sobota, 23 maja 2015

[recenzja]Przyjaciółki

Miało tu być o czymś innym (choć nie miałam jeszcze pomysłu), jednak zostało to przyćmione przez wieść iż Anime Eden zapowiedziało wydanie Sailor Moon R – Czarodziejka z Księżyca: Film kinowy. Automatycznie nasuwa mi się pytanie - czy wydawanie anime w ogóle jest opłacalne? Nie wróżę jakoś kokosów...

Z innej beczki: cały czas nie mogę się nadziwić co Japończycy widzą w połączeniu koloru różowego z zielenią... (patrz w lewo).

A teraz recenzja:


Eiko, w przeciwieństwie do swojej przyjaciółki Moe, piękności, za którą wszyscy się oglądają, nie rzuca się w oczy i jest nieśmiała. Dziewczyny różnią się od siebie, lecz łączy je wyjątkowa więź. Wielu chłopaków podrywa Moe, jednak ona zawsze stawia jeden warunek: "Masz dbać o Eiko bardziej niż o mnie". I, o dziwo, pojawia się ktoś kto na to przystaje - ma na imię Tsuchida. Co w zaistniałej sytuacji zrobi Eiko?

Za górami, za lasami żyły sobie dwie przyjaciółki. Jedna ładna, druga brzydka (tudzież przeciętna). Robiły wszystko razem od dawien dawna i wydawało by się, że nic nie zniszczy ich przyjaźni. Jednak dziewczęta dorosły, zaczęły się interesować płcią przeciwną - i tu pojawił się problem. Pierwsza z nich znalazła sobie chłopaka i zamiast na wypady z przyjaciółką - szła na randki. Czasem ją zapraszała gdzieś na wyjścia we trójkę, ale jak nie od dziś wiadomo - to już tłum. Dziewczęta co raz bardziej oddalały się od siebie, aby ostatecznie stać się jedynie koleżankami, na które czasem się wpada, zamienia kilka słów, a może nawet udaje, że nie zna. Brzmi znajomo? Nie dziwne, skoro można zauważyć sporo takich historii wokół nas. A może nawet same przeżyłyście coś podobnego?

W opisywanej jednotomówce, Kazune Kawahara, autorka scenariusza, próbuje pokazać co by się stało, gdyby zmienić jeden z elementów w tej układance - ta "ładna" kategorycznie sprzeciwia się jakiejkolwiek alienacji "brzydkiej", siłą zaciąga ją na wszelkie randki, każe się nią opiekować i ogólnie więcej czasu poświęca swej przyjaciółce, niż chłopakowi. Już na wstępie stawia sprawę jasno - dla niej ważniejsza jest przyjaźń niż on. Oczywiście taka postawa spotyka się z zaskoczeniem, sprzeciwem, potencjalnym wybrańcom niezbyt podoba się taki stan rzeczy. Ale zdarzają się przecież wyjątki od reguły - Tsuchida zgadza się na warunki Moe.

Chłopakowi bardzo podoba się jego ukochana i ze spokojem przyjmuje Eiko w pakiecie. Wydaje się, że nie ma z tym najmniejszych problemów, również Moe zachowuje się bardzo swobodnie. Jednak co na to ta "brzydsza"? Tej nieśmiałej, wiecznie przepraszającej dziewczynie owa sytuacja jest zupełnie nie na rękę - czuje się niezbyt komfortowo jako "trzecie koło" i co rusz wymyśla jakieś wymówki, aby wykręcić się z tych spotkań. Za którymś razem gdy Moe i Tsuchida są tête-à-tête wychodzi "straszliwa prawda" - chłopak przyznaje, że cieszy się iż są sami. Nie był to zbyt dobry ruch z jego strony - zostaje momentalnie rzucony, czym jest mocno załamany. Wówczas na scenę naszej historii wkracza Narugami - przyjaciel porzuconego, który zaczyna obserwować nasze główne bohaterki i dokuczać pasywno-agresywnie Eiko, którą obwinił za całą tę sytuację.

Warunek Moe może wydawać się dziwny. Miły, zrozumiały, ale wciąż dziwny. Zwłaszcza, widząc jak kurczowo i dosłownie się go trzyma. Rozumiem, że dziewczyna pragnie nadal przyjaźnić się z jedyną osobą, która ją z miejsca zaakceptowała i jest jej niezmiernie oddana. Jednak w którymś momencie, zaczęło to wyglądać jakby zaraz ta opowieść miała przekształcić się w jakieś shoujo-ai... Nie kupiłam tego zachowania Moe, uważam iż powinna trochę odpuścić - nie rezygnować ani z przyjaźni i miłości, tylko z wyczuciem balansować pomiędzy jednym, a drugim.

Recenzowana historia się głównie na bohaterach, ich charakterach oraz relacjach pomiędzy nimi. Najciekawszą postacią wydaje się być Moe, piękność z charakterkiem. Ludzie patrząc się na jej anielską twarz, myślą, że wnętrze ma takie same. Jednak gdy dziewczyna otwiera usta - wychodzi szydło z worka. A dokładnie - prawda, niczym nie zawoalowana, złagodzona, prosto z mostu rzucone słowa, które mogą zranić, choć nie są wypowiedziane w złej wierze. Przez swoje zachowanie zawsze miała problemy ze zbliżeniem się do ludzi i dopiero Eiko w pełni zaakceptowała ją całą taką jaką jest. Dlatego teraz jest super opiekuńcza względem swej przyjaciółki i stawia jej szczęście powyżej swojego. Równocześnie to osoba która lubi narzucać innym swoje zdanie i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Eiko stanowi jej przeciwieństwo - to przeciętne z wyglądu, nie umiejące odmówić i postawić się innym, dziewczę. Jej ulubionym słowem jest "przepraszam", którego nagminnie nadużywa, także w sytuacjach, gdy to druga strona winna go użyć. Szczerze mówiąc - ma ona szczęście mając taką przyjaciółkę, gdyż jest typową ofiarą, nad którą niektórzy chętnie by się nieźle poznęcali. I to właśnie robi Narugami, który specjalnie lekko dokucza dziewczynie i patrzy na jej reakcje. Nie uzyskuje tego co by chciał, za to zaczyna być nią coraz bardziej zainteresowany. Jednak mimo tego złego początkowego wrażenia, wydaje się być dobrą osobą, której zależy na ludziach, przyjaciołach - z czego bierze się jego początkowo niezbyt miłe zachowanie. O czwartym bohaterze - Tsuchidzie, nie można powiedzieć wiele więcej oprócz tego, że lubi się emować i to siebie obwinia o zerwanie z Moe.

Cała historia wymienionej powyżej czwórki zajmuje trzy rozdziały, razem około 190 stron. Co ciekawe, każda odsłona jest opowiadana z perspektywy innego bohatera - wpierw Eiko, potem Narugamiego, a w najdłuższym chapterze to Moe oprowadza nas po świecie. Ciekawy zabieg, mający nam przedstawić dokładniej myśli i postawę każdej z postaci. Ale to jeszcze nie koniec - normalnie tom by się już skończył, tutaj w Przyjaciółkach dostaliśmy jeszcze ponad trzydziestostronnicowego one-shota. Opowiada on o Miwako, która została poproszona przez swoją koleżankę, aby śledziła jej chłopaka, którego podejrzewa o zdradę. Dziewczyna ma dobre serduszko, więc, niechętnie, ale zgadza się. Idzie więc któregoś dnia pod szkołę delikwenta i gdy zaczyna zanim podążać, nagle woła ją po imieniu jakiś uczeń. Okazuje się on być kolegą śledzonego, który postanawia towarzyszyć naszej bohaterce w wyprawie. Kim jest ten chłopak i skąd Miwako go kojarzy, choć go kompletnie nie zna? Całość jest dość zgrabna, może nie jest to historia wysokich lotów, jednak czyta się nawet przyjemnie. Za to bardzo nie spodobało mi się rozwiązanie sytuacji zdradzającego i zdradzanej... Bez przesady dziewczyno... Na końcu tomu dostajemy jeszcze osiem stron odautorskich notatek, stronę wydawniczą oraz cztery kartki reklam (dawno tylu nie widziałam).

Nad Przyjaciółkami pracował duet Kazune Kawahara (scenariusz) oraz Aiji Yamakawa (rysunki). Ta pierwsza to weteranka sceny mangowej, którą znać można z takich tytułów jak Koukou Debut (dobry tytuł, choć psuje się po jakimś czasie), Aozora Yell, jest również odpowiedzialna za świetną historię w Ore Monogatari. Natomiast drugiej z artystek kompletnie nie znam, a tworzy też długo - ponad 10 lat. W jej portfolio nie ma zbytnich hitów, kilka krótkich mang. Co ciekawe, jak wynika z zapisków załączonych na końcu tomu - kobiety nie spotkały się ani razu podczas tworzenia recenzowanego dzieła. Jak dla mnie to trochę dziwne, gdyż osobiście wolę porozmawiać twarzą w twarz. Kawahara dostarczała bardzo szczątkowe szkice z dialogami, natomiast Yamakawa rysowała całość. Jej postacie są szczuplutkie, nieco karykaturalne, mało bishowate jak na shoujo (Moe nie wygląda na jakąś cudną piękność). Prezentuje styl jaki określam słowem "luzacki". Zdarzają się błędy w proporcjach, "brzydkie mordy", dziwne pozy przybierane przez bohaterów. Tła są mało wypełnione - zarówno rysunkami, jak i rastrami. Przejścia pomiędzy kadrami są w porządku, choć czasem zdarzają się jakieś "szarpnięcia" przez co nie jest bardzo płynnie. Tym co mi się bardzo spodobało to fakt iż Eiko zmieniała co chwilę fryzurę - zazwyczaj w mangach postacie przybierają tylko jedną określoną (by ich nie mylić, zapewne). Mimo wymienionych powyżej wad, rysunki Aiji Yamakawy mają swój urok i dziwnie pasują do tej opowieści.

Przyjaciółki, podobnie jak jej jednotomowe poprzedniczki, są dużego formatu 135x195mm. Gruby tomik (ma ponad 250 stron) opina błyszcząca obwoluta na którym znajdziemy jeden duży rysunek przedstawiający scenkę ze szkoły naszych bohaterów. Na przodzie Eiko i Moe robią sobie zdjęcie przed klasą, nad nimi mamy pod kątem tytuł, pisany prostą, czarną czcionką (z mało rzucającym się podtytułem The secret of friendship, który nigdzie nie był przez Waneko promowany), na dole wypisane są autorki. Grzbiet jest biały, zawiera wszelkie podstawowe informacje, loga oraz obrazek z naszymi bohaterkami (który sprawia, że tytuł jest strasznie wysoko). Tył to męska część "załogi", oraz dwie dziewczyny, które gdzieś tam przewijały się w tle, opis fabuły, cena, ISBN, kod kreskowy i logo. Na skrzydełkach możemy odnaleźć "resztki" głównej ilustracji, a na lewym dodatkowo kilka słów od autorek. Pod obwolutą znajdziemy czarno-biały tom - z przodu mamy dziewczyny, z tyłu chłopaków.

Tom otwiera się łatwo, marginesy wewnętrzne są dobrze skrojone. Papier jest biały, niefalujący, prześwitujący (a że sporo jest białego tła, to...). Numeracja stron jest, choć nie jakoś szczególnie często, ale też nie i rzadko. Jeśli były ucinane kadry to w taki sposób, że nie widać tego na pierwszy rzut oka. Pierwsze strony mangi były kiedyś wyraźnie kolorowe - szkoda, że w polskiej wersji są czarno-białe. Większych uchybień w druku nie zauważyłam, ot tylko jakieś mini białe kropeczki czy cuś.

Główna czcionka użyta w Przyjaciółkach to bezszeryfowy font pisany, nieco podobny do tego, który został użyty w Na dzień przed ślubem. "Myślowa" jest identyczna (albo bardzo, bardzo podobna) tylko pogrubiona. Dość prosta, przyjemna, pasująca do tego tytułu. Nieliczne onomatopeje zostały w całości wymazane i zastąpione polskimi odpowiednikami. Z zauważonych błędów? mamy na 86 stronie puste dymki, choć możliwe, że były już takie w japońskiej wersji.

Tomik przetłumaczony został przez Magdalenę Rokitę, którą ostatnio widzieliśmy w Time Killers. Postacie mówią całkiem naturalnym językiem, od czasu do czasu napotykamy jakieś "młodzieżowe" zwroty, nie za często i nie jakoś bardzo rażąco. Z zauważonych przeze mnie potknięć wyróżniłabym: brak określenia o jakiego agenta chodzi (str. 4), brak sformułowania "do niej" (str. 49), niezbyt ładne "Po prosty powiedział, żeby coś zjeść po szkole", także tekst na środku 196 strony według mnie trochę dziwnie brzmi. A na 96 stronie mamy chyba pomyłkę w imionach - to Eiko powinna być króliczkiem, a Moe panterą.

Jak ten czas leci... Minął już rok od kiedy zainaugurowana została seria "Jednotomówki Waneko". Tym samym można zrobić jakieś małe podsumowanie. Do tej pory wyszły dwa shoujce, jeden shoujo-ai, jeden josei i jeden shouneno-shoujec. Czyli ukazały się tytuły raczej skierowane do żeńskiej publiczności, przez co duża grupa odbiorców może być rozczarowana. Na szczęście, zapowiedziane są Tsumitsuki i Bradherley no Basha, które zdecydowanie się różnią od dotychczasowych jednotomówek. Przez ten rok czasu wydawnictwo miało szansę dowiedzieć się czy czytelnikom podobają się takie krótkie formy komiksowe. Zwiększenie częstotliwości cyklu skłania mnie do wniosku, że tak, spodobało się. W Japonii wychodzi mnóstwo jednotomowych mang. Są one dobre do poczytania na raz, ich poziom jest oczywiście bardzo różny. Jako że u nas mamy szansę jedynie na ułamek z nich, powinno wybierać się te co lepsze. Czy do takich zaliczają się Przyjaciółki? Na pewno mają ciekawą fabułę, nieco dziwną, niezbyt spotkaną, dzięki czemu wyróżniają się na tle wielu sztampowych shoujców, zarówno podejściem do tematu, jak i bohaterami. Ciekawe, czy Waneko po skończeniu Ścieżek Młodości zdecyduje się na Ore Monogatari od Kazune Kawahary...



Mangę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko.

6 komentarzy:

  1. Sprawdziłem z ciekawości te dymki i na skanach też ich nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  2. Recenzja jak zwykle ciekawa i wyczerpująca:). Ja mam odmienne zdanie co do "Przyjaciółek". Nie jest to może najnudniejsza rzecz, jaką czytałam ale mangę musiałam "męczyć"... Była nudna i denerwująca. Dziewczyny nie wzbudziły mojej sympatii. Jedna to typowy przykład ofiary, a druga to lubiąca narzucać innym własne zdanie księżniczka:/. No i ten głupi pomysł żeby ciągnąć przyjaciółkę ze sobą wszędzie - nawet na randki. Niby rozumiem jej motywację (jak już ta kwestia została wyjaśniona) ale nie przekonuje mnie ona. Mam wrażenie, że Eiko była przez Moe zwyczajnie osaczona. Najnormalniejszy z nich wszystkich był Narugami.
    Za to opowiadanie dodatkowe było całkiem sympatyczne. Też nic specjalnego ale miło się czytało.

    I taki drobiazg: w posłowiu pani Kawahara pisze "wielka szkoda, że nie miałam okazji poznać pani Yamakawy". A w notce od pani Yamakawy wspomina ona, że spotkała Kawaharę na przyjęciu promocyjnym i wówczas wymieniły uprzejmości. Trochę głupio wyszło, że jedna drugiej nie pamięta;P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Kawaharze chodziło o poznanie Yamakawy podczas tworzenia komiksu...
      Z drugiej strony, może próbuję jakoś to sobie wytłumaczyć na chłopski rozum...?

      Mysz.

      Usuń
  3. Dobra recenzja :)
    Przeczytalam na szybko, wstyd przyznac, w empiku - chcialam tylko przejrzec, a mnie wciagnelo. Na szczescie mam wspaniale reading-jutsu, ktore budzi zdumienie wsrod mangowego swiata, bo manga po moim przeczytaniu wyglada tak, jakby nigdy czytana nie byla.
    W sumie zakonczenie pozostawilo jak dla mnie niedosyt, ale ladne wydanie, bohater wybierajacy dziewczyne, ktora nie jest pieknoscia - mamy plusy! A dla mnie najwiekszym jest to, ze Przyjaciolki wraz z Na dzien przed slubem moga powoli zaczac otwierac furtke psychologicznym jednotomowkom. Moze doczekamy sie kiedys takiego Coelacanth, X-Day (mozna wydac 2w1), fetish lub czegos Yumeki Sumomo... Ale to chyba tylko ja mam deficyt school psycho, gore i joseicow.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi akurat kreska, szkicowość, ilość teł i równowaga między tym wszystkim przypadły do gustu bardziej niż mangi napakowane dużą ilością szczegółów :D

    OdpowiedzUsuń