niedziela, 8 marca 2015

[recenzja]Święta Teresa z Avila

Zabrało mi to trochę więcej czasu niż planowałam, ale wreszcie jest - recenzja manhwy Święta Teresa z Avila. Gdy prawie dwa tygodnie temu gruchnęła wiadomość, że została ona wydana - praktycznie od razu wiedziałam, że muszę ją kupić. Nie żeby mnie interesowała tematyka tego komiksu. Po prostu widziałam takie ładne kuriozum na mojej półce.

Oczywiście miałam obawy co do zawartości - czy się spełniły? Na to odpowiedź znajdziecie poniżej.



Święta Teresa z Ávila, zwana Wielką, ogłoszona jako pierwsza kobieta doktorem kościoła jest matką i przyjaciółką w wymiarze duchowym. Dzięki niej możemy uczyć się jak współpracować z Bogiem.

Dawno temu, w XVI wieku w Hiszpanii żyła sobie w zamożnej rodzinie Teresa Sánchez de Cepeda y Ahumada. Będąc pod wpływem religijnej matki już od dzieciństwa była zafascynowana żywotami świętych. Pewnego dnia wraz z bratem wyruszyli na pieszą wędrówkę do Andaluzji, odległej o ponad pięćset kilometrów, aby umrzeć tak jako męczennicy. Na szczęście zostali szybko zatrzymani przez krewnego i sprowadzeni z powrotem do domu. Silna wiara cechująca dziewczynkę została osłabiona kilka lat później przez śmierć rodzicielki. Teresa zaczęła przykładać dużą rolę do strojów, koleżanek, chciała być w centrum uwagi, wracała późno do domu. Nie podobało się to jej ojcu i starszej siostrze, więc została zesłana do szkoły przy klasztorze Matki Bożej Łaskawej.

Oczywiście dziewczyna była nieszczęśliwa z tego powodu, jednak posłusznie udała się do wyznaczonego jej miejsca. Wszystko zmieniło się, gdy podczas jednej z modlitw usłyszała głos Boga, wzywający ją do posługi - "poświęć się dla mnie" mówił. Teresa podejmuje więc decyzję o wstąpieniu do zakonu. Gdy oznajmia swą decyzję ojcu - ten się sprzeciwia. Wszystkie inne dzieci go już opuściły, chciałby mieć chociaż jedno przy sobie. Jego prośby nie skutkują - młoda dziewczyna wstępuje do karmelitanek w Avila wraz z Joanną, którą poznała już wcześniej w szkole. Życie zakonne nie okazuje się takie wspaniałe - bohaterka spotyka się z wrogością jednej z sióstr, która każe jej zajmować się inną, śmiertelnie chorą. Opieka nad nią jest wyczerpująca dla młodej Teresy, która nigdy nie była mocnego zdrowia. Mimo wizyty u znanej lekarki - główna bohaterka czuje się coraz gorzej, a nawet zapada w długą śpiączkę.

Jednak, wbrew przewidywaniom bliskich, dziewczyna nie umiera i wraca z powrotem do klasztoru, gdzie spotyka się z coraz większą niechęcią innych sióstr zakonnych, mając tylko kilka sojuszniczek. Jej cierpienia pogłębiają się po śmierci ojca, kobieta doświadcza też coraz więcej wizji. To wszystko razem sprawia, że z pomocą kilku życzliwych osób Teresa postanawia zreformować klasztory.

Gdybym miała wymienić jakichś świętych, to pewno kilkoro by się ich znalazło, a gdybym miała opowiadać o ich losach - no cóż, Jan Paweł II jest już świętym, więc coś bym powiedziała. O tym, że żyła święta Teresa z Avila, dowiedziałam się w tym samym momencie, co o istnieniu tej manhwy na naszym rynku. Przed lekturą wiedziałam tyle więcej, że żyła w XVI wieku i to był błąd. Nie w sensie ogólnym mojej niewiedzy, tylko niewiedzy przed przystąpieniem do czytania. Ze względu na "małą" liczbę stron - dzieje głównej bohaterki są przedstawione pokrótce, nieco po łebkach, szybko, bez wyjaśnień. Dopiero zajrzenie do jej biogramu spowodowało, że pewne wydarzenia nabrały sensu.

Nie wiem jak bardzo dokładnie autorzy oddali realia XVI wieku - gdyż niektóre rzeczy wyglądają podobnie do tego co dzieje się obecnie. Nastoletni bunt w okresie dojrzewania, rodzic chcący by ktoś się nim opiekował na stare lata, rozpasanie w instytucji religijnej, ksiądz średnio trzymający się celibatu. Sprawy uniwersalne? Jak widać, wszędzie gdzie się wsadzi i zamknie grupkę ludzi (a może tylko kobiet?), tam może narodzić się zazdrość, zawiść czy inne negatywne emocje. A zakon, wydawałoby się, miejsce gdzie nie powinno nic takiego się dziać - nie jest wyjątkiem. Tak mi się przypomniał film Siostry Magdalenki pokazujący, jak czynione jest zło pod płaszczykiem "miłosierdzia".

Teresa jednak wierzy w tę prawdziwą, najczystszą istotę zakonu. Nie podoba jej się to co widzi, więc chce, próbuje i ostatecznie udaje jej się zmienić, choć częściowo świat wokół siebie. Mimo ludzi, którzy nie chcą, boją się zmian. Jej życie to niewielka sinusoida - w dzieciństwie cechowała ją silna wiara, potem przyszło zwątpienie i "zła ścieżka", następnie szybkie zwrócenie na dobrą drogę pod wpływem głosu Boga. Od tej pory jej charakter wydaje się krystalicznie czysty, jej działania to sama dobroć, parcie ku lepszemu, a wszystko w imię Najwyższego. Przez to wszystko wydaje się taka... mało ludzka. To ona jest centralną postacią tej manhwy, pozostali bohaterowie stanowią jedynie tło. Choć znane są ich nazwiska, to często brakuje jakiegoś szerszego kontekstu, wyjaśnienia, kim oni dokładnie są. Mamy tutaj siostrę Joannę, siostrę Annę (które wiernie pomagały Teresie przez lata), pani Guiomar (która wspomagała finansowo budowę zakonu), nieznanego z imienia i nazwiska księdza, który zniechęcał główną bohaterkę do działań i wątpił w jej objawienia, ojców Jana i Gracjana, którzy byli twórcami męskich odpowiedników klasztorów karmelitanów bosych oraz, oczywiście, mamy ojca i siostrę Teresy.

Czym powinien się charakteryzować święty, kogo możemy nazwać tym mianem? Moja znajomość ten tematyki w kontekście Kościoła katolickiego jest znikoma. Jedyna wiedza pochodzi z mediów, które swego czasu pisały o procesie kanonizacyjnym Jana Pawła II i jakichś strzępków,pozostałościach po lekcjach religii, na które musiałam uczęszczać w szkole. Z tego co pamiętam, to aby ogłosić kogoś świętym - ta osoba musi uczynić jakiś "cud". Czyli na przykład mieć ręce które leczą, zamienić chleb w wino, przynieść górę do Mahometa... ups, coś się chyba pokićkało. A na serio - cud rzeczywiście jest potrzebny, ale może to być wstawiennictwo tej osoby u Boga, aby ten wyleczył kogoś śmiertelnie chorego. Do czego zmierzam? A więc w tym tomiku jakoś nie widzę czegoś, co sprawiłoby, że nasza bohaterka powinna zostać świętą. Owszem, jest wspaniałym człowiekiem, uczyniła wiele dobra. Ale wciąż brakuje mi tego czegoś. Może to dlatego iż autorka skupiła się bardziej na początkach ścieżki życia Teresy, przelatując tylko przez kolejne, ważne wydarzenia. A może dlatego, że kiedyś były inne kryteria przydzielania tego tytułu?

Gdy czekałam na swoją kopię tej manhwy, próbowałam odnaleźć jakieś informacje na temat jej rysowniczki (manhwaczki?) - Yoon Song-I. Niektóre źródła mówiły, że jest ona autorką komiksów, które na MALu przypisywane są Yoon Lee-Hyun. Owszem nazwisko jest takie samo, kreska nawet podobna, ale... no cóż, jakoś w to nie wierzę. Ciekawe, gdyby ktoś mi (wam) dał do obejrzenia przykładowe strony i kazał zgadywać czy jest to dzieło z Japonii czy z Korei, to co byśmy odpowiedzieli? (tu wchodzimy na zdradliwy grunt dyskusji o "mangowym stylu"...~~) Wierzę w siebie i powiem iż bym dobrze rozpoznała kraj pochodzenia. Dlaczego? Ciężko stwierdzić, gdyż mamy tutaj duże oczy, wysmukłe sylwetki, bisha, nieregularne kadry, mało szczegółowe tła, rastry, shoujcowate serduszka, kwiatki, rzadkie, ale wciąż, SD-czki, onomatopeje. Mimo to, tak jakoś czuć trochę inny posmak orientu (wiem, że dziwnie to brzmi, z wielu powodów). Tym o co najbardziej się obawiałam od strony rysowniczej były kolory - doświadczenie mi mówi, że azjatyccy artyści, rysujący czarno-biało, nie zawsze dobrze potrafią odnaleźć się, gdy przychodzi do większej palety barw. Choć akurat dzieła made in Korea nie raz są całe kolorowe. Moje obawy spełniły się tylko częściowo - rzeczywiście, parę razy zastosowałabym inny odcień czy barwę, jednak moje ogólne wrażenia są pod tym względem pozytywne. Gorzej przedstawia się sytuacja ze zdjęciami, które rysowniczka powstawiała do swojego komiksu. Przedstawiają one budynki lub wnętrza i są nieco "przerobione", aby mniej odróżniały się od reszty. Problem w tym - że to strasznie bije po oczach, wygląda to po prostu źle. Dla Yoon Song-I to oszczędność czasu, dla mnie - ból. Tym co jeszcze mi się rzuciło w oczy to brak oznak starości - widać to, oczywiście, na głównej bohaterce, która mimo upływu lat, praktycznie wygląda tak samo. Przejścia między kadrami są zrozumiałe, postacie są (w większości) ładne, szczupłe, choć twarze niekiedy wydawały mi się jakieś "płaskie". Od czasu do czasu zdarzały się jakieś "dziwne mordy" robione przez bohaterów.

Święta Teresa z Avila to pierwsza i zapewne ostatnia manhwa wydana nakładem wydawnictwa Paulistki, które specjalizuje się w publikacjach religijnych. Dzięki temu dostaliśmy komiks odbiegający nieco od tego co otrzymujemy od mangowych wydawców. Tom jest formatu 140x200mm, czyli minimalnie większego niż "dużego" Waneko, nie posiada obwoluty, ani skrzydełek. Na okładce widzimy główną bohaterkę w stroju zakonnym z zamkniętymi oczami, otoczoną lekko różowymi kwiatami (niestety, nie mam pojęcia co to za rośliny - wyglądają znajomo, ale nie umiem ich umiejscowić. Edit. 09.03.2015 - są to lilie, dziękuję Natalii SStefanii Boruckiej za podpowiedź). Nad postacią widzimy czerwono-biało-pomarańczowy tytuł, napisany luźną, dość ozdobną czcionką, z prawej brązowy podtytuł - "dzieciństwo młodość świętość", a na dole wyśrodkowane logo wydawnictwa. Rzucają się w oczy dwie sprawy - brak wskazania autorstwa oraz (jak dla mnie) niezbyt pasujące kolory w tytule, mowa tu zwłaszcza o tym pomarańczu. Na grzbiecie znajdziemy "wybielony" rysunek kwiatów, tytuł, autorkę (pisane już zwykłym, prostym fontem) i małe logo. Całość wyglądałaby bardzo dobrze, gdyby nie ta wielka przerwa pomiędzy "Święta Teresa..." a "Yoon Son-I". Tył to kolejna ilustracja przedstawiająca główną bohaterkę, tym razem w młodości i "cywilnym" stroju, kwiaty, kilka słów ze wstępu ojca Mariana Zawady oraz kolejny raz logo, no i adres księgarni, kod kreskowy i ISBN. Brakuje ceny. A układ graficzny wskazuje jakbyśmy mieli do czynienia z dwoma tekstami, a nie jednym.

Pierwszą rzeczą którą zauważyłam po otrzymaniu manhwy (jeszcze przed rozpakowaniem folii), była jej spora grubość. Ma ona dokładnie 200 stron, czyli minimalnie więcej niż w standardowym tomie, lecz ta wielkość spowodowana jest całkiem grubym, szorstkim papierem na którym została wydrukowana. Okładki są grube, lecz dość miękkie. Tom otwiera się łatwo, co ważne, bo brakuje wewnętrznego marginesu. Początkowo bałam się o klejenie - ale wygląda na to, że jest solidne. Komiks czyta się, oczywiście, od lewej do prawej. Po otwarciu wita nas strona tytułowa, dalej mamy wstęp (którego część była na tylnej okładce) oraz spis treści wskazujący, że tom dzieli się sześć rozdziałów (Wprowadzenie, Mała Teresa, Życie w klasztorze, Ludzie Boga, Dalsze kłopoty, Zasnąć w ramionach Pana Boga). Na końcu dostajemy jeszcze stronę wydawniczą. Reklam brak. Jeśli chodzi o druk, to przede wszystkim rzuca się w oczy fakt, iż przebija on na kartkach, tam gdzie jest nieco jaśniejszego tła. Często jest to dość mało zauważalne, jednak czasami aż razi. Jeśli chodzi o kolory - nie widziałam jakichś szczególnych uchybień, które przeszkadzały by mi w lekturze, chociaż na przykład bohaterka miała co rusz inny kolor skóry (pytanie czy to nie wina oryginału), a także: czerń nie była najciemniejsza, co jakiś czas występowały malutkie kolorowe pikselki - np. na stronie 79, na brązowym płaszczu księdza widać czerwone i zielone kropko-smużki. Numeracja występuje często, kartki mi nie falowały.

Jeśli widzieliście przykładowe strony i przeraziliście się typesettingiem - no cóż, muszę was poinformować, że tak wygląda całość. W tomiku użyto praktycznie tylko jednej czcionki - "swobodnej", nieco rozstrzelonej, w której litery wyglądają tak, jakby nie były pisane w linii prostej. Co rusz font ma inny rozmiar, w zależności od wielkości dymku. Dodatkowo ważniejsze słowa (które chciano podkreślić) są większe od pozostałych. Wygląda to nieestetycznie. Chciałabym napisać, że można się do tego przyzwyczaić, jednak musiałabym skłamać... Drugą czcionka zastosowaną w komiksie to jest ta, którą możemy zobaczyć już na okładce - widzimy ją także w tytułach rozdziałów, nielicznych onomatopejach, czy tekstach "przydymkowych". Szkoda, że wydawnictwo tak ubogo skorzystało z zasobów czcionek - mogli chociaż "głos Boga" napisać innym fontem. Same teksty chętnie bym niektóre poprzesuwała, by było wyśrodkowane, zwłaszcza na 128 stronie. Z błędów zauważyłam również niewyczyszczone koreańskie znaczki (str. 7).

Moją kolejną wielką obawą było tłumaczenie. Wiadomo - w teorii wystarczy znajomość dwóch języków, jednak w praktyce potrzeba czegoś więcej - talentu? wyczucia? Ciężko to nazwać. Niestety, ale mój niepokój się potwierdził - przekład Joo Han Shim jest drętwy, toporny, pełen nieco dziwnych konstrukcji. Co rusz mamy niepotrzebne zaimki osobowe, brak odmiany imienia "Teresa", w niektórych momentach razi uwspółcześniony, młodzieżowy język. Może kilka kwiatków: "manicure" (19), "widać, że ciebie bardzo lubi" (22), "będę dziś tańczyła na imprezie" (25), "już nie za bardzo myślę, co inni mówią" (90), "już też nie będziemy zapraszały indywidualnie własnych gości" (151) itp. itd. Znalazł się też jeden tekst, którego kompletnie nie rozumiem - coś o oparciu głowy na 162 stronie. Całość da się przeczytać, jednak nie jest to płynna i przyjemna lektura. Najlepiej przetłumaczone są dwa teksty na końcu, z czymże jeden to fragment Biblii, drugi to wiersz napisany przez św. Teresę z Avila. Literówek nie przyuważyłam, jedynie brak jednego znaku zapytania.

Chyba najbardziej zaskakującą sprawą z tym komiksem (zaraz po samym fakcie, że został wydany) jest jego cena. Dwadzieścia złotych za pełnokolorową manhwę, wydaje się jakimś... cudem ;) Patrząc się na to, że mangowi wydawcy coraz częściej podnoszą ceny swoich publikacji, człowiek się zaczyna zastanawiać skąd się ona wzięła? Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że zastosowano tutaj druk cyfrowy, który wychodzi taniej przy małych nakładach (a wątpię by zdecydowano się na jakiś duży). Ale wciąż...

Pytanie teraz - czy poleciłabym komuś ten tytuł? Wad jest sporo, tematyka nie jest atrakcyjna dla każdego... Dla mnie to ciekawostka, która sprawia, że nasz rynek nie jest nudny. Szkoda tylko, że wydano ją w zeszłym roku i nie było jej w ankiecie na najładniejszą okładkę, bo bym zapewne na nią zagłosowała, mimo tego nieszczęsnego pomarańczu.

16 komentarzy:

  1. Ja właśnie w podejrzeniu o mały nakład złożyłam zamówienie na gildii od razu po wprowadzeniu manhwy do oferty, niestety wraz z różnymi preorderami więc sobie poczekam ;D. Akurat u mnie na plus zadziałał układ europejski i dosyć religijna rodzina, której zawsze będę mogła wcisnąć jako coś, co jednak mogą przeczytać i nie będzie im się to wydawało zbyt pokręcone.

    Nawet jeśli to druk cyfrowy to w sumie cud z tą ceną, z drugiej strony jednak mogą mieć jakieś zniżki, dofinansowania, licencja mogła nie być droga, ale częściowo pewnie miał wpływ na to brak chęci jakiegoś dużego zysku - czasem mam wrażenie, że to ciągłe podnoszenie cen jest głównie po to, żeby wydawnictwo mogło zarobić więcej, a te bajery na obwolutach, powiększone formaty, kolorowe strony to tylko wymówka. Zwłaszcza kiedy czytam, że cena jest wysoka, bo to niepopularny gatunek, a zaraz potem wydawnictwo twierdzi, że inne wydawnictwa wzięły z nich przykład, bo gatunek się dobrze sprzedaje to mam wątpliwości ;)

    Pozostaje mi czekać na moją paczkę z cierpliwośćią, ale już zacieram rączki, bo to rzeczywiście prawdziwa ciekawostka i nawet średnie tłumaczenie i typesetting mnie nie odstraszają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Licencja ich pewno praktycznie nic nie kosztowała, bo w Korei wydało to ich siostrzane wydawnictwo. Pewno jest tak piszesz z tymi zyskami. Ciekawe czy zauważyły nagły wzrost zainteresowania ostatnimi czasy ;)

      Nie no, wiadomo że ceny ogólnie idą w górę i rozumiem jeszcze, że można podnieść cenę. Gorzej jeżeli się ignoruje pytania na temat podwyżki :)

      Swoją drogą to jak ktoś nie boi się tak jak Otai, to manhwa wróciła do oferty bonito z dwoma dostępnymi egzemplarzami na chwilę w której to pisze http://bonito.pl/k-46976428-swieta-teresa-z-avila

      Usuń
  2. Jeśli chodzi o niską cenę, to ja tu węszę właśnie połaczenie braku opłaty licencyjnej z całkiem innymi cenami druku (bo skoro drukują jakieś broszury i książki o tematyce religijnej, to całkiem możliwe, że prowadzą swoją drukarnię albo korzystają z drukarni prowadzonej przez którąś z organizacji kościelnych - a to, wiadomo, opodatkowanie inne i ogólnie fajnie jest).
    Poza tym, gdyby druk był offsetowy i zrobiony na papierze kredowym, to komiks pewnie kosztowałby drugie tyle. A zakładając, że przeznaczony jest dla młodzieży - jak to w notce na końcu napisane - cena musiała być atrakcyjna.
    No i jest atrakcyjna.
    Na tyle, że zapaleni zbieracze komiksów wschodnich, nawet jeśli treść zupełnie im nie podeszła, i tak kupią, żeby mieć na półce.

    Mysz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W stopce redakcyjnej mają wpisaną tę drukarnię: http://www.drukarnia.kielce.pl

      Usuń
    2. Czyli moje podejrzenia są inwalidą (przynajmniej po części), choć przykładowe tytuły jakoś cały czas mnie skłaniają do tego, że jednak jakaś zniżka "kościelna" jest.

      Mysz.

      Usuń
    3. Wedlug mnie jest tak tanio bo to religijne wydawnictwo wiec raczej nie jest nastawione na zysk tylko na szerzenie wiary i dzielenie sie wiedza o swietych iwgle :p

      Usuń
  3. Twoja recenzja niemal w 100% pokrywa się z moimi odczuciami:). Do samego wydania nie mogę się przyczepić bo, pomijając tę nieszczęsną czcionkę, jest naprawdę ładne i na wysokim poziomie.

    Moja wiedza o żywotach świętych jest taka sama jak Twoja, czyli niemal zerowa;P. "Świętą Teresę" kupiłam z ciekawości. Fakt, za bardzo rozwleczono początki jej "kariery" jako zakonnicy, a potem "popędzono" zakończenie, jakby autorzy mieli jakiś limit stron. I ostatecznie się w nim nie zmieścili...

    Tłumaczenie przeszkadza w lekturze. Podejrzewam, że jakby wziął się za nie lepszy tłumacz, to i manhwa (paradoksalnie) zrobiłaby się "lepsza". To przykład, jak przekład potrafi zaszkodzić komiksowi. Ja męczyłam tomik chyba ze trzy dni (a tekstu tam nie ma jakoś bardzo dużo).

    A ten tekst o opieraniu głowy ("Nasz pan powiedział, że nawet nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć. W porównaniu z drogą, jaką szedł Jezus, to co robimy, to nic".) ja rozumiem tak: w porównaniu z ogromnym zmęczeniem (nie miał nawet czasu "oprzeć głowy" - pewnie chodzi o odpoczynek, drzemkę), jakiego doświadczył Jezus, praca zakonników to błahostka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezusie, Maryjo! Jaki kwiat tłumaczenia...

      Mysz.

      Usuń
  4. Te kwiaty na okładce to lilie, symbolizują czystość i niewinność. Jak święty nie ma ciekawszych atrybutów, to się go/ją przedstawia właśnie albo z liliami, albo z gałązką palmy, symbolizującą męczeństwo - któryś z tych wiechci do większości świętych będzie pasował :)

    Jestem jeszcze przed połową komiksu, straszny paździerz do czytania, w sumie tego się spodziewałam - te wszystkie historyjki biblijne, o świętych i historyczne wydawane w formie komiksu to zawsze edukacyjne nudy bez walorów rozrywkowych. Między innymi dlatego lubię chińskie bajki, bo nawet gdy są oparte na historii to są ciekawe. I też mi przeszkadza ten luźny język w tłumaczeniu - stylizacje w rodzaju albo Sienkiewicza albo hiszpańskich wtrąceń też byłyby nienaturalne, ale to teraz to kojarzy mi się z "książę znowu rysuje mangi" JPFu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, próbowałam szukać jaki mógłby być jej symbol, ale nie pomyślałam, że może to być coś uniwersalnego :)

      To Poniatowski nie rysował mang? :OOO Świat się kończy~~~ ;D

      Usuń
    2. Wielkie dzięki za przypomnienie o Poniatowskim i jego mangach, zawsze mnie to rozwalało na łopatki. xD

      Usuń
  5. Zamówiłam to, zwiodłaś mnie na pokuszenie. Brakowało mi na naszym rynku koreańskich manhw full color. Teraz nie mogę się już doczekać przyjścia przesyłki. Żywoty świetych, ale zawsze komiksowe zywoty swietych. Moja mama approved.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Manhwa o świętej nowym jabłkiem ;)

      Moja nie wie. Ciekawe czy chciałaby przeczytać~~ Muszę pamiętać, żeby kiedyś zaproponować.

      Usuń
  6. Przekonałaś mnie do kupna. :)

    A jeśli chodzi o świętych, to z tego co pamiętam, to za czasów JPII ten tytuł nadano także zwykłej kobiecie (Włoszce), która miała sporą gromadkę dzieci i poświęciła dla nich swoje życie. Żadnego cudu nie uczyniła, ale jeśli mnie pamięć nie myli, to JPII podkreślał, że zwykli ludzie również mogą zostać świętymi, jeśli dają swoim pobożnym życiem przykład innym. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie, cud był potrzebny i takowyż był - za pośrednictwem modlitwy o wstawiennictwo tej kobiety po jej śmierci. Co do samej recenzji, to zgadzam się, że niektóre fragmenty były za bardzo "po łebkach", a zakończenie mogło być lepsze. Jednak ogólnie jestem zadowolona, przyjemnie się czytało (nawet mimo tych okropnych czcionek). PS do Ajszy - w tym kontekście "Kościół katolicki" powinno być z dużej listery, bo "kościół katolicki" z małej oznacza budynek należący do tego obrządku. Słowo "Biblia" także piszemy z dużej, tak samo zresztą jak "Koran" czy "Talmud". ;P

      Usuń