sobota, 3 maja 2014

[recenzja]Rock na szóstkę

Już na początku chciałabym uprzedzić, że jest to moja ostatnia recenzja... w najbliższym czasie. Raczej. Niestety w nadchodzących tygodniach będę miała mało wolnego czasu, a jednak pisanie zabiera mi go trochę. Możliwe, że coś się pojawi, ale jeśli już, to nie wszystko co bym chciała.

Smutki na bok, bo przecież przed nami pierwsza "Jednotomówka Waneko". Rozpoczęcie tej serii wydawniczej było sporym zaskoczeniem (dla mnie). Zapowiada się ona ciekawie, gdyż daje możliwość opublikowania różnorodnych tytułów z wielu gatunków. A jak wypadł debiutancki tytuł?

Miyako Kitagawa skrupulatnie przestrzegała wszelkich reguł. W jej pozornie poukładanym życiu znalazło sie jednak miejsce na prawdziwą pasję - grę na gitarze. Jako że zakładania zespołów muzycznych surowo zabroniły władze jej szkoły, dziewczyna zmuszona była oddawać się swemu hobby w tajemnicy. Pewnego dnia Miyako zostaje przyłapana na łamaniu regulaminu przez Azumę, buntownika gardzącego zakazami...

Miyako uczęszcza do liceum w którym panuje duży rygor. Szkolny regulamin skrupulatnie wylicza liczne zakazy i nakazy. Nasza bohaterka nie ma nic przeciwko temu - jak sama twierdzi, podchodzi do życia poważnie i sumiennie przestrzega wszystkich ustanowionych reguł. Bierze się to u niej z tego, że tak poradził jej wiele lat temu nieżyjący już obecnie ojciec. Te słowa z dzieciństwa wciąż pobrzmiewają w dziewczęcej głowie, wpływając na wszelkie decyzje i zachowanie. Jedną z ustanowionych przez nauczycieli restrykcji jest zakaz działalności w zespole muzycznym, zarówno w szkole, jak i poza nią.

Jednak dziewczyna, która odziedziczyła po swoim rodzicielu zamiłowanie do gitary nie potrafiła się powstrzymać od pobrzdąkania na niej na terenie szkoły. Skończyło się to niezbyt dobrze dla niej, gdyż sfilmowana przez Kotaro Azumę - będzie szantażowana. Jednak nie obawiajcie się o jej cześć - chłopakowi chodzi jedynie, aby zwerbować ją jako gitarzystkę do jego zespołu. Sam też gra na tym instrumencie, a całość uzupełnia Yohei Nishio - perkusista. Początkowo pełna wątpliwości, jednak z czasem główna bohaterka daje się ponieść muzyce i coraz bardziej zanurza się w tym świecie, nieco zaniedbując inne aspekty życia. Ta obrana (nieco pod przymusem) przez nią droga będzie lekko wyboista. Ze względu na nauczycieli, którzy nie poważają rocka, ale przede wszystkim na jej uczucia z którymi będzie musiała się zmierzyć - i nie chodzi tu wcale o jakieś romantyczne sprawy. Taki wątek też się pojawia, jednak jest on w tak wczesnym stadium, że jest to co najwyżej miły dodatek, a nie główny temat wokół którego toczy się fabuła.

Rodzice chcą aby ich dzieci miały lepiej w życiu niż oni. Lepsze szkoły, lepsza praca, lepsze wynagrodzenie, lepsze mieszkanie, lepsze wszystko co się da. Dlatego też nie szczędzą dobrych rad swoim pociechom, choć nie zawsze muszą się one okazać najlepsze w końcowym rozrachunku. Nie jedna osoba ze znajomych jest pierwszą w rodzinie z wyższym wykształceniem, na którego zdobycie byli namawiani przez rodzicieli jako zapewniające dobre zatrudnienie. Jak jest obecnie to wszyscy zapewne wiemy. Dlatego, chociaż są to cenne wskazówki, nie zawsze są gwarantem szczęścia i powodzenia w życiu. Owszem, dobrze jest postępować zgodnie z zasadami, jednak czy aby na pewno szkoła powinna tak bardzo ingerować w życie uczniów? Jeszcze można zrozumieć reguły dotyczące piercingu, ubioru, makijażu na terenie placówki, ale już te mówiące co może, a co nie może robić młodzież poza placówką oświatową, są już jak dla mnie przesadą. Szkoła to miejsce do nauki, nauczyciele to ludzie którzy mają nas uczyć, a nie rugać prawie pełnoletnią osobę za to, że się przytulała do chłopaka na przystanku autobusowym (historia z życia wzięta).

Tytułowy Rock na szóstkę zajmuje trzy rozdziały, nieco ponad połowę tomu. To całkiem urocza shoujo opowiastka w której znajdziemy zarówno mądre, według mnie, rozwiązania fabularne (reakcja matki, rozwój wątku miłosnego, postawa belfrów), ale także już te mniej (wyznania mówione podczas snu, obwiniająca się Miyako). Ale najbardziej mnie zdziwiło to, że w szkole w której regulamin zakazuje gry w zespołach muzycznych istnieje klub instrumentów dętych. Jakoś to mi wszystko nie do końca pasuje, mimo że teoretycznie się nie wyklucza. Główna bohaterka to sympatyczna nastolatka, poważnie podchodząca do życia, jednak mająca swoje pasje i potrafiąca dużo zrobić aby bronić swoich przekonań. Może i potrzebowała "zachęty" na początku, jednak gdy już zaczęła się udzielać w kapeli - oddała jej swoje serce, podobnie jak jej koledzy. Ko Azuma o nieco ponurym wyrazie twarzy, nie boi się łamać zasad - nie tylko tych dotyczących muzyki, ale także pracy po szkole. Ciężko haruje, zaniedbuje nieco szkołę, bardzo się cieszy z nowej członkini, która z czasem zaczyna wzbudzać w nim jeszcze różne inne uczucia. Ostatni bohater - Yohei to wesoły, odpowiedzialny młody człowiek, również pracujący dla dobra rodziny, ale nie zapominajacy o swym hobby. Z pozostałych postaci możemy wymienić pełną zrozumienia i miłości matkę Miyako, ojca pojawiającego się we wspomnieniach, który może nie zdawał sobie sprawy, że jedno jego zdanie może zaważyć na całym życiu córki, nauczycieli, którzy jak się okazuje są jednak pełni życzliwości dla swych podopiecznych.

Pozostałe strony tomu wypełniają trzy one-shoty dziejące się w szkole. Hanako z ławki obok to smutna, nostalgiczna historia o dziewczynie która zmarła. Wspomina ją chłopak z klasy, który nie pamięta jej imienia, ani nigdy nie widział jej twarzy, lecz połączył ich niegdyś słodki piesek. Troje do kochania opowiada o przyjaciołach z dzieciństwa - dziewczynie i dwóch chłopakach. Haruichi wyznaje uczucie Natsuo, jednak ta kocha Shusuke, który z kolei ma już dziewczynę. Jak poradzą sobie w tej sytuacji nasi nastolatkowie? Czy nasza heroina na pewno dobrze pamięta w kim się zakochała dawno, dawno temu? Na końcu mamy Czemu wciąż go obserwuję? debiutancką pracę Kany Watanabe, najkrótszą ze zgromadzonych tu historyjek. Hazuki to typowa lodowa księżniczka, nie potrafiąca wyrażać uczuć. Jednak wciąż przypatruje się Yocie, swojemu koledze z klasy. Jak sama mówi - to ze względu na jego rzucające się w oczy blond włosy. Jednak czy aby na pewno? Te dość krótkie rozdziały to proste, sympatyczne opowiastki. Chociaż w sumie to średnio spodobał mi się motyw "nie wiem jak nazywała się i wyglądała koleżanka z klasy". Już parę razy spotkałam się z takim czymś w mangach i nadal mnie to dziwi - ja rozumiem, że obecnie nie pamiętam jak wyglądał chłopak, który chodził ze mną do klasy przez rok ponad 15 lat temu (ale wciąż nie zapomniałam imienia). A przecież ten bohater przez jakiś czas chodził codziennie do jednej klasy z tą dziewczyną, codziennie była wyczytywana lista obecności. I to przecież całkiem niedawno. Na samiutki koniec tomu dostajemy jeszcze dwie strony dodatku od autorki, na których m.in. przedstawia siebie jako psa oraz kreśli po zdaniu o każdej części tomu. Tutaj jedna mi rzecz zazgrzytała przy Troje do kochania - mangaczka pisze "Sama nie mogłam uwierzyć, że wydadzą go w takim magazynie!". Według mnie przydałaby się jeszcze informacja co to za czasopismo, dodana w formie przypisu.

Rock na szóstkę to pierwszy tomik autorstwa Kany Watanabe zawierający jej wczesne prace. Widać różnice w kresce pomiędzy najstarszym one-shotem, a pozostałą częścią. Przede wszystkim w twarzach postaci, jednak nie są one aż tak bardzo znaczące. Rysunki managczki są delikatne, urocze, mocno "shoujowate". Postacie są szczupłe, lecz nie wychudzone, chłopacy odpowiednio przystojni. Kreska powinna przypaść do gustu płci pięknej. Jednak autorka nie uniknęła drobnych błędów w proporcjach (wielka dłoń, płaska twarz, nogi grube w udach, cienkie w kostce, duże uszy itp.), nie najlepiej też, według mnie, wychodzą jej profile. Mam wrażenie, że najbardziej wycierpiał główny bishounen, który parę razy strzelił dziwnymi "mordami". Akcja prowadzona jest całkiem sprawnie, chociaż ze dwa razy przejścia między kadrami mi nieco zaszwankowały. Tła są jasne, pustawe, sporo rastrowate. Autorka potrafi oddawać emocje, które czuć z kart mangi. Sceny koncertu może nie są jakieś spektakularne, jednak zrobione dobrze i nie pozostawiające niedosytu. Nie jestem specjalistką od instrumentów muzycznych, jednak na moje niewprawne oko laika, są one narysowane dobrze, nie od niechcenia kilka kresek i po sprawie, lecz ze szczegółami.

Recenzowana manga miała zaszczyt zostać pierwszym tytułem w nowym projekcie "Jednotomówki Waneko", a tym samym pierwszym shoujcem wydanym w największym dla tego wydawnictwa formacie czyli 135x195mm. Posiada błyszczącą obwolutę dobrze opinającą tomik. Na przodzie widzimy główną bohaterkę trzymającą gitarę na biało-niebieskim tle. Tytuł został zapisany w różnych kolorach oraz nieco rozstrzelony w pionie, co ma przypominać japoński oryginał. Autorka z kolei białym, prostym fontem. Całość uzupełnia pomarańczowe logo wydawnictwa w lewym, dolnym rogu. Grzbiet jest biały, obowiązkowe napisy są w tym samym stylu co na okładce, jednak w innych kolorach (czerwonym i niebieskim). Miłymi dodatkami są: gitara oraz skrót "JW" w kółeczku, który ma być zamieszczany także na kolejnych tytułach jednotomowych. Niestety w moim egzemplarzu biel grzbietu wychodzi na niebieski tył, gdzie mamy latających głównych bohaterów i ich rzeczy, opis fabuły, cenę, ISBN oraz kod kreskowy. Na obydwóch skrzydełkach możemy zobaczyć kawałki okładek - przedniej i tylnej, co według mnie nie wygląda zbyt estetycznie. Ponadto są tam małe, kolorowe obrazki z bohaterami Rocka, spis historii oraz kilka słów od autorki. Pod obwolutą znajdziemy niebiesko-biały tom z podstawowymi elementami i jedną gitarą. Co mnie zdziwiło - jest on jakiś szorstkawy w dotyku.

Manga otwiera się dość w porządku, nie ciężko, ale najlżej też nie. Z czasem się nieco wyrabia, chociaż wciąż miałam lekkie problemy ze zrobieniem zdjęć do recenzji. Papier jest bielutki, niefalujący, lekko prześwitujący - mam wrażenie, że nieco bardziej niż zazwyczaj. Wewnętrzny margines na większości stron jest dobry, czasem trochę go za mało, a na kilku stronach jest za duży (np. w pierwszym one-shocie). Niestety numerów stron nie mogę podać, gdyż tom jest całkiem pozbawiony numeracji, a przynajmniej ja nic takiego nie wypatrzyłam. Druk jest w większości dobry, choć na kilku stronach zauważyłam w miejscach natężenia czerni - drobniutkie białe plamki.

Czcionki użyte w mandze nie należą (w większości) do prostych, sztywnych fontów, a raczej "swobodnych", "luźnych" pisanek (nie wiem jak to dokładnie nazwać) i dobrze pasują do tej opowieści. Tylko w niektórych miejscach bym trochę poprzesuwała teksty np. jedno z takowych znajdziecie na siódmym zdjęciu poniżej tej recenzji, po prawej stronie (podałabym numer strony, ale... co mnie zastanawia - co jest lepsze/gorsze: brak paginacji czy jej umiejscowienie w wewnętrznych marginesach, jak to robi JPF). Onomatopeje zostały w całości wymazane i zastąpione polskimi odpowiednikami. Czasami tylko niektóre teksty czy wyrazy dźwiękonaśladowcze są nieco za małe jak na mój gust.

Za tłumaczenie pierwszej "JW" była odpowiedzialna Magdalena Rokita, znana czytelnikom z pracy nad Karnevalem. Rocka czytało mi się przyjemnie, nastolatkowie mówią naturalnie, odpowiednio jak na ich wiek (chyba, bo w sumie jestem nieco starsza, mogę się nie znać do końca), bez udziwnień. Nie ma jakichś większych zgrzytów, choć mamy na przykład takie cosie jak: "todon" (onomatopeja), "syf", "pieprzy" (w ustach Miyako, brzmi zbyt mocno jak dla mnie), no i te "grupy". Zgadzam się, że nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji, ale to po prostu dziwnie brzmi. Dla niewtajemniczonych - klasy oznacza się u nich cyframi (np. klasa 1-1, 1-2 czyli: klasa pierwsza, grupa pierwsza), a nie jak u nas literami (1a, 1b). Błędów ortograficznych nie zauważyłam.

Gdy Waneko ogłosiło, że wyda Rock na szóstkę w ich jednotomówkowej serii pojawiło się w mojej głowie pytanie - dlaczego ze wszystkich krótkich shoujców, zdecydowali się właśnie na ten. Kana Watanabe nie jest jakoś szczególnie znana szerokiemu gronu odbiorców, a ten tytuł chyba jeszcze mniej. Po lekturze stwierdzam, że manga ta całkiem pozytywnie wyróżnia się na tle innych wydawanych masowo w Japonii shoujców. Tym co mi się spodobało, to brak nadmiernego dramatu, który bardzo łatwo autorka mogłaby wpleść do opowieści. Żadnych ochów, achów, kocha, nie kocha, o matko co robić. Bohaterowie są uroczy, dają się z miejsca polubić. Choć, oczywiście nie uniknięto kilku, w moim odczuciu, błędów o których pisałam wyżej. Swoją drogą to jestem ciekawa czy ten tytuł spodobałby się osobom płci męskiej?



Mangę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko.


9 komentarzy:

  1. Mam tą mange i mi się podobała,szczególnie ta ostatnia historia(najkrótsza').Zresztą ta manga nie jest jedyną shoujo mojej kolekcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jak mniemam jesteś płci męskiej anonimku? :)

      Usuń
    2. Ależ oczywiście.

      Usuń
  2. Tak jak nie lubię jednotomówek, tak Rock na szóstkę mi się spodobał. Przyjemne czytadło z ładną kreską.


    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie mi się spodobała ta manga, choć w zasadzie nie było to przecież nic wybitnego, ale co z tego, jak jest lekko, przyjemnie i sympatycznie. No, Hanako z ławki obok nie jest zbyt wesołą historią, ale ma w sobie coś z tej lekkości właściwiej innym historiom z tej mangi.
    Coś czuję, że bardzo przypadnie mi do gustu seria jednotomówek od Waneko. Aż się prosi, by wydać w niej jakieś wcześniejsze mangi Motomi lub Hotarubi no Mori e :3
    Szkoda, że nie zobaczymy w najbliższym czasie Twoich recenzji, to najlepsze i najdokładniejsze recenzje mang, jakie widziałam :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jest na pewno trochę jednotomówek wartych uwagi, a pod Motomi podpisuję się wszystkimi kończynami ;)

      Niestety, zwłaszcza, że trochę mi teraz przybędzie nowości, bo zapowiada się obfity miesiąc. Ale w wakacje powinno być wszystko po staremu :)

      Usuń
  4. Recenzja jak zwykle porządnie i ciekawie napisana :)
    Zgadzam się z tym, że Rock wyróżnia się pod pewnym względem od innych shoujo. Aczkolwiek niektóre wyjścia, jak np. wyznanie miłości, albo nie pamiętanie nazwiska koleżanki z klasy, było sztampowe ;\

    Nie mogę się doczekać, kiedy będziesz mogła znowu pisać recenzje :)

    A tak przy okazji, jaka jest twoja opinia o Rewolucji według Ludwika? Według mnie, manga wyróżnia się na tle innych, ale mnie jakoś specjalnie nie wciągnęła :( Zobaczymy, może drugi tom będzie lepszy ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) I szybko minie ten czas, mam nadzieję, że niedługo będzie po wszystkim :)

      Nie czytałam jeszcze Ludwika, gdyż próbuję reklamować swój egzemplarz (przyszedł nieco pognieciony), a nie będę im przecież odsyłać przeczytanego ;)

      Usuń
    2. Ech, ty to masz cierpliwość, aby reklamować mangi i później znowu na nie czekać ;)
      Ja jestem na to zbyt leniwa.
      Trzymam kciuki aby tom (oczywiście w lepszy stanie) przyszedł szybko ;)

      Usuń