czwartek, 24 kwietnia 2014

[recenzja]Alice in the Country of Clover: Nightmare

Na samym początku poprzedniej alicjowej recenzji gdybałam czy przypadkiem, pomimo koszmarnej kreski, nie zakocham się w tym tytule. Chyba nie zniechęcę was do lektury, jeśli powiem, że nie, nie zadurzyłam się. Chociaż przyznaję, że pozytywy są. A jakie? To już musicie się sami dowiedzieć czytając poniższy tekst! Nie ma lekko.

W każdym razie, lekko mnie zadziwiło, że ktoś na asku Studia JG spytał się czy wydadzą akurat ten spin-off. Tak, mówię serio - oto dowód.


In the waking world, he's sickly and scared to speak in front of crowds. In a world filled with dangerous criminals and killers, he can't swing a sword or shoot a gun. But in dreams, Nightmare Gottschalk is smooth, mysterious, and powerful. And he will do anything it takes to win Alice's heart before someone else can come and steal her away. Romance takes on an intriguing new form in this sweet but dangerous love story between Alice the Outsider and this strange, contradictory Nightmare.

Kolejne, już jedenaste spotkanie z Alicją oferuje nam rozgrywkę dziejącą się w Krainie Koniczyny, a głównym amantem jest Nightmare, którego postać jest bazowana na Gąsienicy z oryginalnej powieści Lewisa Carolla. Manga zaczyna się lekko nietypowo jak na to uniwersum - nasza para jest zaręczona! A przynajmniej tak się tylko niektórym wydaje, bo główna heroina odżegnuje się od tego. No, ale faktem jest, że powiedziała iż poślubi naszego niebieskowłosego gdy ten wyzdrowieje. Niestety, nie działa to tak dobrze, jakby wszyscy chcieli, bo nasz Koszmarek nadal nie ma ochoty brać lekarstw czy iść do szpitala.

Nightmare to "człowiek" słabego zdrowia i co za tym idzie, w odróżnieniu od wielu pozostałych Odgrywających Role - niezbyt mu idzie walka. To za mało powiedziane - po prostu tragicznie. Owszem, ma u swego boku Graya oraz innych podwładnych, ale nawet najbardziej szczelna ochrona może zawieść. Ponadto nasz amant potrafi czytać w myślach, z czego chętnie korzysta na swej lubej. Alicji nie podoba się taki stan rzeczy, więc mamy impas. Dlatego też nasza dzielna ekipa wyrusza na poszukiwanie remedium na wszystkie te koszmarkowe problemy. Do pomocy włączą się Ace, Peter oraz jakiś podejrzany typek wyglądający na Chińczyka. Lekarstwo znaleźć można, tylko czy po jego zażyciu Nightmare będzie wciąż tą samą osobą na widok której tytułowej bohaterce zaczyna mocniej bić serduszko?

Koszmarek to postać o dwóch twarzach - w snach jest tajemniczy, poważny, coolerski. A w rzeczywistości to samolubny leniuch słabego zdrowia, który boi się wszystkiego związanego z leczeniem. Zachowuje się jak dzieciak, wymiguje się od wszelakiego wysiłku, to totalna miernota i słabizna, źródło żartów pozostałych bohaterów. A przecież zajmuje w Krainie Koniczyny wysoką pozycję - jest jej liderem i ma obowiązek zwoływać obligatoryjne dla wszystkich "Rolarzy" spotkania. Chociaż trzeba mu przyznać, że jeśli naprawdę, naprawdę zajdzie taka potrzeba to potrafi walczyć - dość kombinatorsko, ale jednak. Alicja tym razem jest mało niepewna siebie, o powrocie do naszej rzeczywistości raczej nie myśli, także o Gowlandzie i Juliusie z powodu których niekiedy się mocno emowała. Dalej mamy bezlitosnego poganiacza/ochroniarza Nightmare'a - Graya, skorego do walki, obłąkańczo zakochanego Petera, uśmiechniętego, ironicznego Ace'a oraz w niewielkiej rólce Vivaldi, która wspiera naszą dzielną główną bohaterkę dobrym słowem. "Szczęściarz" Julius pokazał się na (WOW!) jednym kadrze, reszty nie uświadczymy. A przynajmniej w głównej części mangi, która zajmuje tylko połowę stron. Choć dalej pojawiają się tylko rozbrykane bliźniaki. Czyli, niech no wymienię: nie ma Blooda, Elliota, Borysa, Pierce'a i Gowlanda. Zwłaszcza ci dwaj ostatni są bardzo dyskryminowani. Nie ma ani jednego tomu o nich, rzadko się pojawiają, czemu tysiące ich fanek nie protestują? (jeśli takowe są w ogóle)

Ja się nie dziwię, że Alicja tak mocno protestuje przeciwko Koszmarkowemu czytaniu myśli. Nie ma co przesadzać - nawet jeśli jesteście szaleńczo w sobie zakochani. Może na początku jest cudnie i w ogóle, ale po jakimś czasie na pewno podziękujecie za takie "atrakcje". Jakkolwiek by się było blisko z drugą osobą, są jednak pewne granice, sprawy które lepiej zachować dla siebie. Prywatność, kącik tylko dla siebie - pamiętajcie o tym, żeby nie było sytuacji, że nie macie gdzie się podziać we własnym mieszkaniu. Ot, taka mała rada na przyszłość.

Drugą połowę tomu zapełniają dwa alicjowe one-shoty oraz trzy z Crimson Empire. Niestety nie ma nigdzie napisane w której krainie dzieją się te dwa pierwsze - teoretycznie w Koniczynce, ale bliźniaki są maławe. Podstępni braciszkowie podczas zabawy w berka z żołnierzami ukrywają się z Alicją w jakiejś dziurze i dokuczają jej ile wlezie. W drugim rozdzialiku natomiast zabawiają nas Ace, Peter i grzyby. A w szkarłatnej części woluminu zapoznajemy się z wycinkami "ścieżek" Justina, Edvarda i Bryona, czyli najczęściej występującymi kawalerami tego uniwersum. Na samiutkim końcu dostajemy dwie bonusowe strony od mangaczki.

Ogólnie miło było zobaczyć nowego głównego amanta. Nightmare to komiczna postać, którą cieżko brać w jakikolwiek sposób na poważnie. Główna historyjka była całkiem, całkiem, spodziewałam się czegoś gorszego, więc byłam mile zaskoczona. Także one-shot z Acem i Peterem był fajny, obecność mojego ulubieńca na pewno pomogła w tej ocenie, ale nie była decydująca. Pozostałe rozdziały były w porządku, chociaż np. nie spodobał mi się motyw, że Sheila, zabójcza pokojówko-asasynka spada z konia. No, jakby nie patrzeć, umiejętność jazdy powinna mieć w jednym palcu. Sporo humoru, fabuła w porządku, jednak to wszystko jest marnowane przez... rysunek.

Część o kresce Job zrobię korporacyjną metodą kanapki, może będzie mniej bolało. A więc na początek pozytyw: czasem (rzadko, ale jednak) zdaży się całkiem poprawny rysunek. Niestety (przechodzimy do właściwej zawartości), reszta jest koszmarna. Owszem, może komuś się spodobać i wiem, że są takie osoby, jednak osobiście do nich nie należę. Ogólnie mam wrażenie, jakby rysowało to jakieś dziecko, któremu trzęsła się ręka. Albo to jakieś bazgroły, szkice przed właściwymi ilustracjami. No i Ace ma czarne włosy, co uważam za zniewagę. Mimo iż wiem, że to on, jakoś tego nie czuć, jakby to była totalnie inna osoba. Kreska wpływa mocno na odbiór mangi, choć sceny romantyczne należą do tych najlepiej wykonanych, jednak po prostu je psuje. Totalnie nie "czułam" emocji jakimi powinny być te kartki naładowane. Sporo jest rastrów, białych teł, nieproporcjonalnych, smukłych sylwetek. Takie coś przechodzi jeszcze przy elementach komediowych, ale cały tom w ten deseń? Ale trzeba przyznać, że autorka dobrze, dynamicznie prowadzi akcję, nie ma problemu z przechodzeniem między kadrami (i po kanapce).

Wydanie Alice in the Country of Clover: Nightmare nie odbiega znacząco od standardu Seven Seas przyjętego dla tego uniwersum, chociaż pojawiły się też niespodzianki. Ale po kolei: tom jest dużego formatu - nieco większego A5 oraz nie posiada obwoluty. Na okładce mamy główną parę zbiegającą po schodach w romantycznej scenerii morskiego świata. Ilustracja jest z tych "lepszych", jednak wciąż zapowiada, że w środku nie jest najfajniej. Ponadto mamy standardowe zielono-żółto-białe ozdobniki dla serii. Jedynym dodatkiem jest uroczy muchomorek, którego obecność wciąż mnie dziwi. Niby jest w środku one-shot z grzybami, ale innymi. Dalej grzbiet - mamy tutaj wycinek obrazka z Koszmarkiem, tytuł, podtytuł na niebiesko (pasuje do ilustracji, ale czy do zielonego tła to już bym się spierała) oraz logo wydawnictwa. Tył zapełniają zwyczajowe elementy - 4koma, opis fabuły, ilustracja pod nim (tym razem Gray i Elliot), cena, ograniczenie wiekowe, kod kreskowy, dane wydawcy.

Środek wita nas pierwszą niespodzianką (tą pozytywną). Na wewnętrznych stronach okładek znalazły swoje miejsce bonusowe arty, które w wydaniu japońskim są pod obwolutą. Mocno mnie to zaskoczyło, gdyż do te pory były one drukowane na zwykłych kartkach, na końcu tomu. W sumie fajny pomysł. Oczywiście w woluminie pojawiły się cztery kolorowe strony, tym razem na szczęście nie prześwitujące (ilustracje na nich są z tych "ładniejszych"). Dalej reszta jest już na lekko żółtawym, dość grubawym, mocno falującym na początku papierze (teraz już mi się naprostował). Druk jest wyraźny i jakby "bardziej czarny" niż w March Hare. Marginesy wewnętrzne są tym razem zbyt wąskie, zazwyczaj nie ma tam nic ciekawego, ale wciąż. Tom w każdym razie rozkłada się jak zwykle - wygodnie. Onomatopeje w dużej większości pozostały w oryginale z angielskimi dopiskami. Miałam nieodparte wrażenie, że jest ich więcej niż zazwyczaj. Główne czcionki są takie same jak w innych Alicjach (a więc dobre, zwyczajne), a z ciekawostek: tytuły one-shotów są różnymi, czasami brzydkimi fontami. Typesetting ok, tłumaczenie też, czytało się dobrze, po słownik sięgnęłam tym razem, ale to było trudniejsze, specjalistyczne słownictwo (składniki pewnej mikstury). Niespodzianką numer 2 jest pewien błąd. A więc na początku każdej mangi z tego uniwersum jest strona pt. "STORY" na której jest kilka słów o grze i "ścieżce". Tym razem możemy się z tego dowiedzieć, że w AitCoC: Nightmare akcja koncentruje się wokół mafii(!). Zapewne skopiowali sobie tę stronniczkę z poprzedniego spin-offa, zapominając o zdradliwej treści. No cóż, pewno i tak mało kto czyta ten fragment.

A więc nie było aż tak źle. Owszem, kreska pozostawia wiele do życzenia, jednak był całkiem niezły humor, fabuła w porządku. Chociaż wciąż uważam, że manga, komiks, zwłaszcza ten skierowany do płci żeńskiej powinien charakteryzować się ładnymi rysunkami. Nie można powiedzieć "liczy się tylko fabuła". Owszem, liczy i to bardzo, ale niepasujące ilustracje mogą po prostu popsuć odbiór całości i pozostawić niesmak. Medium te łączy te dwa elementy i powinny się one równoważyć, a nie że jedno ciągnie drugie w dół. Teraz tylko pytanie czy kupować inne tytuły, które rysowała Job~~

PS. Cofam to ca pisałam wcześniej - Blood i Elliot pojawiają się w środku. Nie w samej akcji, tylko na stronie tytułowej rozdziału. No, ale są odwróceni tyłem do nas, więc średnio się liczy.

8 komentarzy:

  1. Zapytałam się ponieważ ciekawi mnie bardzo ten tytuł :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak... mówi to dziewczyna która przeczytała tylko 1 tom ;_;

      Usuń
  2. O, a co konkretnie Cię zaciekawiło? A ten jeden tom to Alicji w Krainie Serc?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak 1 tom Alicji :) jestem ciekawa jak ugości Alicje Blood :3 i zainteresował mnie Ace, chciałabym się dowiedzieć kim on tak naprawde jest :3

      Usuń
  3. Czy tylko ja mam wrażenie, że twarze Ace'a i Petera są takie jakieś... żeńskie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Tragedia... gdyby nie komentarz Luny, to nawet nie domyśliłabym się, że tam jest Ace... XD
    O dziwo, kolorowe strony wyglądają nawet ładnie, gorzej z tymi czarno-białymi. Ale i tak się cieszę, że nie narysowała komiksu o Ace'u, bo bym zawału dostała. ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, wyglądają troszkę sfeminizowanie ;) To najładniejszy Ace w całym tomie :P

    Też się cieszę, zandam. To by była zbrodnia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolę nie wiedzieć, jak wygląda ten najgorzej narysowany. ;p

      Bardzo brutalna. XD Tylu artystów tam rysuje, a musieli wybrać akurat ją. >.<

      Usuń