sobota, 5 września 2015

[recenzja]Uśmiech Kanoko tom 1

Nawet nie chcę sprawdzać kiedy była premiera tej mangi. Dawno, dawno temu, zapewne. Jakoś tak ostatnio późno dochodzą do mnie nowości... ~~ To moja wina, bo czekałam aż uzbiera się trochę tytułów do paczki, zamiast zamówić prenumeratę. Ale ogólnie to recenzja powstała błyskawicznie, jak na mnie. Znaczy się, kiedyś w jeden dzień potrafiłam skrobnąć, ale wiecie... życie, starość i tym podobne. Przy czym nie jest wesoło, oj nie. Dlatego miło było odprężyć przy się komedii. Czy dobrej, zapytacie? Oto (przydługa) odpowiedź:


Kanoko Naedoko chodzi do trzeciej klasy gimnazjum, uparcie nie chce mieć przyjaciół, a czas spędza wyłącznie we własnym towarzystwie. Wszystko po to, aby móc w spokoju oddać sie swojej największej pasji - wnikliwej obserwacji świata! Trójkącik miłosny, romans nauczyciela z uczennicą, pełen zdrady i zawiści świat młodych dziewczyn... Jako obserwator doskonały Kanoko rozbierze na części pierwsze nawet najbardziej skomplikowane ludzkie relacje!

W swoim życiu człowiek należy do pewnych społeczności, grup. Niekiedy przystępuje do nich z premedytacją, do niektórych zostaje zmuszony - naczelnym przykładem jest szkoła, klasa. Poruszanie się w jej obrębie nie jest taką prostą sprawą - jeden zły ruch, słowo, może skazać Cię nawet na banicję, a że człowiek jest istotą stadną - większość obawia się tego. Jednak zdarzają się i tacy, co celowo ustawiają się poza grupą - z różnych powodów. Takim dobrowolnym banitą jest Kanoko Naedoko, główna bohaterka opisywanego tutaj tytułu. Co skłoniło tę nastolatkę do takiego zachowania? Jej pasją jest obserwowanie ludzi i notowanie ich zachowań w ukochanym zeszyciku, zwanym kapownikiem. Monitoruje ogólnie całą klasę, lecz najczęściej skupia się na wybranych jednostkach, które szczególnie ją zainteresują. Zapełniając stronę po stronę, chichocze pod nosem, śmiejąc się ze swoich kolegów i koleżanek.

Pierwszymi obiektami jakie "wybrała" sobie Kanoko to największy szkolny przystojniak Tsubaki, zakochana w nim Hanai (najładniejsza dziewczyna w szkole) i zadurzony w niej Natsukusa (numer dwa wśród chłopaków). Interakcje pomiędzy tą trójką przynoszą wiele radości naszej bohaterce, która dość przypadkowo zostaje zaangażowna w ich przyjaźń. Po raz pierwszy dziewczyna zadaje sobie pytanie, czy aby na pewno chce zawsze stać tylko z boku, czy nie lepiej jednak być w centrum wydarzeń? I wydawałoby się, że to już koniec, nasza dziewoja się poddała i zmieniła się o 180 stopni. Na szczęście (zależy dla kogo) przenosi sie do innej szkoły, gdzie zabawa zaczyna się od początku! Tym razem "person of interest" zostaje Marine. Z pozoru milutka, zawsze uśmiechnięta, pomocna dziewczyna, a także wychowawca klasy, którego fasada skrywa niezbyt ciekawe wnętrze. Gdy Kanoko upora się z tą dwójką (z drobną pomocą Tsubakiego), los rzuca ją do kolejnej szkoły, a potem do jeszcze jednej. Dopiero w ostatnim rozdziale możemy nieco odetchnąć od tej karuzeli - dziewczyna udaje się na festiwal szkolny do swojej starej "budy". Z jednej strony dzięki takiemu zabiegowi nie mamy drugiego GTO, gdzie co chwila wyskakują jak króliki z kapelusza kolejne osoby z kolejnymi problemami, lecz z drugiej strony - kto tyle razy zmienia szkoły w tak krótkim czasie?

Każdy rozdział (oprócz piątego) rozgrywa się według podobnego schematu - główna bohaterka zaczyna obserwować "wybrańców", w jakiś sposób zostaje zaangażowana w ich relacje, potem następuje mniej lub bardziej szczęśliwy koniec (w zależności od osoby). Każda sprawa jest inna, jednak nie wolna od znanych schematów - trójkącik, związek nauczyciel-uczennica, alienacja po "błędzie" itd. Na całe szczęście, "obiekty" często przełamują stereotypy i dzięki temu jest znacznie ciekawiej. Wszystko podane jest w konwencji komedii, która jest wielką podporą (jak nie sensem) tej całej historii. Jeśli dobrze zrozumiałam - to w kolejnych tomach będziemy raczeni tym samym zjawiskiem ciągle przenoszącej się Kanoko. A że cała manga liczy zaledwie trzy tomy, jest spore prawdopodobieństwo iż autorce starczyło pomysłów na różnorodne historyjki. Prawie jakbyśmy czytali zbiór one-shotów.

Główna bohaterka to ciemnowłosa okularnica-złośnica, wredota o zaskakująco miękkim sercu. Z jednej strony powie ci coś niemiłego na odczepnego, a z drugiej pomoże, choć niekiedy nie bez "zachęty". Chichocze nad swym kapownikiem, jednak nie skrzywdzi cię specjalnie. Rozmyślnie alienuje się od reszty towarzystwa, a jednak w jakiś zaskakujący sposób - przyciąga innych. To ona jest źródłem większości komediowych wstawek w tej historii. Ze względu na specyfikę tej mangi, pozostałe postacie są głównie epizodyczne, oprócz Tsubakiego, który pojawia się czasem, aby wspomóc naszą heroinę w jej misternych knowaniach. Z charakteru wydaje się być nieco złośliwy, od czasu do czasu wbijający szpile, bądź też mówiący wprost niezbyt miłe rzeczy. Swój pozna swego, że tak powiem. Z innych bardziej stałych gości na kartach tej opowieści można wymienić matkę i siostrę głównej bohaterki, o których niewiele można wspomnieć oprócz tego, że jej rodzicielka próbuje ją przekonać do porzucenia ścieżki "obserwatora doskonałego".

Szczerze mówiąc kupiłam ten tom pod wpływem dobrych opinii, nie przeczytawszy wcześniej ani jednej strony. Jedynie opis, ale jak widać niezbyt dokładnie, gdyż zdziwiłam się, że bohaterowie to gimnazjaliści - myślałam, że będą chodzić do liceum. Ich wiek nie jest tu jakąś przeszkodą, myślę, że z powodzeniem można by było ich osadzić w strukturach wyższego levelu szkolnictwa. Jedynie związek nauczyciel-uczennica wydaje się być bardziej niesmaczny. Poza tym, takie przenoszenie się Kanoko w ostatniej klasie w trakcie przygotowań do egzaminów? Ciekawe czy w następnych tomach będzie podane jakieś wytłumaczenie tego stanu rzeczy. Swoją drogą wspomnę tutaj, że istnieje sequel tej mangi Koi da no Ai da no, gdzie bohaterka, już licealistka na stałe uczęszcza do jednej szkoły.

Uśmiech Kanoko to pierwsza manga Ririko Tsujity wydana w wersji tomikowej. Po kresce widać, że powstała ona w początkach kariery i będzie jeszcze z czasem szlifowana. Wyraźnie typowo shoujowata, bohaterowie (a zwłaszcza bohaterki) mają duże oczęta, szczupłe sylwetki, ładne rysy twarzy. Spora ilość gagów generuje niemałą liczbę bardziej SD-czkowych rysunków, przerysowanych, karykaturalnych. Niekiedy zdarzają się "krzywe mordy", dziwne perspektywy, błędy w proporcjach i inne potknięcia początkujących. Teł nie ma dużo, a jeśli już to są niezbyt szczegółowe. Rastry są, jednak tak naprawdę karty mangi wypełniają postacie, zajmując większe części kolejnych stron. Przejścia między kadrami są w porządku, nie gubimy się, jednak czasem mam wrażenie, że akcja idzie zbyt szybko. Czyli ogólnie nie jest źle - jednak mam jeden mały problem. Poboczne postacie (oprócz Kanoko i Tsubakiego) strasznie zlewają się ze sobą. Może to przez to, iż po chwili znikają w odmętach historii, a może są za mało charakterystyczne?

Tomik został wydany w standardowym dla Studia JG formacie - B6+, otacza go błyszcząca różowo-niebieska obwoluta. O ile zastosowanie tego dziewczęcego koloru jeszcze rozumiem (mógłby tylko być bardziej stonowany) - to ten błękit jest już pomyłką. Całość dobijają wielkie, toporne czcionki jakie zastosowano w tytule i autorce. Do tej pory okładki tego wydawnictwa były ładne, bądź przeciętne (wyjątek - czcionka użyta w Emmie), tak tym razem projektant się zupełnie nie spisał. Dodatkowe akcenty w postaci okularów i serduszek gubią się w całości i nie ratują tego koszmarka. Niestety, to będzie faworyt na najgorszą okładkę nowości 2015 roku. Grzbiet to standardowe elementy w kolorystyce z przodu, jednak tutaj wygląda to jeszcze gorzej, bo brak jest obrazka naszej "uroczej" parki w otoczeniu słitaśnych elementów. Tył jest cały różowy z białymi napisami (opis + cena + isbn), kodem kreskowym i małym rysunkiem, który na szczęście ma tylko obwódkę błękitną. Skrzydełka są już białe, na każdym znajdziemy po ilustracji, a na lewym dodatkowo kolejny opis fabuły. Pod obwolutą mamy niezbyt ładnie wyglądający biało-zielony tomik w pionowe paski.

Tom otwiera się dość opornie i podczas lektury bolały mnie nieco ręce. W środku znajdziemy białe kartki, minimalnie prześwitujące (trzeba się dobrze przyjrzeć!). Marginesy wewnętrzne są za duże jak na mój gust, a kadry przy krawędziach - poucinane, czasem nawet dość mocno. Paginacji praktycznie brak, więc nie będę w stanie podawać numerów stron z błędami. Jeśli chodzi o jakość druku - czasami mam wrażenie, że rysunki są dość słabo odbite, jednak równie dobrze może to być wina słabych materiałów od japońskiego wydawnictwa, niż samej drukarni.

Pomijając czcionkę na obwolucie - w środku znajdziemy już standardowe, proste fonty, które często spotkamy u tego wydawcy. Pasują i nie zaburzają czytania. Onomatopeje zostały w całości wymazane (a przynajmniej nic nie zauważyłam innego) i zastąpione polskimi odpowiednikami. Zazwyczaj u Studia JG mam ochotę poprzesuwać napisy w dymkach, aby były dobrze wypośrodkowane itp., jednak tym razem nie zaznałam te chęci.

Za tłumaczenie pierwszego tomu Uśmiechu Kanoko odpowiedzialna była Paulina Ślusarczyk-Bryła. To chyba pierwsza komedia, którą czytałam w jej przekładzie, a wiadomo - nie jest to najłatwiejszy kawałek chleba. Język jakim posługują się bohaterowie zdaje się być mocno młodzieżowy (już dawno wyrosłam z tego wieku...) i pełen "fajnych" określeń. Jakich? Na przykład takie "heheszkuje", "cofki", "wujnia z grzybnią" itp. Początkowo nawet brzmiało to dobrze, jednak im dalej w las - tym bardziej męczące to sie zdawało. Poza tym wielki minus ode mnie za "kibel", czy spolszczanie angielskich słówek - "imidż", "tap madyl". Dodatkowo pojawiły się takie określenia jak "książę udzielny" czy "co waćpan powiesz na takie dictum", które niekoniecznie trafią do osób młodszych. Jednak generalnie nie czytało się źle - ale jednak wzięłabym się troszkę na wstrzymanie w następnych tomach. Z błędów zauważyłam dwie literówki. No i mamy oczywiście standardowe dla tego wydawnictwa imiona bez kresek z wyjaśnieniami kreskowymi (kto czytał ich tytuły, to wie o co biega).

Niby Studio JG wydaje/wydało sporo mang, jednak ich oferta niezbyt często do mnie trafia. Z drugiej strony mam od nich trzy absolutne "must have". Uśmiech Kanoko nie znalazł się w tym elitarnym gronie, jednak od kiedy go zapowiedzieli - wiedziałam, że go nabędę. Dobra, krótka szkolna komedia shoujo, to coś czego mi brakowało. Czy sprostała oczekiwaniom? Myślę, że tak. Może nie przyprawiała mnie o kontrolowane wybuchy śmiechu, jednak na pewno rozbawiła. Autorka ma niezłe poczucie humoru, nie przesadza, jak to czasem bywa. Manga ma swoje wady i zalety, jednak pozytywy, na szczęście, przeważają. Taka niezobowiązująca lektura, bez żadnej wybitności, jednak pozostawiająca po sobie dobre wspomnienia.

6 komentarzy:

  1. Pewnie jak będą wszystkie 3 tomy to nabędę przy okazji w jakiejś promocji - na razie tylko przewertowałam pierwszy tom w Empiku i w sumie sama nie wiem - bo tak jak mówisz, dużo osób zachwalało, a to wygląda na najzwyklejsze lekkie czytadło do relaksu i teraz mogłabym się jeszcze zawieść. A jak poczekam, to może moje wyobrażenie minie ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli to nie wygra w tym głosowaniu na najgorszą okładkę roku, to ja nie wiem co.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Love Stage! tak na przykład. Okładka LS! i Uśmiechu Kanoko są siebie warte... Obie paskudne i odstraszają od zakupu, choć ja to bym ich w ogóle kijem nie tknęła :)

      Usuń
    2. O tak, Love stage z brzydkim grzbietem, albo Mushishi także przez grzbiet. Sama nie wiem na co zagłosuję.

      Usuń
  3. Tak odpychającej okładki dawno nie widziałam i jak już kupię pierwszy tom, to obłożę w gazetę, żeby nie straszyła na półce. Nie miałam zamiaru kupować w sumie, ale po przeczytaniu Twojej recenzji nabrałam ochoty, żeby sprawdzić, czy takie historie jeszcze mnie bawią.
    Najwyżej sprzedam, jak mi się nie spodoba.

    Mysz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za ten tekst, zastanawiałam się w sobotę nad tym pierwszym tomem, ale teraz widzę, że to coś zupełnie nie dla mnie, nawet mimo że krótkie.

    OdpowiedzUsuń