niedziela, 5 października 2014

[recenzja]Śmiech w chmurach: Donten ni Warau tom 1

Witam wszystkich w kąciku recenzenckim po wakacyjnej przerwie! Powiedzmy - wakacje miał, kto miał, niżej podpisana już nie. Powoli będę wracać do normalnego funkcjonowania, choć w sumie chyba raczej nie odczuliście jakoś bardzo skutków mojego braku czasu? Mam w każdym razie taką nadzieję. Trochę ciężko mi się pisało poniższy tekst - jednak się nieco odzwyczaiłam. Wybaczcie jeśli o czymś zapomniałam wspomnieć, czy ogólnie coś jest nie tak.

Tak więc szybciutko do czytania:


Epoka Meiji, czas zaskakujących zmian. W celu oświecenia kulturowego został wprowadzony dekret zakazujący noszenia mieczy. Na środku największego w Japonii jeziora Biwa trzej bracia ze Świątyni Chmur, poświęconej Orochiemu, zostaną uwikłani w wielką bitwę.

Zmiany - mniejsze, większe, osobiste, ogólne, dobre, złe, dobrowolne, wymuszone, pożądane, niechciane - jest ich wiele. Choćbyśmy się zamknęli w ciemnej norze i siedzieli nieruchomo - nic nie powstrzyma zmian. Otaczają nas, dotyczą nas, każda chwila, każda sekunda to zmiana. Te małe czasem ciężko dostrzec, te duże niekiedy wywracają nam świat do góry nogami. W drugiej połowie XIX wieku Japonia otwiera się na Zachód, zmieniony zostaje system władzy, zniesiona zostaje klasa samurajów którzy... no właśnie. Co robią ludzie, którzy całe swoje życie poświęcili walce czy też zarabiali w ten sposób na chleb, gdy nagle zmienia się całkowicie sytuacja i pozostają z niczym? To co się uczyli, robili całe życie staje się bezużyteczne. Co teraz? Nie dziwne, że próbują korzystać ze swych umiejętności - tylko że teraz nielegalnie.

Co dla jednych nieszczęściem - dla innych może być zarobkiem. Tenka, Soramaru i Chuutarou to trzej bracia rodu Kumou ze Świątyni Chmur, zajmujący się przewożeniem kryminalistów do największego w Japonii więzienia znajdującego się w drzewie(!) rosnącym na środku jeziora Biwa. Czasem także, gdy niezbyt kompetentni policjanci zgubią paru złoczyńców - ruszają im na pomoc (oczywiście przedstawicielom władzy i nie za darmo). Zajmuje się tym głównie Tenka, najstarszy z rodu, najbardziej doświadczony w walce. Oczywiście młodziaki nie do końca zgadzają się z takim stanem rzeczy - a zwłaszcza Sora, który aż rwie się do roboty. Owocuje to oczywiście tym, iż nasze chłopaki, wbrew wszelkim sprzeciwom, wyruszają szukać niebezpiecznych zbiegów. Będzie to niezapomniana lekcja. Po drodze dostaniemy jeszcze parę tajemniczych napomknięć, dziwnie prezentującego się osobnika i to w sumie już koniec (jeśli chodzi o ten wolumin).

Okazuje się, że KarakaraKemuri w tym tomie zamieściła tylko jeden rozdział Śmiechu w chmurach (choć długi - 80 stron), a dalsze kartki zapełnia dwurozdziałowa opowieść, która rozgrywa się 600 lat wcześniej niż właściwa historia i teoretycznie można to nazwać "wyjaśniającym prologiem", a tytuł jej to Ulotny śmiech. Opowiada o Hirarim z rodu Abe, który ratuje młodą dziewczynę imieniem Botan, a potem nagle się jej oświadcza. Oczywiście nie zostaje przyjęty, jednak to nie zmniejsza, a wręcz wzmacnia jego uwielbienie. Miłość sprawia, że decyduje się pomóc swej ukochanej, Kagemitsu Kumou (przodkowi braci z "właściwej" mangi) oraz Kiyotsunie Sasaki w zapieczętowaniu bestii Orochi, która budzi się raz na 300 lat. Chłopak ma do tego predyspozycje - należy do klanu, który w swą misję ma wpisane bycie przeciwnikiem tego potwora, jednak jemu samemu nigdy nie zależało na wypełnieniu swego powołania. Ale, no cóż, miłość potrafi przekonać człowieka do wielu rzeczy.

Nie mogę, oczywiście, powiedzieć tego na 100%, ale wygląda na to, że Ulotny śmiech spełnia rolę wyjaśniacza pewnych kwestii, które się pojawiły w pierwszym rozdziale, a także pokazuje z czym będą się mierzyć nasi bohaterowie w dalszych tomach. No bo, nieprzypadkowe jest przecież to, że akcja dzieje się 600 lat wcześniej, a co 300 pojawia się Orochi? Niestety, takie rozplanowanie chapterów w tomach sprawia iż ciężko jest po tym woluminie stwierdzić w którą stronę pójdzie fabuła i czy na pewno będzie się nam to podobać. To typowy początek, mający wybadać zainteresowanie japońskich czytelników bohaterami, otoczeniem, zostawiający co najwyżej parę tropów co do dalszego ciągu. Ok, teoretycznie można się domyśleć mniej więcej co będzie dalej, ale wciąż to tylko nasze przypuszczenia.

Dzięki połączeniu dwóch historii, dostajemy całkiem sporo bohaterów. Oczywiście wiodącymi są bracia Kumou - narcystyczny wesołek Tenka, który wbrew pozorom bardzo sie troszczy o swoich młodszych braci. Znakomity szermierz, samodzielnie potrafiący pokonać grupę groźnych zbirów. Drugi w kolejności Sora to chłopak w gorącej wodzie kąpany, chcący być już, teraz, zaraz, tak samo silny jak jego brat. Mimo sporych umiejętności - co rusz popełnia błędy nowicjusza, które mogły się tragicznie zakończyć. Najmłodszy Chuutarou to grzeczny dzieciak, bez szemrania wykonujący polecenia Tenki, którego darzy wielkim uwielbieniem - co rusz łechta jego ego. Razem odpowiadają za komediową stronę mangi. Należy wspomnieć także o Shirasu Kinjou, opiekunie Świątyni Chmur, który na razie przewijał się na drugim planie i o którym obecnie nie można wiele powiedzieć, prócz tego, że pozory mogą mylić.

Drugą grupkę otwiera, oczywiście, Hirari o którym już trochę napisałam u góry. To optymistycznie nastawiony do życia młodzieniec, a przynajmniej takie początkowo sprawia wrażenie. Namolny, trochę masochista. Dla miłości potrafi wiele poświęcić. Jego ukochana Botan to spokojna, poważna dziewczyna, oddana swojej misji, która ma pewien sekret. Początkowo odpycha swego wielbiciela, jednak z czasem jakby się przyzwyczaiła? Kagemitsu to jeszcze młody nastolatek, choć biegły w sztuce walki. Niekiedy zachowuje się jak dziecko, a czasem jak poważna głowa rodziny, wypełniająca obowiązki jakie spoczywają na jego klanie. Cały czas szlaja się z małym tanukim. Kiyotsuna to najstarszy członek tej dzielnej drużyny - wyraźnie w średnim wieku. Jest władcą feudalnym prefektury Oumi, którą bardzo kocha. Ze stoickim spokojem przyjmuje wszystkie wybryki młodzieży i lubi przebywać w ich otoczeniu.

Świat w Śmiechu w chmurach to połączenie Japonii z epoki Meiji (1868-1912) ze sporą ilością zjawisk nadprzyrodzonych. Bracia żyją w czasach rozwoju techniki, jednak w ich otoczeniu tego nie widać - walczą, mieszkają i ubierają się tradycyjnie. Gdyby nie kilka kadrów (i wyjaśnień słownych) na początku mangi, można by było pomyśleć iż obydwie opowieści z tego tomiku, toczą się w tych samym okresie historii. Nie znam się na strojach japońskich, więc dla mnie ich ubrania wyglądają bardzo podobnie, ale mam nadzieję, że znawcy będą mogli stwierdzić, iż są odpowiednie dla danych epok. A więc mamy dużo tradycji - takową jest fakt, że ród Kumou od wieków przewozi więźniów przez jezioro Biwa, na środku którego stoi więzienie. Małym problemem jest to, że na pewnej stronie mamy napisane, że w związku z dużą przestępczością w czasach Meiji, rząd postanowił stworzyć ową fortecę z której nikt nie będzie mógł uciec. A więc z jednej strony Kumouowie od dawna zajmują się wożeniem kryminalistów, a z drugiej dopiero co to wybudowano. Chyba wyjaśnienie jest takie iż już wcześniej stało tam więzienie, które mocno wzmocniono ostatnimi laty, ale to tylko mój domysł, bo w tomiku nie znalazłam dokładnego wyjaśnienia tego faktu.

KarakaraKemuri rysuje mangi od dobrych paru lat i wykształciła już swój własny styl. Główni bohaterowie to młodzi, przystojni, szczupli, wymuskani bishowie z niezbyt dużymi oczętami, małymi noskami (które czasem mangaczka zapomina narysować, przez co twarze wydają się jakieś puste). Postacie są do siebie dość podobne, jednak można było łatwo rozpoznać kto jest kim. Choć przez długi czas myślałam, że na okładce widać Sorę, a nie Tenkę. Poboczne osobniki są bardziej "charakterystyczne", przez co oczywiście brzydsze - mają np. wielkie, krzywe nosy, mięsiste usta, kaprawe oczka. Kryminaliści, nieporadni policjanci wyglądają bardzo typowo, a Kiyotsuna prezentuje się jak stereotypowy mnich buddyjski. Botan, tak naprawdę jedyna przedstawicielka płci żeńskiej również jest ładna i przyjemna dla oka, jednak mam wrażenie, że mangaczce lepiej "idzie" z przedstawicielami męskiej populacji. Przejścia pomiędzy kadrami są zrozumiałe, sceny akcji całkiem dobrze rozplanowane (choć miałabym czasem drobne uwagi), dość krótkie, dynamiczne. Czasem proporcje szwankują, tła czasami są puste, jednak w tym przypadku postacie/przedmioty często zajmują większość kadru, dzięki czemu nie jest to takie widoczne. Natomiast tła w których występują budynki/pomieszczenia, najczęściej nie są rysowane "na odwal", czyli kilka kresek i po bólu, tylko nieco bardziej szczegółowo.

Śmiech w chmurach został wydany w "średnim" formacie Waneko, czyli takim jaki możemy spotkać w np. Kuroshitsuji czy Karnevalu. Tomik posiada matową obwolutę, która prezentuje się znacznie korzystniej na żywo, niż na ekranie monitora. Wszystko dzięki temu iż brązowe napisy i rybki w rzeczywistości są pozłacane, co daje ciekawy efekt. Z przodu spoziera na nas Tenka ze swym nieodłącznym wachlarzem. Tytuł, podtytuł i autorka zostali zapisani wertykalnie, czego nie jestem fanką, ale rozumiem czemu wydawnictwo postanowiło w ten sposób to skomponować. Czcionki są proste, przyjemne dla oka, wyjątkiem są małe ozdóbki przy tytule. Dopełnieniem całości sa dwie rybki - żółta i różowa, przy czym ta ostatnia, jak dla mnie, pasuje tam jak pięść do oka. Grzbiet to w tle dalsza część naszego bohatera, a na pierwszym planie standardowe elementy, choć bez podtytułu i z maleńkim logiem Waneko. Z tyłu mamy już końcówkę głównego obrazka, duży, czarno-biały znak Świątyni Chmur, ISBNy, cenę, ograniczenie wiekowe (od 16 lat), kod kreskowy oraz krótki opis fabuły z pozłacanym obrysem, który mógł być nieco cieńszy. Mamy także kawałek Orochiego, który ciągnie się aż na lewe skrzydełko, gdzie spotyka się z rybką i japońskim znaczkiem, który widnieje także na płaszczach naszych braci. Prawe skrzydełko to również rybki, mały obrazek ukazujący jak mangaczka się postrzega (śmierć) i kilka słów od niej. Pod obwolutą znajdziemy biały tomik z brązowymi, zabawnymi rysunkami. Z jednej strony mamy dwie 4-komy (polecam czytać po lekturze środka), a z drugiej mamy dodatek "Karakaradomek", a w rolach głównych autorka i jej asystentki.

Środek otwiera się całkiem łatwo, jeśli jest na stronach wewnętrzny margines, to jest akuratni, jeśli go nie ma, trzeba nieco szerzej otworzyć tomik, który zaczyna być w tym momencie nieco oporny. Strony są bielutkie, lekko przebijające. Czerń jest odpowiednio nasycona, druk wyraźny, jedynie na 177 i 179 str. część rysunków jest jakaś słaba, choć może to być równie dobrze wina autorki. Po dwóch pierwszych kartkach wyraźnie widać, że kiedyś były kolorowe (jedna strona komiksu, dwie zajmuje strona tytułowa z czwórką bohaterów). Dalej mamy prosty spis treści i właściwy komiks. Numeracja pojawia dość sporadycznie i "skacze" po stronach (tj. czasem jest bliżej jednego, czasem innego marginesu). Śmiech niestety nie uniknął ucinania kadrów, np. na 9 stronie mamy "lusk" zamiast "plusk".

Czcionki, zarówno te tekstowe, jak i onomatopejowe, są dobrze dobrane, pasują do tej mangi. Ta główna, dialogowa jest nieco "swobodna", myślowa prostsza, ładna. Jedynie doczepiłabym się do tej, którą pisane są tytuły rozdziałów - nie lubię takich fontów w których nasze "r" wygląda jak rosyjskie "cz/ć". Edycja i typesetting nie budzą większych zastrzeżeń - większość japońskich znaczków została usunięta, pozostały tylko te najtrudniejsze. Na stronach 12-13 znów mamy wertykalne napisy, znów zrozumiały ruch Waneko, znów nie trafiło to, niestety, w mój gust. Natomiast podobały mi półprzeźroczyste onomatopeje np. na 51 stronie.

Za tłumaczenie Śmiechu w chmurach odpowiedzialny był duet Karolina Balcer i Marta Szyndlar. Tę pierwszą możecie znać z np. Kuroshitsuji czy Pandory Hearts, natomiast drugie nazwisko było mi wcześniej nieznane. Ogólnie czyta się płynnie, przyjemnie, bez jakichś większych zgrzytów (z mniejszych jest np. niepotrzebne "on" na początku zdania na 115 stronie) - z dzisiejszego punktu widzenia. Język jest współczesny, tłumaczki (i zapewne autorka tak samo) nie zdecydowały się na stylizację. Słowa wychodzącego z ust bohaterów nie są udramatycznione, patetyczne, co bardzo cieszy, gdyż były ku temu okazje. Literówek, błędów ortograficznych nie zauważyłam.

Śmiech w chmurach to kolejny po Karnevalu shoujo-shounen pojawiający się w pobliżu emisji anime. Jednak ma nad nim kilka przewag - jest to seria zakończona w rozsądnej liczbie tomów (sześć, jeśli ktoś nie wie jeszcze) oraz poprzez mniejszą ilość słodkości - może bardziej spodobać się męskiej części fanów. Zapewne dopiero w kolejnym tomie zawiąże się właściwa akcja, gdyż jakieś tajemnicze napomknięcia, rysunki na razie nic konkretnego nam nie mówią. Można za to wybrać sobie ulubionego bohatera. Nie wiem czy będę w większości, czy mniejszości, ale najbardziej polubiłam Hirariego. Kto by nie chciał takiego zakochanego przystojniaka? ;)



Mangę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko.


8 komentarzy:

  1. <3 Mi się spodobało. :3 Chociaż tak jak tu myślę, że jest mało informacji na temat akcji i toru w po którym będzie toczyła się akcja. Osobiście podziwiam Cię, że zawsze piszesz tak długie i dobre recenzje. Moje zazwyczaj mają tylko 5 akapitów i tyle. Kompletnie nie zauważyłam tego, że "nie miałaś czasu", fakt nie pojawiało się wiele recenzji, ale jakbyś nie napisała na górze tych kilku słów to bym nie powiedziała. :D I jeszcze raz po ocham i acham na twoje dokładne "rozebranie" tomiku na części. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, jak widać zawsze mam za dużo do powiedzenia ;] Przez co musiałam przystopować recenzje, bo zabierają mi one za dużo czasu.

      Usuń
  2. Brzmi świetnie i wygląda też nieźle, tylko, no, nie przepadam za ładnymi chłopcami, wolę mężczyzn. Ten prequelowy rozdział mnie zainteresował, bo jeśli dzieje się 600 lat wcześniej niż Meiji, to w epoce Kamakura, której jeszcze w żadnym mango ani animu nie widziałam, więc jestem hyped.
    Póki co pouzupełniam zaległości z innych serii i zaczekam na opinie o następnych tomikach i/lub całości. No i anime obczaję zapewne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jednym z kolejnych tomików pojawia się żart z kupą na patyku w roli głównej. Nie wiem czy to Cię zachęca, ale taka wiedza nie zaszkodzi.

      Usuń
    2. Tak, działo się to w Kamakurze.

      A co do żartu - przeżyło się w Slumpie, przeżyje i tu ;) Choć jednak, osobiście, nie jestem zwolenniczką takowych.

      Usuń
    3. Ej, dzięki, żart z kupą na patyku kojarzy mi się jak najlepiej, bo Dr. Slump to najlepsza manga Toriyamy :3
      To i tak lepsze niż jedna z manhw od Kasenu (nie pamiętam już która, sorry), którą raz zaczęłam przeglądać w Empiku - pól pierwszego rozdziału o tym, że koń głównego bohatera ma zatwardzenie~

      Usuń