pierwszymi nie miałam problemu - to ta trzecia, mam wrażenie, opiera się też dużo na wydarzeniach z gry (jakichś wspomnieniach, relacjach między postaciami) przez co nie do końca była dla mnie zrozumiała. Kraina Serc wita nas bliźniakami, którzy są w wersji małoletniej, jednak wydają się starsi niż w serii wydanej przez Studio JG. Ale wciąż uczucie Alki do nich jest dla mnie niezrozumiałe. Ponadto mamy Juliusa (z małym występem Ace'a) spacerującego z bohaterką po mieście, no i Elliota który jest do cna wytargany przez naszą dziewoję (ach, te jej fetysze). Koniczyna to Gray próbujący powstrzymać dziewczynę przed drzwiami, Peter będący jak zwykle upierdliwy, no i Blood robiący coś bardzo poważnego, nie będę zdradzać co, bo pozbawię was ewentualnej zabawy. Część z Crimson Empire standardowo obejmuje dwóch głównych bishów - Edvarda i Justina próbujących przerobić/przekonać Sheilę, aby została niezabójczynio-niepokojówką. Ostatnim amantem jest Michael za którym bohaterka tęskni i czeka. Koniec tomu to dwie strony bonusu od autorki, kilkustronnicowy preview Cheshire Cat Waltz oraz zapowiedź kolejnych mang/tomów z uniwersum QuinRose. W ramach dodatków mamy jeszcze pomiędzy niektórymi rozdziałami spore obrazki kilku bohaterów.

Nie chcę rozwodzić się nad dokładniejszymi fabułami, gdyż to by podchodziło pod nadmierne spoilerowanie (i tak już dużo napisałam), zwłaszcza, że nie ma tam za dużo akcji. Jeśli ktoś widział jakieś one-shoty z Alicji to wie czego może się spodziewać, tylko w większej ilości. Jedynym lekkim zaskoczeniem był kawałek z Bloodem i dość niespodziewanym gestem, którego jeszcze nie widziałam w tym uniwersum. Poziom poszczególnych części trudno oceniać, zwłaszcza że sporo zależy od bisha występującego w roli głównej i moich odczuć z nim związanych. Oczywiście najbardziej podobała mi się ta z moim ulubieńcem, pozostałe były czasem z lekka nudne, irytujące, ciekawe, średnie - tak więc różnie. Całość bez fajerwerków.

Alice Love Fables: Toy Box jest chyba najstarszym tytułem Mamenosuke Fujimaru w kooperacji z QuinRose. Z tego też względu czuć różnice pomiędzy tym tomem, a jej najnowszymi rysunkami w Alice in the Country of Joker: Circus and Liar's Game. To na co zwróciłam szczególnie uwagę to oczy - bohaterowie wielokrotnie mają je zamknięte, w ogóle ich nie mają, albo są tylko czarnymi plamami. Oczywiście nie ma tego jakoś przeraźliwie dużo, jednak częściej niż przeciętnie. Rysunki mają mało teł, jeśli już to nie powalają ilością szczegółów. Rastry są w ciągłym użyciu. Czasami lekko szwankują sceny walk, przejścia między kadrami nie są tak płynne jak w późniejszych jej pracach. Pojawiają się też problemy z proporcjami, a włosy Vivaldi wyglądają dziwnie. Postacie mają niekiedy (rzadko) dziwne twarze, a czasami rysunki są takie, że można się tylko ślinić. Najlepiej ze wszystkiego wypadają, jak zwykle u tej mangaczki, sceny "czułości", jak przystało na osobę wywodzącą się z kręgów doujishinów. Podsumowując - widać, że to wczesna praca, trochę rzeczy można było narysować lepiej, ale w ogólnym rozrachunku nie jest źle. Gdybym nie była dobrze zaznajomiona z jej późniejszymi tytułami, to pewno bym była bardziej zadowolona z jakości rysunków.

Manga przedstawia bardzo podobny poziom wydania co inne Alicje. Format A5, szarawy, lekko falujący papier, wyraźny druk, dobre tłumaczenie (wciąż ta sama tłumaczka), pozostawione w oryginale onomatopeje, miejscami brakujący wewnętrzny margines (do niedawna nie było tego problemu, jednak poprzednia Alka też miała tak), brak numeracji stron, dobry typesetting, a tom otwiera się bardzo łatwo i nie ma strachu, że coś się zniszczy. Z bardzo wyraźnych błędów rzuca się w oczy sytuacja na jednej z ostatnich stron gdzie litery w jednym z "myślowych kwadratów" są jakby wytarte/zamazane - widać, że coś tam jest napisane, ale nie można tego rozczytać.

Okładka to jeden wielki misz-masz postaci ze wszystkich czterech gier - trzy heroiny, pięciu bishów i jeden zwierzak. Do ozdoby służą róże, balony i skrzynki/worki ze złotem. Rysunek otoczony jest czerwono-białym obrysem, standardowym dla alicjowych tytułów. W prawy górnym rogu jest niezbyt ładna różowa róża oraz tytuł (tutaj w ramach kropki mamy niebieską kokardkę). Na prawym pasku mamy podtytuł oraz małymi literami wymienione wszystkie gry - co wygląda, dla mnie, mało estetycznie. Grzbiet to nieduża ilustracja przedstawiająca główną bohaterkę, tytuł i podtytuł na tle trzech serduszek oraz logo wydawnictwa. Na tylnej okładce znajdziemy znajomy układ, czyli 4-komę, obrazek z bohaterami (bliźniaki bawiące się niebezpiecznymi narzędziami) oraz krótki opis tomu. Środek wita nas czterema kolorowymi stronami (tym razem, na szczęście, nie prześwitującymi) z bohaterami obydwu Alicji. O dziwo, zazwyczaj te strony w wykonaniu Mamesuke Fujimaru mi się nie podobają, jednak w tej mandze są całkiem, całkiem, zwłaszcza ostatnia.

Jako że świat Alicji i w nieco mniejszym stopniu, ale wciąż, Crimson Empire jest mi znany - nie miałam trudności ze zrozumieniem przedstawianych w tym tomie one-shotów. Z AL był mały problem, ale jakoś to przeżyłam. Jednak ogólnie nie szafowałabym z polecaniem tego tytułu osobom mniej obeznanym - mogą nie czerpać tyle zadowolenia z lektury ile powinni, zwłaszcza że nie należy on do najtańszych. Ci którzy kupują Alicję pod kątem wybranych bishów mogą być rozczarowani ilością stron poświęconą ich wybrańcowi (o ile w ogóle się pojawia). A więc dla kogo ta manga? Chyba tylko totalnych zapaleńców i bogaczy.

Swoją drogą niedługo wychodzi sequel Arabians Lost, więc fajnie by było, gdyby skusili się też na stworzenie mangi - potencjał jest, tylko trzeba to teraz odpowiednio wykorzystać. Owszem, tytuły na podstawie gier otome nie są zbyt ambitne, czy nadzwyczajne, ale umiejętnie wykonane mogą stać się rozrywką także dla osób nie mających styczności z oryginalną produkcją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz