niedziela, 27 września 2015

[recenzja]Dziewczyny z ruin

Praktycznie od początku istnienia tego bloga (czyli na tę chwilę od grubo ponad dwóch lat) niezmiennie pozostaje te samo logo na górze. Czy ktoś z Was wie czyja jest grafika po lewej stronie? Na pewno możecie się obecnie domyślać, jednak ile z Was słyszało o Tsukiji Nao przed ogłoszeniem wydania Dziewczyn z ruin? Osobiście uwielbiam jej niezwykłe ilustracje, dlatego byłam wniebowzięta gdy Waneko zdecydowało się na opublikowanie jednej z moich propozycji od tej mangaczki i mam nadzieję, że na tym nie poprzestaną. Marzy mi się artbook +_+


Stare ruiny fabryki... Dziewczyna porywająca swoją przyjaciółkę... Układające się w całość szczątki wspomnień... Co takiego czai się na końcu labiryntu? Oto zbiór czterech fantastycznych opowieści nieprzeciętnej wizualistki, w których panuje rozkład, a wspólną scenografią są ruiny.

Na recenzowany dzisiaj tomik składają się cztery, mniej więcej równej długości oneshoty. Trzy pierwsze są poważniejsze, natomiast w ostatnim wprowadzone zostały elementy komediowe. Przekrój tematyczny jest różny, a tym co je łączy są pełne dziwów różne ruiny starych zabudowań.

Pierwsza historia, tytułowe Dziewczyny z ruin opowiada o Toge, która kilka lat temu została porwana i uwięziona przez nieznajomego mężczyznę w starej, zrujnowanej fabryce. Niewiele pamięta z tego wydarzenia i nawet nie próbuje sobie tego przypomnieć. Jednak ludzie wokół nie zapomnieli - ciągle o niej plotkują. Jej najbliższa przyjaciółka - Momoka od dziecka była słabego zdrowia dziwaczką, jednak nie przeszkadzało to im się normalnie kolegować. Któregoś dnia jednak robi coś niespodziewanego - ogłusza Toge i więzi ją łańcuchem w miejscu, gdzie była ona niegdyś przetrzymywana. Zakłada również ładunki wybuchowe, które odpalone zostaną za trzy dni - do tego czasu jej więźniarka ma odnaleźć miejsce w którym niegdyś coś upuściła. Dziewczyna jest początkowo zszokowana tym obrotem sprawy, jednak wyrusza na poszukiwania... no właśnie, czego dokładnie? Jak znaleźć coś czego się nie pamięta? Toge będzie musiała sięgnąć wgłąb swych traumatycznych wspomnień, aby odnaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji i odpowiedź na pytanie, co tak naprawdę wydarzyło się podczas jej poprzedniej niewoli?

Człowiek, który widział muzykę to opowieść o starszym panu, nauczycielu gry na organach, pracującym w szkole muzycznej, który dziwnym trafem zaczął mieć niepokojące zjawy. Muzyka grana na instrumentach w jego oczach przekształcała się w różne stwory, piękne kobiety, ryby, potwory, diabły. Większość z nich wygląda przerażająco i goni naszego nieboraka, który dla postronnych wygląda jak wariat. Aby uwolnić się od tego koszmaru - Sumida udaje się na poszukiwanie pewnego młodzieńca, którego podejrzewa o "nadanie" mu tej zdolności. Oczywiście cała ta sprawa nie jest taka prosta, będzie musiał sięgnąć daleko wstecz swego życia, aby przywrócić wszystko do normalności.

Tytułowa bohaterka Dziewczyny z szuflady to Kozue, młoda dziewoja, cierpiąca na dziwną chorobę, przez którą jedynym miejscem w którym czuje się bezpiecznie jest szuflada. Przez długi czas przychodził do niej lekarz, jednak dwa miesiące temu niespodziewanie przestał. Opowieść rozpoczyna się w momencie, gdy bohaterka odnajduje, z wyglądu identycznego, bliźniaka swojego doktora. Toru, bo tak ma on na imię, zaczyna grać rolę brata, który zmarł tydzień wcześniej i został znaleziony w szufladzie komody ze zawiązanymi oczami. Ten miłośnik dioram, który nigdy nic specjalnego nie osiągnął w życiu, chce poznać prawdę o swym bracie i jego śmierci, a także fascynującej go niezwykłej szufladowej kobietce.

Bohaterem ostatniego one-shota Wzgórze kapeluszy jest Thoma, słynny kapelusznik, który robi zawrotną karierę. Mieszka w kraju w którym nakrycia głowy są bardzo ważne i są wyznacznikiem statusu. Jego strojne dzieła niezwykle podobają się wyższym klasom, więc nie dziwne, że któregoś dnia zostaje wezwany do króla, aby zaprojektować dla niego przybranie na coroczny festiwal. Wielce uradowany tym mężczyzna, bierze ze sobą swą pomocnicę Dolchellę i wozem udają się w stronę pałacu. Jednak los chciał inaczej - zatopiony we wspomnieniach o swojej matce, Thoma gubi drogą i nasza para ląduje w "Ruinach bez granic". Zostają tam uwięzieni, a jedynym sposobem na wydostanie jest powrót do korzeni na "ścieżce kapelusznictwa" głównego bohatera.

Każdą z tych historii łączą nie tylko ruiny - niezwykle ważna jest również przeszłość, wspomnienia, poszukiwanie prawdziwego siebie. Aby odnaleźć swoje zakończenie, bohaterowie muszą zmierzyć się ze sobą, swymi wyborami, historią. Umiejscowieni są w niezidentyfikowanych czasach, miejscach, gdzie to co nam by wydawało się dziwne, jest tam zupełnie normalne. Surrealistyczne opowieści są jednocześnie jakże uniwersalne. Pokazują jak wielki wpływ mogą na ludzi mieć różne decyzje, które podejmujemy pod wpływem chwili, a potem się trzymamy ich i nie chcemy puścić. Warto czasem odpuścić, zastanowić się - czy ścieżka którą podążamy, jest na pewno słuszna? Czy nie bylibyśmy szczęśliwsi robiąc co innego? (A może wyszukuję za dużo w tych opowieściach? Może są tylko czystą rozrywką?)

Jak to zazwyczaj bywa w takich zbiorkach pojedynczych opowieści - dostaliśmy wielu bohaterów z którymi zdołaliśmy się jedynie lekko zapoznać. Resztę ich charakter, upodobań, życia musimy sobie (bądź nie, jeśli nie chcemy) dopowiedzieć. Część jest bardziej ciekawa, część mniej, jednak każdy z nich jest jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. Największym zaskoczeniem jest, oczywiście, zrobienie główną postacią shoujowatego one-shota starszego pana. Takie rzeczy tylko u Tsukiji Nao? :)

Na temat kreski mangaczki odpowiedzialnej za recenzowany tomik można by długo mówić. Na pewno jej styl jest bardzo ciekawy, charakterystyczny i wyjątkowy. Same postacie są zazwyczaj szczuplutkie, ładne, okrągłe na twarzy z dużymi oczami (z wyjątkami dla pobocznych bohaterów, tudzież starszych panów). Uwielbiają nosić buty na obcasach, wyginać ciało w charakterystyczny, nieco erotyczny sposób, panowie są bardzo kobiecy, niekiedy bez koszuli i z nisko opuszczonymi spodniami w pasie. Jednak siłą jej rysunków nie są ludzie, a wszystko wokół - fantazyjne ubiory, budynki, tła. Czasem dziwaczne, przesadzone, surrealistyczne, groteskowe. Obok kartek gdy otrzymujemy zwykłe, prostokątne kadry, dostajemy takie na których mamy okrągłe, fantazyjnie zdobione. Tła są bardzo mieszane - mamy zarówno białe, lekko rastrowe, ale także takie mocno rozbudowane, niezwykle szczegółowe, wymyślne. Widać, że w niektóre, starannie wykonane rysunki mangaczka musiała włożyć mnóstwo pracy i chwała jej za to - tę ucztę dla oczu. Niestety nie obywa się bez małego minusa w postaci komediowych wstawek, zbyt komediowo karykaturalnych jak na mój gust.

Część na temat wydania Dziewczyn z ruin mogłabym w dużej części z powodzeniem przekopiować z recenzji jakiejś innej "Jednotomówki Waneko". Wydawnictwo to jest wyjątkowo nudne pod tym względem, a przynajmniej ostatnio. Chociaż nie, jest jeden element z którym spotkałam się po raz pierwszy - prześwitująca z tyłu obwoluta! Widać przez nią kadry historyjki znajdującej się na tomiku. Ale od początku: manga wydana została w największym wanekowym formacie, z matową obwolutą, na której przodu mamy obrazek z głównymi bohaterkami tytułowej opowieści. Ładnie wkomponowany tytuł (chociaż można było trochę go jeszcze dopieścić - np. "Dz" też zrobić beżowe), natomiast autorka jest jakaś za prosta, za dziwnie położona. Ilustracja ciągnie się jeszcze na grzbiecie (tutaj napisy wyglądają znacznie gorzej, proporcje są jakby zaburzone pomiędzy nimi) i jeszcze na kawałku tyłu. Gdzie oprócz wspomnianych już prześwitów, znajdziemy również kolejną, nieco bardziej surrealistyczną ilustrację, opis fabuły, logo, isbn, cenę i kod kreskowy. Na skrzydełkach znajdziemy resztki obrazków "zewnętrznych" oraz ponownie nasze bohaterki uzbrojone w siekiery (niestety wyglądają one jakby były ucięte). Sam tomik jest biało brązowy i znajduje się na nim komiksowe posłowie autorki, które należy przeczytać po lekturze zawartości.

Wolumin otwiera się dość opornie, przez co nieco bolały mnie ręce podczas lektury. Marginesy wewnętrzne są prawie idealne, choć mogłyby być ociupinkę większe. W środku pierwsza kartka jest kolorowa, zadrukowana na dość grubym papierze, z przodu gładkim, a z tyłu nieco szorstkim. Dalej już mamy bieluśkie, prześwitujące strony, w większości z dobrym drukiem o odpowiednim nasyceniu czerni. Jednak od czasu do czasu pojawiają się nieco dziwnie bledsze strony, które teoretycznie mogły być w ten sposób narysowane, ale ciężko dokładnie mi to stwierdzić. Numeracji praktycznie brak.

Główne czcionki - dialogowe, "myślowe" i inne to znane już, widziane wcześniej fonty. Nie są one typowe, proste, jednak równocześnie nie przekombinowane czy super ozdobne - ogólnie pasują do tej mangi. Niestety jest też wpadka - pomiędzy trzecim a czwartym rozdziałem jest długi tekst odautorski pisany małą, cieniutką, wyszukaną czcionką, którą ledwo da się czytać. Nie mam problemów ze wzrokiem, jednak tym razem musiałam trzymać tomik bliżej oczu niż zazwyczaj. Ponadto część onomatopei mi się nie podobała, jakoś takie za duże bywały, nie komponowały się najlepiej z otoczeniem.

Za tłumaczenie tej jednotomówki kolejny raz była odpowiedzialna Magdalena Rokita. Generalnie było wszystko w porządku, czytało mi się płynnie, bez zgrzytów, chociaż od czasu do czasu wprowadziłabym jakieś kosmetyczne zmiany, nic wielkiego. Zastanowiła mnie jedynie pewna onomatopeja - "PLAM" na 48 stronie... Błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i literówek nie zauważyłam.

Prace Tsukiji Nao są specyficzne. Nie każdemu mogą przypaść do gustu, jednak nawet takie osoby muszą chyba przyznać, że jej rysunki robią wrażenie - pomysłem, wyobrażeniem, wykonaniem. Do tego niesztampowe historie i mamy ciekawą mieszankę, po którą można sięgnąć, szukając czegoś innego niż to, co zazwyczaj oferują nam polskie wydawnictwa.

5 komentarzy:

  1. Nastawiałam się przy tej mandze tylko na rozrywkę wizualną, ale prawda jest taka, że i pod względem fabuły te krótkie historyjki naprawdę przypadły mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę i mam nadzieję, że popierasz teraz pomysł na wydanie kolejnego zbiorku tej autorki ;P

      Usuń
    2. A bardzo popieram wydania od niej czegokolwiek teraz... kiedyś zastanawiałam się nad jej artbookiem, ale że jeszcze nie znałam, to wzięłam sobie CLAMPowy, ale kto wie, co mi na święta albo urodziny w lutym strzeli do łba.

      Usuń
  2. Też bym chciała artbook tej pani, bo słyszałam, że jej mangi fabularnie to straszny paździerz. Ale rysunki są wieczne, więc Dziewczyny kupiłam, aczkolwiek jeszcze nie przeczytałam :3
    Zaskoczyło mnie trochę, że tomik jest taki cienki, zazwyczaj zbiory one-shotów są nieco grubsze, przynajmniej te, z którymi dotychczas miałam do czynienia.
    No ale nie będę narzekać nawet jeśli fabuła okażde się najgorsza, bo już przejrzałam i rysunki są w dechę i jeśli chodzi o tę panią, to to się najbardziej liczy :3
    Chociaż, w sumie, jej artbooki nie są aż tak drogie na CDJapan, hmmm....

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak jakoś rysunki Tsukiji Nao wydały mi się znajome przy lekturze, a to przez Twój nagłówek na blogu, w końcu zagadka się rozwiązała spod czyjej ręki wyszedł ten obrazek :P
    Ja się trochę wyłamię i napiszę, że Dziewczyny z ruin średnio mi się podobały, owszem wizualnie jest to uczta dla oczu, ale fabularnie już gorzej. Cały czas miałam wrażenie, że historie są tylko pretekstem do narysowania wymyślnych ruin i innych pięknych grafik. Może to przez to, że historie były takie krótkie, bohaterowie nie mogli się wykazać i zostali przyćmieni przez rysunki.

    OdpowiedzUsuń