piątek, 2 stycznia 2015

[recenzja]Kuroko's Basket tom 1

Witajcie w pierwszej recenzji w 2015 roku! Na początek zaległy tekst o (już) zeszłorocznej nowości - Kuroko's Basket, czyli sportówce z prawdziwego zdarzenia, która zawitała w grudniu na polskie półki.

Swoją drogą, lektura tego tomu przypomniała mi, że gdy chodziłam do szkoły to byłam całkiem dobra w trafianiu piłki do kosza. Ciekawe czy dzisiaj w ogóle bym dorzuciła do obręczy~~

Zapraszam do lektury:


Po dostaniu się do drużyny koszykówki liceum Seirin, Taiga Kagami mógł spodziewać się wszystkiego... Ale nie był przygotowany na kogoś takiego jak Kuroko. Niepozorny chłopak nie zasługuje w jego oczach nawet na chwilę uwagi, lecz tak naprawdę w gimnazjum był on członkiem najsilniejszej, legendarnej wręcz, drużyny, zwanej "pokoleniem cudów"...

Początek roku szkolnego w pierwszej klasie liceum. Zapoznawanie się z nowymi kolegami i koleżankami, nauczycielami, planem lekcji, wymaganiami. A w szkole japońskiej - również zapisywanie się do klubów. Często obowiązkowych. W Seirin odbywa się wtedy coś na kształt giełdy, gdzie członkowie poszczególnych sekcji, kółek prezentują swoją ofertę i zachęcają do zapisania się właśnie do nich. Przez ten cyrk przebijają się dwa "koty" - Taiga Kagami, który swą wysoką posturą od razu zwraca na siebie uwagę oraz niepozorny Tetsuya Kuroko, na którego nikt nie zwraca uwagi. Ich cel jest ten sam - klub koszykówki.

Pierwsze treningi, pierwsze mecze. Kagami, który sporą część swego życia spędził w Ameryce, prezentuje wysoki poziom gry - ma warunki fizyczne, talent, umiejętności. Trenerka drużyny jest zadowolona z takiego narybku. Jego przeciwieństwem jest Kuroko - niepozorny chuderlak, który kompletnie nie rzuca się w oczy i jego obecność w pomieszczeniu jest często nie zauważana. Pojedynek jeden na jednego daje miażdżące zwycięstwo tego pierwszego, który na dodatek radzi "łamadze" aby zrezygnował z koszykówki, w której nie ma miejsca dla takich jak on. Jednak tym co łączy te dwie odmienne osoby jest zapał i miłość do kosza.

Szybko przyjdzie Taidze zweryfikować poglądy co do swojego kolegi z drużyny - podczas meczu przeciwko drugoklasistom, okazuje się dlaczego Kuroko zaliczany jest do "pokolenia cudów", legendarnego gimnazjalnego zespołu, do którego należeli najlepsi i najsilniejsi zawodnicy. Może nie powala szybkością, siłą, tężyzną fizyczną, nie robi efektownych wsadów, ba! nawet nie zdobywa punktów - jest za to gwiazdą drugiego planu. Jego zdolnością jest bycie cieniem, niewidzialnym szóstym zawodnikiem, którego zadaniem jest podawanie piłek w taki sposób, że przeciwnicy nie są w stanie tego zauważyć. Dzięki współpracy tych dwóch głównych bohaterów ich drużyna pokonuje "starszaków", a między nimi zadzierzga się nić porozumienia, której celem jest absolutne zwycięstwo.

Kuroko's Basket to manga sportowa, w której nacisk jest położony na współzawodnictwo. Mamy bohaterów, mamy sport, mamy rozgrywki, coraz silniejszych przeciwników, nadrzędny cel. Proste, znane i skuteczne. A więc co wyróżnia ten właśnie tytuł na tle setek innych pochodzących z Kraju Kwitnącej Wiśni, że zdobył aż tak dużą popularność? Jako iż moja znajomość tego tytułu ogranicza się jedynie do tego jednego tomika - nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Początek wydaje się jak najbardziej typowy, koszykówka made in Kuroko ciekawa, jednak nie jakaś porywająca. Zapewne z czasem pojawią się nowi bohaterowie, nowe techniki, a każda dziewczyna znajdzie swego ulubieńca. Tym co jeszcze przyciąga do tego typu mang to zakończenie tomu w takim momencie, który grozi kupnem kolejnego woluminu.

Na tym etapie czytania najbardziej wyrazistą postacią zdaje się być Kagami. Ma jasno określony cel, wyrobiony charakter i "kręgosłup", który to zabierze go (lub nie) na szczyt. Nie poddaje się łatwo (a wręcz w ogóle), a przeszkody tylko go nakręcają do zmożonych wysiłków. Natomiast Kuroko jest nijaki. Niby też chce osiągnąć wiele, jednak albo ciężko go rozgryźć, albo nie ma co rozgryzać. Ten tytułowy bohater, stoi całkiem w cieniu, ustępując pola innym postaciom. Pewnie to specjalny zabieg? Tylko te jego oczy, takie bezmyślno-ciapowate... Wartymi uwagi są jeszcze: Riko - pełna energii trenerka klubu koszykówki Seiren, która potrafi jednym rzutem oka ocenić twoje możliwości. W tomie pojawia się również drugi (po Kuroko) członek "pokolenia cudów" Ryouta Kise. Sam określa się jako najsłabszy z tej "legendarnej" drużyny, przystojniak, który jest także modelem i jego obecność na parkiecie zawsze zwiększa ilość dziewczyn wokół boiska. Uprzejmy w stosunku do swoich fanek, zawsze znajdzie dla nich czas. Wydaje się lekkoduchem, jednak w grze jest jak najbardziej poważny. W tomiku pojawiło się jeszcze parę osób, ale są oni niezbyt zauważalnym, praktycznie bezimiennym tłumem, chociażby kapitan drużyny Seiren.

Tadatoshi Fujimaki na skrzydełku tomu przyznaje, że Kuroko's Basket to jego debiut. Patrząc się na głównego bohatera na okładce - jestem w stanie w to uwierzyć. Hihi. A tak na serio to mam wrażenie, że mangaka miał problemy z rozplanowaniem akcji, a dokładniej z przechodzeniem kadrów - w niektórych miejscach cofałam się i zastanawiałam się czy nie brak jakiś kartek, gdyż mi wszystko za bardzo przeskakiwało. Jednak to, czego można się było najbardziej obawiać - czyli sceny akcji na boisku są wyrysowane ze szczególną uwagą, choć nie podobało mi się, że np. Kuroko nagle ma trzy ręce. Autorowi zdarzają się błędy w proporcji, za dużo szczegółowych teł tu nie zobaczymy, raczej pustkę, rastry, coś prostego. Jak na tak popularną wśród dziewcząt mangę - nasi dzielni koszykarze nie są szczególnie bishounenowaci (dobrze odmieniłam?), ale nie można im odmówić uroku. Tylko te nieszczęsne kurokowe oczęta...

Kuroko's Basket zostało wydane w średnim formacie Waneko, jednak milimetrami różni się wielkością od takiego np. Śmiechu w chmurach, dlatego postanowiłam zmierzyć tomik linijką i wyszło mi 122x175 mm. Jest on obleczony błyszczącą obwolutą - z przodu połowę okładki zabiera tytułowy bohater, mamy także Kagamiego, Riko i trzech zawodników Seirin (dopiero przy dokładnym oglądnięciu zauważyłam, że Kuroko jest jakby przeźroczysty i widać przez niego jego kolegę). Nad wszystkim góruje logo tytułu (kolorystycznie nawiązujące do NBA), podtytuł, z prawej mamy numer tomu na tle pomarańczowej piłki, a na dole również w tym samym kolorze imię i nazwisko autora (akurat ten pomarańcz średnio mi się tutaj podoba). Grzbiet to standardowe elementy na tle niebieskiego gradientu, dodatkowo mamy rysunek Kuroko (jest to też jedyne miejsce gdzie pojawia się logo Waneko, na dodatek malutkie). Tył dzieli się na dwie części - białą z opisem, ceną, isbn-em, kodem kreskowym oraz niebieską, która idzie dalej aż na lewe skrzydełko, gdzie mamy pirackie logo shonen jumpa. Natomiast prawie skrzydełko jest białe, a na nim znajdziemy kilka słów od mangaki. Pod obwolutą znajdziemy czarny tom, a tym co najbardziej rzuca się w oczy to wielki, zielony napis "The basketball which Kuroko plays" na froncie, nieco mniejszy tego samego koloru autor, a także szaro-biały numer. Teksty te wyglądają jakby były nieco za wysoko. Grzbiet to biało-czarne powtórzenie z obwoluty (choć logo znajduje się u góry, a nie u dołu). Z tyłu znajdziemy duże "Waneko".

Środek wita nas giętkimi, gładkimi okładkami, które wraz z połączeniem nieścisłego klejenia, sprawiają, że tomik bardzo łatwo się otwiera i wygina. Przez co momentami wydaje się, że marginesy wewnętrzne są za duże. W tomiku nie ma kolorowych stron, nie dałabym za to głowy, ale oryginalnie (w czasopiśmie), trzy pierwsze były. Papier jest biały, lekko przebijający, niefalujący. Druk wydaje się w porządku, nie znalazłam żadnych większych uchybień. Numeracja stron się zdarza, lecz nie jakoś szczególnie często. Największą bolączką tego tomu są ucięte kadry, które co chwila możemy zauważyć, gdyż "zjedzone" są części onomatopei, dymków (nie mówiąc już o, oczywiście, obrazkach).

Do tej sportowej mangi użyto prostych, niewyróżniających się czcionek. Ta najważniejsza, dialogowa jest prosta, podłużna, zaokrąglona na krawędziach. Ta do "krzyku" jest bardziej ostra, pogrubiona, "przemyślowa" - duża, okrągława. Tym razem Waneko pozostawiło w tym woluminie całkiem sporą liczbę onomatopei, które znajdują się w scenach akcji i zajmują sporą część strony. Ponadto japońskie znaczki znajdziemy również na koszulkach drużyny Kaijou.

Za tłumaczenie pierwszego tomu Kuroko odpowiedzialny był, tym razem męski duet - Jan Świderski i Mateusz Haberka. Bohaterowie mówią poprawną polszczyzną, dostosowaną (jak na mój gust, ale ja już dawno wyszłam z liceum) do ich wieku. Czytało się przyjemnie, choć znalazłam parę zgrzytów np. niepotrzebne zaimki osobowe, dziwny zwrot "zawodnik meczowy" (choć to może być jakaś poprawna terminologia koszykarska). Na 18 stronie Riko mówi o robieniu kroków podczas ćwiczenia na drabince (?), zmieniłabym również słówko "kojarzę" z 44 strony na coś innego, na przykład "widzę". Jakiś czas temu Waneko zorganizowało ankietę dotyczącą tłumaczenia zwrotów/przydomków niektórych bohaterów. Wygrała wówczas opcja pozostawienia ich w oryginale, dlatego w tym tomie otrzymaliśmy "Kurokocchi". Osobiście nie jestem purystką językową i nie uważam, że trzeba przekładać wszystko, wszyściutko. Są pewne rzeczy nieprzekładalne i można się z tym pogodzić. Czy ten zwrot do nich należy? Niekoniecznie, lecz "Kurokuś" brzmi równie dziwacznie (nie wiem czy taka była alternatywa). Zapewne wielu spodoba się te rozwiązanie, wielu nie. Wszystkich nigdy nie da się zadowolić. Z małych uchybień korekty to mamy brak przecinka czy brak gwiazdki przy słowie, do którego jest przypis.

Doskonale wiem, że to tylko manga, czyli rzeczywistość nie raz może być naginana. Jednak nie mogę się powstrzymać od zadania kilku pytań. Czy to normalne, że japoński licealista ma 190 cm wzrostu i robi wsady do kosza? U mnie w liceum też była drużyna koszykówki i osoby o takim wzroście, ale nic takiego nie widziałam... Czy rzeczywiście da się w trzy minuty zdobyć 21 punktów? Teoretycznie zapewne tak, ale to daje maksymalnie 25 sekund na jeden rzut. Na dodatek przeciwnicy w tym czasie zdobyli też 6 punktów. No i te zdolności "pokolenia cudów" - z tego co słyszałam to nie ostatnie nieco magiczne umiejętności. Ale w sumie rozumiem - zwyczajni nastolatkowie byliby chyba po prostu nudni?

Kuroko's Basket ma wszelkie elementy, żeby być hitem - i tak właśnie jest. Lekka sportówka, zabarwiona wstawkami humorystycznymi, z małymi akcentami supernatural, pełna różnorodnych postaci. Pytanie tylko czy zdoła utrzymać przy sobie fanów - bądź co bądź przed nami jeszcze 29 tomów. Seria ma wychodzić co półtorej miesiąca - należy zauważyć, że Waneko pierwszy raz zdecydowało się na taki krok. Jednak i tak czeka ich niecałe cztery lata z tym tytułem - to w dzisiejszym świecie całkiem sporo. Ciekawa jestem jak bardzo im ulżyło, gdy okazało się, że skończy się na "tylko tylu" tomach?


Mangę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko.

9 komentarzy:

  1. W następnych tomach dopiero na dobre sie wyjaśnia, dlaczego ta manga stała się hitem. Jest tu mnóstwo różnorodnych i autentycznie sympatycznych postaci, akcja wciąga i w przeciwieństwie do podobnych tytułów, duży nacisk kładzie się na pracę zespołową. Anime jest nieco lepsze, bo koryguje niewprawioną kreskę autora, do tego dobra animacja i przyjemny soundtrack. Polecam, to jedyne anime, jakie jestem w stanie obejrzec, po 1,5 roku nie oglądania niczego. Ale ja zawsze lubiłam oglądać różne zawody i rozgrywki sportowe dziadek mnie tak spaczył.
    Nie podoba mi się, że tomik ma tak cienką okładkę. Aż mi się Ja, ty, etc. od JG przypomniało.
    Cuda się zdarzają, Kuroko takie w Polsce. Wow.

    OdpowiedzUsuń
  2. oj tam, oj tam, Japończyk mający 190cm to prawie norma : )

    Swego czasu oglądałem Touch - świetne anime, ale do KB jakoś się nie mogę przekonać. Poczekam na recenzje następnych tomów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kuroko to trochę sportowe fantasy, ale... wszystko o co pytasz jest właściwie możliwe, a co bardziej dociekliwi kolejnych technik sprawdzali i właściwie większość zagrywek itp. istniała i jest możliwa.

    Ja czekam na swój tomik, zapewne zanim się doczekam mojej paczki to wyjdzie już drugi xD

    OdpowiedzUsuń
  4. @mysza Przy takich tytułach, jednak animacja dużo daje. Cuda jak najbardziej się zdarzają, a w USA Kuroko nie mają, hehe.

    @Wiercioch Słyszałam w sumie, że podnosi się im średnia wzrostu ;)

    @Otai Ciekawa informacja, dobrze wiedzieć. A z Prince of Tennis jest podobnie, jeśli może się orientujesz? Kiedyś czytałam trochę tego i mnie to zaciekawiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie wiem jak jest z PoT, po prostu dużo się zadawałam z fanami KnB i jak się wyśmiewałam z niektórych rzeczy to mi pisali znajomi "ale takie coś istnieje! Ktośtam ktośtam wykonuje taką technikę", dlatego wiem XD

      Usuń
    2. W ogole wiele rzeczy jest mozliwe. Widzialam strusie zjezdzajace na nartach, a moj szanowny dziadek twierdzi, ze sporo tych technik istnieje, a ja sie nie bede klocic z czlowiekiem, ktory sfaulowal Bonka, bo to niebezpieczne. Tak wiec podpisuje sie pod opinia Otai - dziwne, ale prawdziwe.

      Usuń
  5. Sportowe fantasy z czarami-technikami, które podobno istnieją.
    Może jednak do tego zajrzę. ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Techniki istnieją, ale są wykonywane pewnie przez zawodowców, którzy mają X lat doświadczenia, a nie przez licealistów-amatorów.
    Z resztą KnB nie odstaje tak bardzo od innych shounenów-sportówek. Taki prince of tennis, kapitan tsubasa czy eyeshield 21 też są upstrzone fantastycznymi elementami. To są znamiona serii dla młodzieży.

    OdpowiedzUsuń
  7. przyjemna i szczegolowa recenzja :)
    w NBA czasem zdarza sie zdobyc 8pkt w 9 sekund ;) techniki rowniez istnieja, a w anime wygladaja bardzo podobnie do rzeczywistych zagran
    zreszta, to jest manga, autor ma prawo (i jak dla mnie wrecz "obowiazek") rysowac co mu w sercu gra :)
    a sama postac Kuroko bedzie wg mnie tylko zyskiwac im 'dalej w las', wydaje mi sie tez, ze jest tez dosc nietypowa, jak na glownego bohatera shonena, choc bedzie widac coraz wyrazniej co ma wspolnego z Goku, czy reszta ferajny
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń