sobota, 22 listopada 2014

[recenzja]Istota Zła

Poniższa recenzja powinna być już dawno temu, ale niestety mój aparat robi "dobre" zdjęcia tylko przy dziennym świetle. A że obecnie spędzam całe dnie przy lampach, to wyszło, jak wyszło. Najlepiej by było, gdyby już jutro zaczęły się święta (ze śniegiem, oczywiście), a za tydzień już wiosna, ciepełko, słoneczko, radość i szczęście.

A tak z innej beczki, to zapraszam was do odwiedzenia bloga Anime w polskiej telewizji - sama nie mam telewizora, lecz inicjatywa zacna.
A teraz do rzeczy:


Kraj Amata znajduje się pod rządami kraju Garei. To właśnie tam człowiek o imieniu Zen wsławił się jako nieprzeciętnie brutalny przestępca. Za jego bezwzględnością kryje się jednak poszukiwanie absolutnej wolności. Ten mężczyzna zrobi wszystko, by nikt i nic nie miało nad nim żadnej władzy.

Zen, najstraszliwszy zabójca w historii państwa Garei. Nieuchwytny, bezlitosny, beznamiętnie zabijający każdego kto stanie mu na drodze do... no właśnie czego? Wygląda na to, że niczego, gdyż jest on niczym lalka, pusta skorupa, jedynie z oczami pełnymi nienawiści i głową owładniętą myślą "zniszcz". Prze do przodu bez celu. Na swej drodze spotyka polujących na niego łowców nagród czy też niewidomą córkę wysoko postawionego generała, którą porywa, uciekając przed pogonią po napadzie na bank (i przy okazji jej ochroniarkę Makę). Riin, bo tak tej bohaterce na imię, to dość niezwykła zakładniczka - od lat, dla jej własnego bezpieczeństwa, trzymana w złotej klatce, rzadko kiedy udawało się jej wyjść na "świat". A teraz - taka "przygoda"!. Zupełnie nie boi się swego oprawcy, spełnia jego polecenia bez wahania, sama wychodzi z inicjatywą. Ale ta "sielanka" nie trwa długo, jej narzeczony pułkownik Kirie, ruszył tropem terrorystów, którzy rzekomo porwali dziewczynę. Koniec końców ranny Zen udaje się do wioski zamieszkałej przez Amatów, wygnanych ze swojej ziemi, do lekarza imieniem Hakka.

Mężczyzna ten, Garejczyk, żyje wśród swych wrogów, leczy ich, pomaga im, także narażając swoje życie. Wiele lat temu ożenił się z Amatką, która zginęła w wyniku działań wojennych. Udziela pomocy głównemu bohaterowi, przez co także i on zaczyna być ścigany przez wojsko. Z tego wszystkiego wynika jedna "dobra" rzecz - Zen zyskuje cel w życiu - odkrycie swej przeszłości, która jak dotąd kompletnie go nie interesowała. Okazuje się ona ważna, gdyż coś lub ktoś z niej go kontroluje. Do tej pory, jak sięga swą pamięcią, najbardziej na świecie interesowała go całkowita wolność, którą chciał osiągnąć poprzez "zło". Mógł robić co chciał, nic go nie ograniczało - a przynajmniej tak mu się wydawało. Teraz wraz ze swym towarzyszem wyrusza odkryć, co narusza jego upragnioną, bezwarunkową swobodę i bezlitośnie to zniszczyć.

Zen pragnie wolności. Nie mogę stwierdzić, że każdy na świecie jej pożąda, jednak na pewno wielu z nas. Ale czym jest wolność? Czy naprawdę można być całkowicie wolnym? Poglądów na wolność jest wiele, można na nią różnie patrzeć, interpretować. Według mnie świat jest pełen ograniczników, chociażby wynikających z natury człowieka, świata. Sami na siebie nakładamy bariery, ze względu na coś co chcemy osiągnąć. Mamy na przykład potrzebę posiadania własnego domu, bezpiecznej przystani. W tym celu idziemy do pracy, bierzemy kredyty, poświęcamy czas na jego znalezienie, urządzenie. Nasz przestępca może nie wykazuje takich potrzeb, jednak nadal musi jeść, pić, umyć się - na co potrzebuje pieniędzy. Wybór sposobu ma wolny, ale czyż ogranicznikiem nie jest to, że MUSI wybrać?

W opisie pominęłam milczeniem pierwszy rozdział, który nie wnosi wiele do całej mangi. Jak okazuje się z zapisków mangaczki - w tomiku nie ma w ogóle, pierwszego chaptera, który pierwotnie ukazał się w czasopiśmie, gdyż miał być one-shotem (a został opatrzony etykietką rozdziału). Zamiast tego dostaliśmy jedną z dodatkowych historii w której pewien odnoszący spore sukcesy łowca nagród rusza na polowanie Zena, a ostatecznie staje się jego tymczasowym "wspólnikiem". Ten krótki prolog co najwyżej zapoznaje nas z głównym bohaterem i jego charakterem.

Zen to zimny, bezwzględny zabójca z zaburzeniami socjopatycznymi. Wydawałoby się, że nie ma w nim żadnych uczuć, które by go w jakiś sposób ograniczały, jednak jego pierwszym wspomnieniem jest nienawiść, chęć zniszczenia wszystkiego. Prze do przodu, nie zważając na ludzi którzy przypadkiem staną na jego drodze. Nie pamięta pierwszych dwudziestu lat swego życia, jednak nie czuje potrzeby jej poznać - do czasu. Czasem zdarza mu się przyłączyć do ludzi, jednak powodowane jest to bardziej ciekawością czy zabawą niż chęcią socjalizacji. Ciężko określić jego wiek - jednak można szacować go na 30-40 lat. Wygląda na młodego, przystojnego, wysokiego, ciemnowłosego mężczyznę. Bez wahania rzuca się w niebezpieczne sytuacje, śmierć się jego nie ima. Sprawia wrażenie pustej skorupy, obojętnej na innych - umrzesz czy nie umrzesz - jego to nie obchodzi. Drugi z bohaterów - Hakka wydaje się jego przeciwieństwem. Blondwłosy, miły lekarz, który nigdy nikogo nie zabił. Nazywany jest tchórzem, choć z narażeniem życia robi wszystko aby pomóc biednym Amatom. Wiele lat temu poślubił jedną z nich, jednak została ona zabita przez jego krajanów. Siostra jego żony była ochroniarką dziewczyny, którą porwał główny bohater i to ona "połączyła" te dwie postacie. Mimo swojego uosobienia, powodowany osobistymi motywami, Hakka postanawia wyruszyć z Zenem na poszukiwanie jego utraconej tożsamości.

Riin - niewidoma córka garejskiego generała, absolutnie nie bojąca się Zena (a wręcz go podziwiająca), jest zapalnikiem całej tej opowieści. Nieustannie narażona na niebezpieczeństwo, siedzi ciągle zamknięta w domu i marzy o innym życiu. Bezwolna, nie potrafi przeciwstawić się otaczającemu jej światu. Spotkanie z bezlitosnym mordercą dla wielu byłoby strasznym, traumatycznym przeżyciem - dla niej jest oddechem, czymś co może odmienić jej życie. Jest zaręczona z pułkownikiem Kirie, który w początkowych rozdziałach nieustannie przypominał mi z wyglądu aryjskiego SS-manna. Mężczyzna ten, za swój cel obrał schwytanie głównego bohatera i nie spocznie dopóki tego nie zrobi. Lojalny, oddany wojsku, honorowy człowiek. Nie wiadomo czy jest zakochany w swej narzeczonej (ich związek to zapewne pomysł generała), jednak na pewno jest jej bardzo oddany. Jeszcze dwie osoby są warte wspomnienia - "siostra" Zena oraz tajemniczy kapitan Gear. Jednak pisanie więcej o nich, byłoby już zbytnim spojlerowaniem.

Akcja Istoty Zła toczy się w Garei, państwie porządku i prawa, jednak splamionym wojną i zawłaszczeniem sąsiedniej Amaty. Wytłumaczeniem takiego kroku było uwolnienie tego kraju spod dyktatorskich rządów. Nnie znalazłam jasnej odpowiedzi na pytanie, jak bardzo ten powód był prawdziwy, jednak można gdybać, że nie do końca. Teraz, dwadzieścia lat po zakończeniu tego konfliktu wszystko na pozór wydaje się w porządku - jednak czemu Amaci są znacznie biedniejsi, dyskryminowani przez władze, traktowani jak terroryści? Oczywiście nie wszyscy są niewinni - wielu z nich atakuje garejczyków w zemście za krzywdy wojenne, jednak czy cały naród powinien cierpieć za jednostki? W tym świecie kłamstw i obłud, ludzie próbują po prostu przeżyć.

Niestety autorce nie udało się uniknąć pewnych scen, rozwiązań które uważam za nieco nielogiczne. Na przykład, wezwanie przez kapitana wyżej stojącego w hierarchii od niego pułkownika na rozmowę, czy fakt iż Zen nie zabił Kirie w wiosce Amatów. Ogólnie wszystko dzieje się bardzo szybko, akcja pędzi do przodu prawie bez chwili oddechu. Nie jest chociażby pokazane jak dokładnie nasi bohaterowie uciekli z więzienia, a zakończenie na pewno nie usatysfakcjonuje wszystkich. Owszem, dostaliśmy odpowiedzi na wiele pytań, jednak miałam niejasne poczucie że czegoś jeszcze brakuje.

Aya Kanno rysuje mangi już ponad dziesięciu lat i najbardziej znana jest z Otomena, którego zaczęła wydawać tuż po Istocie Zła. W recenzowanym tytule autorka ma już wykształconą kreskę, jej bohaterowie to przystojni bishe z mocno podkreślonymi oczami. Zwykłe sceny są jak najbardziej zrozumiałe i dobrze rozplanowane, jednak te zawierające akcje, pojedynki, strzelanki już są niekiedy mocniej zagmatwane i parę razy się pogubiłam. Pistolety/karabiny były dobrze narysowane - w sensie, że nie dwie kreski i po sprawie, tylko ze szczegółami, choć czy poprawnie to już nie jestem w stanie stwierdzić. Mangaczka bardzo oszczędnie rysowała tła i używała rastrów. Postacie starają się zapełniać przestrzeń, jednak pustka niekiedy rzuca się mocno w oczy. Zdarzyły się też nieliczne problemy w proporcjach czy dziwne miny bohaterów.

Istota Zła to trzecia "Jednotomówka Waneko", druga (po Kwiat i Gwiazda) składająca się pierwotnie z dwóch woluminów. Gdy wzięłam pierwszy raz tom do ręki, wydawało mi się, że będzie się go niewygodnie trzymać przy czytaniu - ostatecznie, nie było aż tak źle. Format 135x195mm, 392 stron, błyszcząca obwoluta - daje to drugie miejsce wśród "cegiełek" w moich zbiorach. Obwolutę można podzielić na dwie części - przednią okładkę i lewe skrzydełko zajmuje Zen trzymający pistolet - jest to nieco wykadrowany obrazek, który był w oryginalnym pierwszym tomie. Niestety jego przycięcie spowodowało, że ciężko zauważyć twarz, znajdującą się po prawej stronie głównego bohatera. Nie podobają mi się też różnokolorowe kropki i fale, jednak na szczęście nie są one tak bardzo widoczne. Całości dopełnia tytuł i autorka, wypisane prostymi, dobrze dobranymi czcionkami, a jedyną ozdobą jest czerwony znaczek zamiast literki "O". Następnie mamy czarno-biało-czerwony grzbiet (niestety w moim egzemplarzu nieco przesunięty w lewo), a na tylnej okładce kolejny art z Zenem (oryginalnie na okładce drugiego tomu), krótki opis mangi, stałe elementy (m.in. kod kreskowy, cena itp.). Ostatnie skrzydełko jest czarne z niedużą grafiką. Pod obwolutą znajdziemy białe napisy (tytuł, autorka, logo) na czarnym tle.

Manga otwiera się łatwo, co ważne, przy tej ilości stron. Papier jest bielutki, prześwitujący, niefalujący. Wewnętrzny margines jest dobrze skrojony. Kadry są w dużej mierze regularne i nie poobcinane, jednak na tych "nieregularnych" zdarzyły się małe przycięcia - np. na 170 poszedł kawałek onomatopei. Numeracja pojawia się na sporej ilości stron, nieco sobie skacząc po kartkach. Niestety w moich egzemplarzu druk nie wypadł najlepiej - część stron jest nieco zszarzałych np. 137, 174 czy 316.

Czcionki użyte w recenzowanym tytule to w większości standardowe, niewyróżniające się proste fonty. Główna jest nieco podobna do tej używanej w m.in. Karnevalu (choć nie identyczna). Nie podoba mi się ta "myślowa" (za duże odstępy pomiędzy literami, zbyt podobna do drukarskiej czcionki) oraz ta użyta do opisu tomu na tylnej okładce (jakoś mi, po prostu, nie pasuje). Onomatopei w tej opowieści nie było jakoś szczególnie dużo, a te co się pojawiły zostały wyczyszczone i zamienione na polskie odpowiedniki. Osobiście bym jeszcze niektóre teksty w dymkach poprzesuwała, aby były idealnie wyśrodkowane.

Za tłumaczenie tej jednotomówki odpowiedzialna była Magdalena Rokita, znana również z przekładu Karnevala. Ogólne wrażenie nie było złe, jednak znalazło się według mnie parę kwiatków jak na przykład: "byłam liderką żeńskiej grupy łupieżców" (200), "nie tak to znowu niedaleko" (246), "nie zniosę dodatkowo ingerencji w mózg" (304), a także bohaterowie wypowiadają się w złych czasach, znajdziemy niepotrzebne zaimki osobowe czy literówkę. Mieliśmy także ominięcie całego wyrazu na str. 118 - "teraz za głowę i na kolana" (ale co za głowę? Nogi? ;)) Mam wrażenie, że pomyłek/dziwaczności jest nieco więcej w tym tomie niż standardowo, jednak może to dlatego iż jest taki grubiutki?

Istota Zła to jeden z tych tytułów, z którymi są problemy z ich klasyfikowaniem. Przyjęło się, że przy każdej mandze podawana jest kategoria do której ją zaliczamy. Przy dziele Ayi Kanoo widnieje "shoujo" - osobiście nie jestem przekonana co do słuszności tego taga. Oczywiście, Istota Zła może zainteresować płeć piękną, jednak tego typu historie bardziej pasują mi do generalizowania ich pod "shounen". A fakt iż bohaterowie wyglądają zniewieściale, autorka jest kobietą czy tytuł ukazywał się w czasopiśmie skierowanym do dziewczyn - jak dla mnie nie ma większego znaczenia.

Mimo iż recenzowany tomik jest podwójny, ma prawie 400 stron, lektura trwa szybko, poszła mi praktycznie za jednym zamachem. Fabuła nie jest specjalnie skomplikowana, ma odpowiednie zwroty akcji, bohaterów i historię, które mogą zainteresować niewymagających czytelników. Czyta się przyjemnie, lecz całość nie zapada szczególnie w pamięć. Szczerze mówiąc to nawet dobrze, iż tytuł nie stara się być czymś więcej niż rozrywką - mangaczka mogłaby uderzyć w bardziej melodramatyczne tony, filozoficzne nad istotą wolności czy inne.


Mangę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko.

1 komentarz:

  1. Kupiłam przede wszystkim ze względu na kreskę, bo dla mnie jest idealna *^*, absolutnie trafia w mój gust. Co prawda miałam czas, żeby przeczytać tylko 1 rozdział, ale nie narzekam na razie. Poza tym fajnie wiedzieć, że to autorka "Otomena" - widziałam tylko wersję live action i strasznie mi się podobała, ale jakoś nigdy nie sięgnęłam po mangę, ale teraz mam motywację, skoro taka ładna kreska :3

    OdpowiedzUsuń