niedziela, 20 kwietnia 2014

[recenzja]Blue Heaven tom 1

Raczej tego nie robię, jednak tym razem nie powstrzymałam się - Blue Heaven kupiłam dlatego, że spodobała mi się okładka. Do końca roku daleko, więc jeszcze dużo może się okazać, ale na pewno będzie to jeden z moich faworytów w kategorii "Najładniejsza okładka nowości 2014 roku". Szkoda tylko, że JPF nie dodawało do zamówień plakatu, jak to ma być w przypadku Ataku Tytanów. A jedynie dość niewielką zakładkę z jednej strony pustą. No, ale zobaczmy co w środku znajdziemy:


Luksusowy statek pasażerski "Blue Heaven" wyrusza w kolejny rejs. Gdy na pokładzie zabawa trwa w najlepsze, jeden z oficerów zauważa dryfujący nieopodal kuter rybacki. Kapitan podejmuje decyzję o wysłaniu tam szalupy ratunkowej. Na miejscu oczom załogi ukazują się ślady straszliwej rzezi... Dwóch ocalałych z kutra rozbitków zostaje przyjętych na pokład "Blue Heaven". Jeden z nich jest niezwykle wycieńczony, za to drugi czuje się zaskakująco dobrze. Już niebawem załoga statku przekona się, komu naprawdę udzielili pomocy...

Gdzieś na Oceanie Spokojnym płynie luksusowy statek oferujący ponad tysiącu pasażerów samą rozrywkę. Kasyno, koncerty, hulanki i zabawy. Podczas kilkudniowego rejsu można się oderwać od szarej codzienności i nie przejmować się niczym więcej niż przyjemnościami. Aby tak było czuwają członkowie załogi liniowca. Dlatego gdy zauważają na wodzie zepsuty kuter zdania są podzielone - pomóc czy nie. Ludzka przyzwoitość nakazuje sprawdzić i uratować ocalałych, jednak nie wiadomo kim oni są. Mogą być kłopotliwymi uchodźcami, groźnymi przemytnikami, bądź niebezpiecznymi zabójcami. Ostatecznie kapitan, wbrew zaleceniom właściciela statku, decyduje się wysłać ekipę ratunkową na czele z Sano Yukinobu, szefem ochrony.

Na łajcie początkowo odnajdują tylko jednego mężczyznę, jednak bliższe oględziny ukazują straszny widok - pokój, cały skąpany we krwi oraz ukrytego w skrzyni wymizerowanego mężczyznę w średnim wieku, który na widok wybawców zaczyna przeraźliwie wrzeszczeć. Już wtedy wkrada się pewien niepokój - coś tu jest nie tak jak powinno. Pytania zaczynają się mnożyć, jednak "nowi goście" tymczasowo pilnowani przez strażników, nie wydają się aż tak groźni, więc Sano może przejść do następnego zadania - przyjęcia na którym pewien stary, niepełnosprawny bogacz będzie gościł znaną śpiewaczkę operową. W tym czasie młodszy z ocalałych budzi się i ucieka spod kurateli załogi, wtapiając się w tłum pasażerów.

Jego zniknięcie oraz fakt, że nigdzie nie można znaleźć jego wartownika sprawiają, że bohaterowie zaczynają zdawać sobie sprawę iż popełnili błąd. Teraz ich życie oraz wszystkich innych ludzi na pokładzie jest zagrożone. Aby się zmierzyć z jakimś niebezpieczeństwem - ważne jest jego poznanie. Pomóc w tym może drugi z pasażerów kutra, który opowiada Sano przerażającą historię życia Ji Sheng Longa. W tym samym czasie beztroska zabawa na pokładzie trwa w najlepsze. Yoshiko Natsukawa, pracownica PRu uwija się, aby wszystko dobrze wypadło w oczach klientów. Mocno zaangażowana w swą pracę, nie zdaje sobie sprawy kim jest w rzeczywistości osoba z którą zaczyna rozmawiać.

Ile jesteś w stanie zrobić, aby zdobyć coś co pragniesz? Zabiłbyś, skrzywdziłbyś tylko po to aby osiągnąć swój cel? W Blue Heaven wszystko rozchodzi się o ludzkie potrzeby i pragnienia. Znudzeni bogacze szukają coraz to nowych podniet, biedni walczą o przetrwanie. Jedni pragną bezpieczeństwa, drudzy uwielbiają dreszczyk adrenaliny. Ji konsekwentnie podąża do swojego celu - przeżycia za wszelką cenę. Skrzywdzony przez życie nie zważa na innych. Jednak nie jest całkowicie zaślepionym mordercą - jego działania zdają się mieć swój jakiś sens, nie wydaje się by zabijał przypadkowych ludzi. Pozostali bohaterowie to plejada dość typowych postaci dla takich opowieści.

Zhang, drugi ocalały, to niczym nie wyróżniający się członek mafii, który przez lata obserował "Demona" Ji. Wyrobił sobie jakieś współczucie do chłopaka oraz wielki respekt przed nim. Sano, były policjant to klasyczny, przejmujący się, dobry gieroj, który chce chronić wszystkich wokół. Jako pierwszy czuje, że jest coś nie tak, a złapanie Ji zapewne traktuje jako osobistą misję. Właściciel statku to chciwy finansista, który bardziej przejmuje się losem firmy do której należy liniowiec niż ludźmi. Im jesteś bogatszy tym będzie dla ciebie milszy. Yoshiko Natsukawa wydaje się wesołą, miłą i pełną entuzjazmu pracownicą public relations. Jednak potrafi po cichu, lekko zadrwić z klientów, co nie uchodzi uwadze jednej z pasażerek, która uciera jej nosa. Poza tym można wyróżnić Pana Juneau, bogatego, starego socjopatę, odstraszającego wszystkich swym obrzydliwym wyglądem. Marię, śpiewaczkę operową, która jest zmuszona robić dobrą minę do złej gry, Hong Xiao Bing - gadatliwego pijaczka, który wydał swe ostatnie pieniądze na rejs oraz Josephine, małą dziewczynkę, która odgrywa rolę "przepowiadacza nieszczęść" (nie wiem jak to dokładnie nazwać - mała rola, ale widziałam takie coś już kilka razy).

Morza, oceany, jeziora, rzeki zawsze przyciągały - były oknami na świat, zatrudniały tysiące ludzi. Przez wieki wykształciły się pewne kodeksy, reguły, zwyczaje. Chociażby ta mówiąca o tym, że kapitan schodzi ze statku ostatni. Nigdzie nie zapisana, obecnie często ignorowana - jednak jakże romantyczna i chwalebna. Ruszanie na ratunek innym jednostkom będącym w kłopotach też wpisuje się w ten nurt i jest przejawem zwykłego, ludzkiego miłosierdzia. Jednak co zrobić gdy pomoc równa się niebezpieczeństwu? Gdy ofiara nie chce pomocy, gdy jest tak skrzywdzona, że traktuje wybawcę jako zagrożenie i atakuje go? Człowiek potrafi wiele znieść, lecz gdzieś tam jest linia po której przekroczeniu już nic nie jest takie same. Świat zarysowany w Błękitnym Raju jest niczym Sodoma i Gomora. Nieprawość, rozpusta, krzywdy, mroczne pożądanie. Z jednej strony mamy pasażerów używających życia, niekiedy znudzonych i pragnących "prawdziwej" adrenaliny, a z drugiej załogę, która już niejedno widziała i jej rolą jest stanie cicho obok, przymykanie oka na różne niegodziwości.

Kreska Tsutomu Takahashi jest dość realistyczna (jak na japoński komiks), mroczna, momentami przypominająca szkicownik. Postacie nie należą do najładniejszych, a wrażenie to wzmacniają ich sylwetki, twarze rysowane z dziwnej perspektywy od dołu (tak, że widać dziurki w nosie). Bohaterowie mają duże, różnorodne nosy, niewielkie oczy, ekspresywne twarze, które są zazwyczaj wydłużone od ust do brody. Wydaje mi się, że mangaka specjalnie ich uszpetnił, przejaskrawił, przerysował.Tła są ciemne, sporo opierające się na rastrach, ale także wiele jest szczegółowych. W niektórych miejscach rysunki wyglądają jakby były wtopionymi zdjęciami, np. te pokazujące statek całościowo. Na wielu stronach historia obywa się bez słów, same ilustracje potęgują wkradającą się grozę. Nie jestem szczególną fanką takiej dość groteskowej kreski, jednak przyznaje, że pasuje do tego typu opowieści. Przejścia między kadrami są zrozumiałe, autor potrafi budować napięcie.

Blue Heaven to drugi, po Anotherze, tytuł wydany przez JPF w kolekcji seinen. Dzięki temu wydanie jest mocno różne od masowych shounenów od tego wydawnictwa. Tom ma duży format A5, posiada błyszczącą obwolutę. Z przodu mamy klimatyczną ilustrację głównego złego w różnych odcieniach niebieskiego koloru oraz standardowe napisy. Czcionki zostały zmienione w stosunku do oryginału, przy czym numer tomu oraz autor wypadły nieźle, niestety tytuł już trochę gorzej. Owszem, font pasuje do treści, jednak wygląda jakoś tak... tanio. Grzbiet jest cały niebiesko-biały, niestety nieco za duży w stosunku do tomu, przez co część wychodzi na tył. No i mam wrażenie, że tytuł jest zbyt mały w stosunku do nazwiska mangaki. Pozostałe części obwoluty też są w tym samym kolorze wraz z malunkami pływających ryb. Z tyłu znajdziemy dodatkowo opis fabuły, ograniczenie wiekowe, ISBNy, cenę i kod kreskowy. W pierwszej chwili nie zwróciłam uwagi, ale w logu nazwy komiksu jest coś jakby rozprysk krwi? Pod obwolutą znajdziemy całkiem mocne kartonowe okładki z przedrukiem tego co było na górze, tylko w odcieniach szarości i bez streszczenia.

Środek wita nas sześcioma kolorowymi stronami - wszystkie w mniejszym lub wiekszym stopniu są niebieskie. Trzy to strony komiksu, mamy także spis treści, stronę tytułową z tymi samymi rybkami co na obwolucie oraz jedną stronnicę wypełnioną jedynie gradientem (marnotrawstwo). Niestety mój egzemplarz jest lekko wadliwy, gdyż dwie pierwsze kartki są na dole źle sklejone, przez co lekko zafalowały, a dwie inne "oderwały się" od siebie, gdyż klej nieco puścił (ciężko to wytłumaczyć). Dalej mamy już biały papier, niefalujący, lekko prześwitujący. Tom otwiera się całkiem lekko, wewnętrzne marginesy są dobrze skrojone, jednak dalej nie podoba mi się pomysł umieszczania w nich numerów stron. Natomiast na podwójnych stronach nie ma owego marginesu, przez co ilustracja traci ów kawałek, który został sklejony. Druk wydaje się być w porządku, choć tam gdzie jest dużo czerni zauważyłam małe, ledwo zauważalne białe ślady. Manga ma w dużej mierze regularne kadry, przez co ich ucięcie było niemożliwe, a jeśli gdzieś wystąpiło owo zjawisko, to było niezauważalne.

Czcionki dialogów to przeciętne, zwykłe fonty, nie wyróżniające się niczym szczególnym. Pasują, nie przeszkadzają w odbiorze. Japońskie onomatopeje zostały w całości wymazane i zastąpione polskimi odpowiednikami. Jak zwykle u wydawnictwa JPF - na końcach ostatnich zdań w dymku brakuje kropek. Typesetting jest w porządku, nie odczułam chęci poprzesuwania tekstów, jednak mam wrażenie niektóre wyrazy dźwiękonaśladowcze, że zbytnio się wyróżniały na tle ilustracji. Powinny być nieco bardziej wpasowane w rysunki.

Za tłumaczenie ponownie był odpowiedzialny Paweł Dybała. Generalnie było dobrze, dialogi brzmiały naturalne, pasowały do historii. Większych zgrzytów nie zauważyłam oprócz "ty wiesz" (22 str. - wyrzuciłabym "ty") oraz "błędne podpowiedzi" (175 str.). Literówek, błędów ortograficznych nie zauważyłam. Natomiast tym co mi się nie podobało, to przekłady niektórych onomatopei - zwłaszcza "plusk" (ruch statku), a także "tururururu" (sygnał telefonu) i "bżiiim" (odgłos wydawany przez wózek inwalidzki).

Fabuła i postacie w Blue Heaven nie są, jak dla mnie, szczególnie oryginalne. Nie jest to aż takie złe jakby się mogłoby wydawać - zmiksowane i podane w ciekawy sposób mogą być całkiem niezłą rozrywką. Problem w tym, że jest to taki typ powieści, który w bardzo łatwy sposób można zniszczyć. Wystarczy zrobić z tego bezsensowną krwawą jatkę, a wejście "trzeciej siły" pod koniec tomu może zwiastować właśnie takie rozwiązanie. Oczywiście niektórym mogłoby to się spodobać - mi niekoniecznie. Jak będzie to zobaczymy. Szkoda tylko, że następne okładki nie są już takie ładne jak ta pierwsza.

Swoją drogą to na końcu tomu dostajemy dwie strony reklam - pierwsza jest ogólna dotycząca Mega Mangi. Druga natomiast dotyczy Klanu Poe. Trochę mnie to zdziwiło, gdyż jest to zupełnie inna manga niż Błękitny Raj. Bardziej bym już widziała w tym miejscu tytuły Junji Ito.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz