poniedziałek, 20 stycznia 2014

[recenzja]Silver Spoon tom 1

Od razu na wstępie uprzedzam, że recenzja jest pisana z perspektywy osoby która od urodzenia mieszka w jednym z większych miast Polski i na prawdziwej wsi z oborami była tylko kilka razy w życiu wiele, wiele lat temu. Przeprowadzać się nie zamierzam, chociaż doceniam ciszę i spokój panującą w takich miejscach.

Dlatego też moje odczucia względem tej mangi mogą być zgoła inne, niż osób które mają bliższe kontakty z naturą niż moje parę drzewek pod blokiem i koty zamieszkujące piwnice.


Gdzieś w samym sercu dziczy znajduje się Technikum Rolnicze w Oezo. To właśnie tutaj Yugo Hachiken uczy się sztuki życia... a może raczej przeżycia? Przed wami historia pełna łez, potu i... brudu.

Gdy w Technikum Rolniczym gdzieś na Hokkaido (to ta duża wyspa na północy kraju) rozpoczyna naukę Yugo Hachiken, chłopak z miasta, budzi on pewne zdziwienie wśród uczniów. Większość z nich to osoby pochodzące z rolniczych rodzin, które od dziecka przyzwyczajone są do ciężkiej pracy w gospodarstwie i wiedzące co chcą robić w przyszłości. Dla głównego bohatera przyjście do tej szkoły jest ucieczką od "normalnego życia", rodziców i wydarzeń z przeszłości. Nawykły do wygód miejskiego życia, niekiedy z przerażeniem, odkrywa "uroki" wsi.

Szkoła do której trafia Yugo nastawiona jest mocno na praktykę. Uczniowie opiekują się zwierzętami, sprzątają, zbierają jajka, obserwują przykłady hodowli żywego inwentarza, a także robią wiele innych rzeczy, tym samym poznając wszelkie aspekty prawdziwego gospodarstwa rolnego. Nie ma tutaj zmiłuj - poranne wstawanie o czwartej czy piątej to norma, kilkudziesięciokilometrowe przebieżki, praca, nauka, praca, nauka od świtu do nocy. Nie dziwne, że poczatkowo główny bohater, który do tej pory unikał wysiłku fizycznego, oddając się bardziej intelektualnym wyzwaniom, jest kompletnie wyczerpany. Jedynym jasnym punktem tej całej zabawy wydaje się Aki Mikage - jego koleżanka z klasy, miła dziewczyna, której rodzina prowadzi hodowlę koni i krów. To ona znajduje go gdy, pierwszego dnia roku szkolnego, w pogoni za cielakiem Hachiken gubi się na, wydawałoby się, bezkresnych ziemiach Technikum.

Wraz z kolejnymi kartami mangi poznajemy różne tajniki wsi, które nie zawsze są nam znane, bądź spychane są margines świadomości. Skąd się biorą jajka - niby wszyscy to wiemy, a jednak powiedzenie i pokazanie tego tak dosadnie sprawia, że przeszła mi na nie ochota na długi czas. Skąd bierze się mięso na naszych stołach, jakie kroki są podejmowane by było ono lepsze, co się dzieje ze zwierzętami, gdy przestają przynosić korzyści właścicielom - to i wiele więcej dowiadujemy się z tego tomu. Wszystko podane jest wprost, bez owijania w bawełnę. A więc z jednej strony mamy tę okrutną stronę życia na Ziemi, a z drugiej strony ta manga jest komedią. Połączenie tych dwóch aspektów wydaje się ryzykowne - zabijanie kurczaków ma być śmieszne? Bez przesady. Jak dla mnie Hiromu Arakawa balansuje niekiedy na granicy dobrego smaku której, przynajmniej na razie, nie przekroczyła.

Tematyka Silver Spoon zaskakuje swoją innością. Nie jest może oryginalna, ale jakże różna od innych wydawanych obecnie shounenów. Manga zdobyła kilka prestiżowych nagród, dużą popularność, dwa sezony anime, niedługo wejdzie na ekrany film aktorski. Czyżby społeczeństwo japońskie było tak bardzo już zurbanizowane, że praca u podstaw jawi się im jak coś całkowicie niezwykłego i tajemniczego? Może wielu ludzi tęskni za starymi, prostymi czasami? Czy też to po prostu dobra komedia i nie ma co szukać jakiegoś głębszego znaczenia?

Z każdym kolejnym rozdziałem Yugo Hachiken powoli adaptuje się do życia w Technikum, nawiązuje przyjaźnie, nie tylko z ludźmi. Dowiaduje się, że książki nie dadzą ci gwarancji, że zdobędziesz maksymalną liczbę punktów na teście. Jednak chyba to co mu najbardziej przeszkadza to brak określonego celu. Praktycznie wszyscy wokół mają już od dawna zaplanowaną ścieżkę kariery, a on wciąż nic. No ale, prawdę mówiąc, ile osób w wieku szesnastu lat ma tak jasno skonkretyzowane plany? Chociaż mam koleżankę, która chciała zostać weterynarzem, może i nim nie jest, ale do technikum poszła i pracuje teraz przy koniach (przykład akurat w temacie). Osobiście w tym wieku nie miałam pojęcia co będę robić, tak samo jak większość moich kolegów i koleżanek z liceum. Dla głównego bohatera przyjście do tej szkoły będzie w tym momencie zapewne cennym doświadczeniem, da mu inną perspektywę na życie, no i pewnie ostatecznie ten upragniony życiowy cel. Tylko zanim to osiągnie, będzie musiał nie raz jeszcze potaplać się w błocie, gnoju i znoju.

Już w pierwszym tomie poznajemy całe stadko barwnych postaci, zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Do najważniejszych możemy zaliczyć członków grupy Hachikena z którymi będzie przez następne trzy lata odbywać praktyki - Aikawę, który chce zostać weterynarzem, Komabę utalentowanego sportowca, który ma objąć gospodarstwo, Tokiwę, klasowego głupka, który ma przejąć fermę drobiu oraz jedyną dziewczynę w tym gronie - "mocno zbudowaną" Tamako, która chce zarządzać farmą. Z nauczycieli natomiast najbardziej rzucili mi się w oczy Nakajima, opiekun klubu jeździeckiego, wyglądający jak typowy nienajchudszy chińczyk, oraz Ichiko Fuji, paradująca w chlewiku w stroju komandosa.

Jakoś niespecjalnie mi się podobała, wydana już dobrych parę lat temu, manga Fullmetal Alchemist, tej samej autorki (nie bijcie). Przeczytałam ją tylko dlatego, że była w całości dostępna w bibliotece. Jednak aspektem tego tytułu, który mi się najbardziej spodobał był humor. Zarówno we właściwej historii, ale jeszcze bardziej w dodatkach na końcu. W Silver Spoon autorka może rozwinąć pod tym względem swoje skrzydła i nawet dobrze to jej wychodzi. Głównym źródłem gagów jest, oczywiście, Hachiken i jego reakcje, ale również Tokiwa, Tamako oraz inni, część humoru jest dość absurdalna. Ale osobiście odpuściłabym sobie żarty uwzględniające ścinanie głowy kurczakom itp. Mam takie nieodparte wrażenie, że celem tego tytułu jest wyedukowanie mieszczuchów z zakresu szeroko pojętego rolnictwa. Arakawa dobrze się nadaje na nauczyciela, bo jak można mniemać po dodatku z tego tomu - sama chodziła do podobnej szkoły.

Przez całe osiem rozdziałów akcja toczy się szybko. Biedny Hachiken nie ma praktycznie żadnej chwili oddechu, nawet w ciągu weekendu oporządza konie i uczy się na ich temat. Praktycznie cały czas fabuła dzieje się w szkole i na terenach do niej należących, jedynie na dwa chaptery kilku bohaterów udaje się na tor wyścigowy, gdzie obserwują wyścig Ban'ei, unikalny dla tego regionu Japonii. Sprawdziłam - rzeczywiście, konie są w taki sposób męczone. Początkowo mnie zdziwiło, że choć bohaterowie uczęszczają do klasy mleczarskiej, nie mają żadnych zajęć z tym związanych. Jednak uznałam, że jest pewno podobnie jak na niektórych studiach - pierwsze podstawy, potem zajęcia bardziej kierunkowe. Z innych "dziwaczności" można wymienić obowiązek oddawania telefonów oraz sprawdzian pisemny z WFu.

Silver Spoon zaczęło powstawać krótko po zakończeniu Fullmetal Alchemist. Jednak ich charakter jest zgoła inny - FMA wychodziło w miesięczniku, było bardzo dynamiczne, co chwila pojawiały się duże plansze, natomiast SS ukazuje się w tygodniku, jest "spokojniejsze" i ma bardziej regularne kadry. Projekty postaci mogą zaskakiwać - niektórzy z nich są praktycznie kopiami bohaterów FMA. Musi być to chyba specjalny zabieg, bo rozumiem jedna postać, ale aż tyle? Najgorzej z "nowych" wypada dla mnie Mikage, której twarz prezentuje się dziwnie - jest byt podłużna, wydaje się jakaś płaska, a na 101 stronie przypomina bardziej na ufoludka niż człowieka. Bohaterowie nie są wychudzeni, wyglądają na zdrowych, niekiedy lekko pyzatych, czasami pójdą jakieś proporcje, ale na ogół wszystko jest ok. Wielu mangaków ma problemy z rysowaniem zwierząt i jest to zawsze rzecz, którą sprawdzam - do niektórych kadrów nie jestem przekonana na 100%, ale generalnie jest dobrze. Może nie bardzo szczegółowo - to jednak ukazuje się w tygodniku, ale na pewno nie wychodzą dziwnie koślawie jak niektórym. A małe wieprzowinki (tfu, prosiaczki!) wyglądają słodziachnie. Teł nie ma za dużo, a te pokazane nie są zbyt bogate w detale. Autorka nie ma problemu z prowadzeniem akcji, wszystko jest czytelne i zrozumiałe, jedynie przyczepiłabym się do strony 81, gdzie było mało widoczne przejście pomiędzy wyobrażeniami Hachikena, a rzeczywistością.

Recenzowany tom ma format 135x195 mm, czyli obecnie największy wanekowy. Obwoluta jest błyszcząca, na froncie przedstawia głównego bohatera w towarzystwie dwóch krów, a tytuł i nazwisko autorki (+ "Presents") zapisane są na kolor czerwony. Użyte tu czcionki są bardzo podobne, jak nie identyczne do tych zastosowanych w japońskim oryginale. Pomiędzy dwoma słowami tytułu i jako tło numeru tomu widać krowi dzwonek (ten pierwszy według pliki okładku na stronie wydawnictwa powinien mieć wyraźnie inny odcień czerwieni od tytułu - bardziej różowy, ale na żywo różnica jest znacznie mniejsza). Na okładce znajdziemy też logo wydawnictwa, jednak jest ono tak dobrze wkomponowane w całość, że w pierwszej chwili jest niewidoczne. Grzbiet to wszelkie standardowe elementy (numer tomu jest tu na tle szarego dzwonka) oraz mały obrazek Hachikena z cielakiem. Tylna okładka to dwa kolorowe kadry z szóstej strony tomu, króciutki opis, kolejny cielak, tytuł i dzwonek (no i kod kreskowy, cena i ISBN). Skrzydełka to z prawej kawałek rysunku z okładki, autoportret mangaczki w formie krowy, mini kurczak i kilka słów od niej. Lewa strona jest prawie cała biała z następnym cielakiem, tytułem i napisem "Hiromu Arakawa Presents". Sam tom na froncie i grzbiecie jest dokładną powtórką obwoluty tylko w bieli i czerwieni, a tył to krótki komiks w tej samej kolorystyce.

Wolumin otwiera się dość opornie, zwłaszcza na początku, jednak z czasem się "wyrabia", chociaż miałam nie małe kłopoty by zrobić dobre zdjęcia, gdyż wciąż się zamykał. Jednak tym co najbardziej rzuca się w oczy po otwarciu jest papier - prześwitujący już od pierwszej strony, jakby cieńszy niż zazwyczaj - zwłaszcza kilka pierwszych kartek, które wyraźnie mi odstają grubością. Jako że wiele teł jest pustych, przebicia są mocno widoczne, a nie jak to bywa najczęściej - "widać je tylko przy dokładnym przyjrzeniu". Na dodatek jest on lekko falujący - choć co ciekawe wzdłuż długości tomiku, a nie szerokości jak to zwykle bywa. Numeracja pojawia się całkiem często, tam gdzie regularniejsze kadry pozwalają na wstawienie numeru strony bez ingerencji w obrazek. W niektórych miejscach wyraźnie widać, że kadry zostały poucinane, a wraz z nimi kawałki onomatopei. Wewnętrzny margines jest taki w sam raz, chociaż na niektórych stronach mógłby być nieco większy.

Trochę gorzej wygląda sprawa przygotowania do druku/druku. Najbardziej rzucającym się w oczy przykładem jest strona 35, gdzie zamieszczone na niej mapki są praktycznie całe czarne. Nie jest to do końca wina druku, gdyż podobnie wygląda to na przykładowych stronach udostępnionych przez Waneko. Drukarnia ogólnie mało się spisała, gdyż miejscami czerń wygląda na wyblakłą (np. na 22), mundurki uczniów oryginalnie powinne być czarne z szarymi elementami - jednak na żywo wydają się całe ciemne (np. str. 18). Warto zapoznać się też z porównaniem polskiego wydania Silver Spoon z francuskim, zamieszczonym na forum Waneko, z którego widać, że szarości nie są idealne. Na pierwszy rzut oka nie jest to szczególnie widoczne, dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu.

Główna czcionka nie jest jakimś prostym fontem, wygląda bardziej żywo i dynamicznie (nie potrafię tego dokładnie określić). Litery w dialogach są całkiem spore, czasem (z rzadka) wydają aż za duże. Z drugiej strony w niektórych dymkach literki są tak malutkie, że się w nich nie mieszczą (np. 56 strona), aż strach pomyśleć jakby to się czytało w mniejszym formacie. Niektóre teksty poprzesuwała w którąś stronę. Znaczna większość japońskich krzaczków została wymazana i zastąpiona polskimi odpowiednikami. Pozostały jedynie co trudniejsze onomatopeje oraz jakieś tycie, mini znaczki (np. napisy wyszyte na ubraniach uczniów na 40 stronie). Błędów ortograficznych nie wyłapałam, interpunkcyjnych też (ale z tym sama mam czasem problem, więc mogę czegoś nie zauważyć), za to jest jedna niepotrzebna spacja czy też brakuje myślnika przy przenoszeniu wyrazu.

Za tłumaczenie tomu odpowiedzialny był duet - weteran na scenie Jan Świderski oraz debiutantka (chyba, bo nie widziałam nigdzie jej wcześniej) Aleksandra Kulińska. Przekład wyszedł całkiem zgrabnie, co najważniejsze - dowcipnie. Osobiście najbardziej spodobał mi się tekst z 174 strony ze szwagrem - był taki swojski. Jednak z drugiej strony nie podobały mi się konstrukcje zdania z kierunkiem na jakim był Hachiken - np. zamiast "uczniów z mleczarstwa" dałabym "uczniów mleczarstwa" (str. 7). A także "No nie strzymam, normalnie" z 67 oraz "testy połówkowe" (161). Warto też wspomnieć, że tłumaczenie wydaje mi się odważne - nie mówię tutaj wcale o przeklinaniu, którego nie ma dużo i jest, jak dla mnie, w odpowiednim stężeniu wulgarności - a o dosadnych słowach dotyczących skąd się biorą jajka. Można było to jakoś złagodzić, jednak zdecydowano się na walenie prosto z mostu. Z ciekawostek można wymienić jeszcze mowę wujka Mikage, lekko stylizowaną na wiejską gwarę.

Silver Spoon na pewno nie jest pozycją dla osób bardzo mocno wyczulonych na punkcie nie zabijania zwierząt, jednak dla wszystkich innych miłośników komedii już tak. Tytuł to specyficzny, nie każdemu może odpowiadać owo "samo życie", ale na pewno nie da się przejść koło niego obojętnie.



Mangę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko.


PS. Czy nie przeraża was świadomość, że mięso które jecie pochodzi od żywego organizmu, które jeszcze niedawno wesoło hasało po polach?

15 komentarzy:

  1. No, w tej mandze autorka może wreszcie pokazać całą swoją fascynację krowami :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do PS- właśnie dlatego nie jem mięsa. Z tym, że zazwyczaj je się mięso od zwierząt, które wcale nie hasały po łąkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że nie hasało, a tym bardziej już wesoło. Ale czyż nie takie jest pierwsze wyobrażenie o zwierzętach? Przynajmniej moje. Bo to co jest naprawdę sprawia, że cała sprawa jest jeszcze gorsza.

      Usuń
    2. To prawda. Dlatego warto podejmować odpowiednie decyzje w życiu :) Od kiedy zostałam weganką, owszem słucham jakim to jestem dziwakiem, ale olewam to, bo czuję się lepiej i fizycznie i psychicznie!
      Ale to jest chyba forum o mandze? ;)

      Usuń
    3. To blog o mandze i dopóki ja tu rządzę można rozmawiać o czym chcemy ;)

      No, też jak mówię, że nie jadam mięsa to wszyscy się dziwnie patrzą i mówią, że trzeba je jeść itp.

      Usuń
  3. Tomik zakupiłam i czytało mi się go bardzo dobrze, przy czym też rzucił mi się w oczy cienki papier i mój tomik również zaczął falować. A co do pytania to nie, kiedyś, jak byłam mała hodowaliśmy króliki, z którymi jednego dnia się bawiłam, drugiego miałam na talerzu. Dopóki zwierzęta są zabijane humanitarnie a nie w męczarniach to nie przeszkadza mi, że je jem, xP

    OdpowiedzUsuń
  4. ,,Skąd się biorą jajka - niby wszyscy to wiemy, a jednak powiedzenie i pokazanie tego tak dosadnie sprawia, że przeszła mi na nie ochota na długi czas. Skąd bierze się mięso na naszych stołach, jakie kroki są podejmowane by było ono lepsze, co się dzieje ze zwierzętami, gdy przestają przynosić korzyści właścicielom - to i wiele więcej dowiadujemy się z tego tomu. Wszystko podane jest wprost, bez owijania w bawełnę. "

    Widać, że jednak ludzie z malych miejscowości mają inny poziom wrażliwości, bo autentycznie dla mnie to wszystko jest całkowicie naturalne i oczywiste ;)


    ,,a o dosadnych słowach dotyczących skąd się biorą jajka. Można było to jakoś złagodzić, jednak zdecydowano się na walenie prosto z mostu. "
    Autentycznie gibnęłam się i spadłam z taboretu XD
    Nie, poważnie, nie, nie, nie, naprawdę, czy jakakolwiek osoba nie wie, skąd się biorą jajka?! D: Gdzie ja żyję, co ja paczę, jak to jest możliwie, że ja to paczę.

    Jak dla mnie ta manga opowiada po prostu idealnie o moim życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem skąd się biorą jajka, tylko po prostu jakoś nigdy nie zastanawiałam się nad tym tak dogłębnie ;)

      Usuń
    2. ;__; Kolaka taka cecha ptasia bardzo wow wow.
      Ale naprawdę - jakoś zawsze było dla mnie oczywiste, że ludzie jedzą mięso, bo są typowymi zwierzętami wszystkożernymi. Nawet nasi najbliżsi kuzyni, szympansy, polują na gerezy rude (inne małpy) i pożerają je.

      Usuń
  5. Samej mangi nie mam w planach kupować ale wypowiem się w kwestii jajek i zwierząt:).

    Swego czasu każde wakacje spędzałam u babci na wsi (piękne czasy!) i co rano chodziło się do kurnika po jajka. Tak więc wiem, skąd się one biorą i jak wyglądają bezpośrednio po opuszczeniu kury;P. Nie przeszkadza mi to w ogóle. Przecież to żaden problem umyć i wyparzyć jajko - po tym zabiegu są zupełnie czyste:).

    Jeśli chodzi o mięso to wiem, czym było zanim znalazło się na moim talerzu. Nie przeszkadza mi to. Po prostu uważam, że zwierzęta dzielą się na "jadalne" (w naszej kulturze) i "niejadalne".

    Nie cierpię natomiast "wojujących wegetarian". Mam takiego kolegę, który lubi "zagląda innym do talerza" i robić z "mięsożerców" niemal morderców:/. Ja naprawdę szanuję, że ktoś może mieć takie przekonania, że z wyboru żywi się warzywami i owocami. Ale niech uszanuje też moje bo "nadgorliwość gorsza jest od faszyzmu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście nie znam owych "wojujących wegetarian", ale rozumiem cię. Osobiście nie mam nic do osób jedzących mięso - ich wybór. Chociaż nie lubię bardzo zapachu kiełbasy (np. w kanapkach na śniadanie) i staram się unikać siedzenia w jednym pomieszczeniu w trakcie spożywania tego ;)

      Ja nigdy na dłuższy czas nie przebywałam na wsi - raz jak byłam mała to zmusili mnie do wypicia mleka prosto od krowy - od tamtej pory nie pijam w ogóle ;)

      Usuń
  6. Zawsze mnie zastanawia, co ludzie mają do tego mięsa :D Mam na podwórku króliki hodowlane i też na początku miałam małe opory przed jedzeniem ich mięsa, ale później się przemogłam. No życie, zwierzaki i tak nie żyją zbyt długo. Na pewno nie zjadłabym mięsa świnki morskiej, małych niewyklutych ptaszków ze skorupki (fuj!) itp. Chociaż gdyby mi wciśnięto je na talerz, a ja bym o tym nie wiedziała, to kto wie :}
    No ale, nigdy nie mów nigdy. Gdybyśmy zaznali prawdziwego głodu, to by dopiero odezwały się w nas zwierzaki :D
    Oglądałam nawet filmiki, na których są zabijane zwierzęta na mięso (i ten cały ubój rytualny też) i nawet to mnie nie obrzydziło (chociaż smutno mi się zrobiło i trochę boleśnie).
    Trochę mnie tylko "burzy" fakt traktowania zwierząt. Biedne kury, nigdy nie kupuję jajek najgorszej klasy, nie będę wspierać takiego czegoś.


    "Warto też wspomnieć, że tłumaczenie wydaje mi się odważne - nie mówię tutaj wcale o przeklinaniu, którego nie ma dużo i jest, jak dla mnie, w odpowiednim stężeniu wulgarności - a o dosadnych słowach dotyczących skąd się biorą jajka." - Niczego takiego nie zauważyłam i nie mam pojęcia o co chodzi.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam już nie raz, że osoby wychowane ze zwierzętami, od dziecka przyzwyczajone do łańcucha pokarmowego na żywo, mają zupełnie inne podejście do tych spraw.

      Tak, głód na pewno zmusiłby wielu wegetarian do przewartościowania swoich przekonań ;)

      Sam pomysł oglądania czegoś takiego jest okropny dla mnie ><

      Chodzi ci o te dosadne słowa? Jeśli tak to miałam na myśli 43 stronę.

      Usuń
  7. Hmm, ja nie wpadłam na oglądanie czegoś takiego! Brr... "zgubiłam się" w internetach i tak jakoś wyszło. Miałam potem traumę przez 2 dni... A ubój rytualny oglądałam (właściwie to przewinęłam tylko kilka klatek) dlatego że politycy mieli to zakazać i chciałam stwierdzić, czy popierać ten zakaz czy też nie.

    A no tak, na s. 43 są dosadne słowa, fakt.

    --Meliona--

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam tę sprawę. W takich wypadkach to lepiej może najpierw poczytać jak to wygląda (też może być strasznie, ale mniej), a dopiero potem decydować się na jakieś wideo.

      Usuń