niedziela, 29 maja 2016

[porównanie]Alicja w Krainie Koniczyny: Walc Kota z Cheshire tom 1 vs Alice in the Country of Clover: Cheshire Cat Waltz vol. 1

Ostatnio przybyło do mojego mangozbioru kilka polskich wydań mang, które już posiadam w wersji anglojęzycznej. Recenzje pochłaniają dużo czasu, więc zdecydowałam się wypróbować coś innego - pojedynek Polska vs USA. Na pierwszy (i mam nadzieję, że nie ostatni) ogień - Alicja Liddell hasająca po koniczynkowej krainie.

Ogólnie o mandze::

Heart no Kuni no Alice to japońska gra otome (visual novel), która została wyprodukowana w 2007 roku przez firmę QuinRose, będąca luźną adaptacją znanej książki dla dzieci Alicja w Krainie Czarów autorstwa Lewisa Carrolla. Osiągnęła ona spory sukces, co zaowocowało pojawieniem się kolejnych gier spod znaku Alicji (w tym Clover no Kuni no Alice, na podstawie której jest opisywany tu tytuł), a także innych "dodatków" czyli mang, light noveli, artbooków itp. Komiksowe adaptacje ukazywały się w Japonii nakładem trzech wydawnictw: Mag Garden (2 tytuły, 8 tomów), Ichijinsha (21 tytułów, 42 tomy) oraz Ohzora Shuppan (8 tytułów, 9 tomów). Siedmiotomowe Clover no Kuni no Alice: Cheshire Neko to Waltz (o którym będzie tu mowa) wychodziło w latach 2009-2011 i jest to jedna z dwóch najdłuższych alicjowych mang (obok Joker no Kuni no Alice: Circus to Usotsuki Game). Za rysunki była odpowiedzialna Mamenosuke Fujimaru, która to była flagową alicjową mangaczką - spod jej ręki wyszło dziewięć spin-offów, razem 21 tomów.



Ogólnie o wydaniach:

Seven Seas (USA): Alice in the Country of Clover: Cheshire Cat Waltz wychodziło w latach 2012-2013 nakładem wydawnictwa Seven Seas. Była to ich druga alicjowa manga (pierwsze było Bloody Twins) i walnie przyczyniła się do rozwoju tego wydawcy, notorycznie lądując na listach najlepiej sprzedających się mang w USA. Korzystając z koniunktury - Seven Seas przez dłuższy czas regularnie wydawał kolejne alicjowe spin-offy (Yen Press zgarnął jedynie główną serię i jeden dodatek), niestety od prawie roku nie pojawiło się nic nowego - zapewne ma to, przynajmniej częściowo, związek z upadkiem firmy QuinRose, odpowiedzialnej za alicjowe gry, ale również zmniejszeniem zainteresowania czytelników. Pierwszy tom amerykańskiego wydania ukazał się trzy lata później niż japoński, dwa lata po pierwszym wydaniu Alice in the Country of Hearts od TokyoPop i w tym samym czasie co drugie wydanie od Yen Pressu. Jego cena okładkowa jest spora, nawet jak na amerykańskie wydanie i wynosi 13.99 dolarów. Nie wiem ile dokładnie zapłaciłam za swój egzemplarz, ale wydaje mi się, że coś około 35 złotych (dzięki różnym zniżkom i ówcześnie dość niskim kursie). Gdybym chciała obecnie go kupić - musiałabym wysupłać znacznie więcej. Tomik można bez problemu nabyć za pośrednictwem sklepów internetowych - zarówno polskich, jak i zagranicznych.

Studio JG (Polska): W 2013 roku wydawnictwo Studio JG zakończyło wydawać Alicję w Krainie Serc. Od tamtej pory regularnie pojawiały się informacje i pytania dotyczące wydania spin-offów. Początkowo nieoficjalne, nie wymieniające konkretnego tytułu. W 2014 roku wybrany został dodatek, a w marcu 2015 roku Studio JG oficjalnie zapowiedziało wydanie Alicji w Krainie Koniczyny z premierą w lipcu 2015 r. Jednak pierwszy tom ostatecznie ukazał się dopiero w kwietniu 2016 r., a więc ponad rok po zapowiedzi (choć należy tu zaznaczyć, że w międzyczasie upadła firma QuinRose, co zapewne mogło wpłynąć na tak długi czas oczekiwania), prawie trzy lata od wydania ostatniego tomu Alicji w Krainie Serc, a także siedem od 1 tomu japońskiego wydania. Z tego co pamiętam, to Studio JG przyznało, że główna seria miała dobre wyniki sprzedaży (inaczej zapewne nie zdecydowaliby się na wydanie spin-offa), jednak czy siedmiotomowa seria, mająca już (raczej) za sobą szczyt popularności - okaże się sukcesem? Osobiście byłam za tym, żeby wydali krótsze alicjowe tytuły, a nie pakowali się w coś tak długiego. W porównaniu do amerykańskiego wydania koszt nabycia tego tomu jest niski - cena okładkowa to 19,90 zł, a w sklepach internetowych można znaleźć go jeszcze taniej. Dostępność również nie jest problemem.

Zwycięzca:
- data wydania: Seven Seas
- cena: Studio JG
- dostępność: remis
- ogólnie: remis

USA vs Polska: 1:1



Część zewnętrzna:

Seven Seas (USA): Amerykańskie wydanie zostało wydane w formacie A5, czyli powiększonym w stosunku do innych mang od tego wydawcy. Podobnie jak prawie wszystkie tytuły wychodzące w USA - nie posiada obwoluty, ani skrzydełek - przez co rysunki które znajdowały się na tomie, przeniesione zostały na ostatnie strony. Kartonowe okładki są gładkie, błyszczące. Ich wygląd został tylko nieznacznie zmieniony do oryginału - m.in. pozostawiono charakterystyczną zielono-białą "oprawę" wokół frontalnego rysunku. Zaprojektowano również ładne "alicjowe" tytułowe logo, które umieszczono w kółku, znajdującym się w górnym prawym rogu - proste, bez zadęcia, z serduszkiem jako kropką (co ciekawe - w każdej z krain, kropką jest motyw z innej). Dzięki temu zabiegowi, z jednej strony - okładkowa ilustracja jest praktycznie w całości dobrze widoczna, z drugiej - jest ogólnie mało czytelnie. Grzbiet to typowy przedstawiciel tego wydawnictwa - u góry mamy rysunek przedstawiający jednego z bohaterów mangi (w tym konkretnym przypadku - Borysa), dalej tytuł, podtytuł, numer tomu na tle różowego kotka, wziętego z oryginalnego projektu, a na samym dole - czarno-białe logo wydawcy. Tył w stosunku do oryginału nie przeszedł wielu zmian - mamy tutaj 4-komę, rysunek bliźniaków, krótkie, proste straszczenie tomiku oraz trochę standardowych elementów "wydawniczych". Całość wygląda schludnie, prosto, bez udziwnień, przyjemnie dla oka. Jedynie przyczepiłabym się do różowego kotka (na froncie i grzbiecie) i podtytułu (na grzbiecie), które gryzą się trochę z ciemną zielenią. Jednak to już wina japońskiego oryginału. Sam tomik otwiera się lekko, nie trzeba wkładać w to żadnego wysiłku, nie ma obawy, że coś się złamie, ani nic.

Studio JG (Polska): Nasz rodzimy wydawca, w odróżnieniu od zachodniego - jest "obciążony" wydaniem pierwszej alicjowej serii od Mag Garden, która to wyglądem zewnętrznym dość znacząco różni się od tych wydanych przez Ichijinshę. Dlatego też mamy tu do czynienia z szukaniem kompromisu, pomiedzy tymi dwoma wydaniami. Format koniczynkowego tomiku jest dokładnie taki sam jak u Seven Seas, czyli A5, natomiast Alicja w Krainie Serc była wydana w standardowym dla Studia JG - B6. Przy czym należy tu wspomnieć, że japoński oryginał również jest większy od ichniejszych zwyczajowych wydań. Co ciekawe, mimo zwiększenia formatu - cena pozostała ta sama, czyli 19,90 zł. W polskim wydaniu zastosowano błyszczącą, śliską obwolutę ze sporymi skrzydełkami. Okładka i grzbiet przeszły w polskiej wersji najwięcej zmian w stosunku do oryginalnego wydania - brak tutaj zielonej oprawy i teł. Front mocno przypomina sercową serię - tytuł został zapisany tą samą czcionką (przy czym kropki tym razem to małe koniczynki, wcześniej były to, oczywiście, serca, a delikatny obrys jest tym zielony), a od strony grzbietu mamy białą "koronkę". Co ciekawe brak tutaj wypisanych autorów serii, jest natomiast kotek (na szczęście zielony, przez co bardziej pasuje do całości) z numerem tomu. Grzbiet jest biały, jego układ jest identyczny do wcześniejszej serii - czyli na górze logo SJG, tytuł z podtytułem, kotkowy numer tomu, autorzy w dwóch wierszach, a na końcu kolejne, małe logo. Wszystko by było super, gdyby nie jeden szczegół - różowy kolor tytułu, który mocno gryzie się z całością. Tył obwoluty jest już mocniej zbliżony do oryginału - tło jest w jaśniejsze i ciemniejsze zielone romby z koronkami po bokach, mamy streszczenie (choć niezbyt mi się podoba "złoty" kolor nagłówka), 4-komę i bliźniaków. Elementów wydawniczych jest minimalna ilość. Na skrzydełkach natomiast dostaliśmy to samo rombiaste tło z białymi ozdobnikami, z jednej strony dodatkowo dużą, ozdobną koniczynę, a z drugiej Petera i Pierce'a. Jeśli chodzi o ogólną kolorystykę - mam wrażenie, że w polskim wydaniu barwy są bardziej nasycone. Dzięki zastosowaniu obwoluty - podobnie jak w oryginale, na biało-brązowym tomie dostaliśmy odautorskie ilustracje. Tom nie otwiera się tak lekko i przyjemnie jak amerykański - trzeba włożyć trochę siły, a na potrzeby zdjęć, musiałam go mocno wyginać, przez co powstało brzydkie odkształcenie na moim woluminie.

Zwycięzca:
- format i ogół tomu: remis
- okładka: Seven Seas
- grzbiet: Seven Seas
- tył: Seven Seas
- skrzydełka i tom podobwolutowy: Studio JG
- ogólnie: Seven Seas

USA vs Polska: 2:1



Część wewnętrzna:

Seven Seas (USA): tom zaczynają dwie kolorowe, średniogrube, lekko szorstkie, błyszczące strony, które bardzo mocno prześwitują. Dalej jest już lepiej - mamy tutaj do czynienia z jasnoszaro-żółtawym, dość grubym, szorskim papierem, w którym już znajdziemy tylko minimalne prześwity. Dalej mamy pięć stron wprowadzających - stronę tytułową i wydawniczą, stronę z ilustracją przedstawiąjącą Borysa z Alicją, stronę z streszczeniem historii oraz ostatnią, z przedstawieniem wszystkich bohaterów. Przy czym te krótkie biogramy i ilustracje są wzięte z gry, przez co ich kreska jest znacznie gorsza. Następnie idzie już właściwa historia, a poszczególne jej części przedzielone są dużymi rysunkami bohaterów mangi. Po trzech rozdziałach mamy krótką historyjkę, będącą flashbackiem z krainy serc. Potem dwie strony odautorskie, które oryginalnie były pod obwolutą (całe szczęście, że ich nigdzie nie zagubili, tak jak rysunków ze skrzydełek), jednostronnicową zapowiedź kolejnego tomu, krótki preview innej mangi od Seven Seas - A Certain Scientific Railgun oraz reklamę innych tytułów od tego wydawcy. Jeśli chodzi o jakość środka to jest tu całkiem nieźle. Kadry nie wyglądają na ucięte, margines wewnętrzny jest idealny, druk bardzo dobry, dialogi dobrze umiejscowione w dymkach. Niestety mamy tu do czynienia ze zjawiskiem chronicznego nie czyszczenia onomatopei, nawet tych łatwiejszych. Czcionki są generalnie bardzo zwykłe, proste, może nie jakieś najcudowniejsze, ale takie żeby nie przeszkadzały. Numeracji brak. Osobiście nie jestem purystką i nie uważam, że każdy japoński krzaczek musi być wyczyszczony - jednak co za dużo to nie zdrowo.

Studio JG (Polska): układ stron w polskim wydaniu jest praktycznie taki sam jak w amerykańskim - na początek mamy dwie kolorowe strony, błyszczące, śliskie, cieńsze, za to znacznie mniej prześwitujące. Potem również pięć wprowadzających stron, przy czym wydawnicza została zamieniona na spis treści. Wygląd tej części, zastosowane czcionki generalnie bardziej mi się podobają niż u Seven Seas, za wyjątkiem streszczenia. Z oczywistych względów na końcu już nie uświadczymy odautorskich rysunków, mamy za to stronę wydawniczą. Brak jest jakichkolwiek reklam - osobiście uważam - ok, niech sobie będą, ale previewy innych mang (zwłaszcza totalnie różnych od tytułu który mamy w ręce) są już przesadą. Papier na którym zadrukowano tomik jest bielutki, gładki, średniocienki, nieco prześwitujący. Jak na ciężko się otwierający tomik - marginesy są albo za małe, albo jest ich brak. Kadry są wyraźnie poucinane na brzegach - widać to już wyraźnie od samego początku, nie trzeba nawet przykładać do amerykańskiego wydania, a jeśli już to zrobimy - widać kolosalną różnice między tymi dwoma tomami. Jeśli chodzi o edycję i typesetting to jest... zwyczajnie. Poprzednio główna czcionka stała się "myślową", a na jej miejsce dano taką standardową, używaną często i gęsto, również w skanach. Oczywiście nie pamiętam jej nazwy. W każdym razie pod tym względem bardziej podobało mi się jak było wcześniej, chociaż tam też nie było jakoś nadzwyczajnie, a raczej bardzo na jedno kopyto. Tutaj zwiększono ilość fontów, jednak dodałabym jeszcze jeden - słowa "otwórz drzwi" zdecydowanie potrzebują jakiejś innej, nieco ozdobnej czcionki. Onomatopeje zostały grzecznie w całości wyczyszczone i zastąpione polskimi odpowiednikami. Druk jest bardzo dobry, wyraźny, odpowiednio nasycony. Numeracji również i tu brak.

Zwycięzca:
- kolorowe strony: Studio JG
- papier: Seven Seas
- druk: remis
- kadrowanie, marginesy: Seven Seas
- edycja i typesetting: Studio JG
- ogólnie: Seven Seas

USA vs Polska: 3:1



Tłumaczenie:

Seven Seas (USA): od razu się przyznam, że na potrzeby tego porównania nie przeczytałam ponownie amerykańskiego tomu i będę się tu opierać na mej pamięci. Generalnie jest ciężko oceniać mi angielskie tłumaczenia - to nie jest mój ojczysty język, a wyuczony. Sama popełniam w nim błędy, więc moja ich zauważalność jest zaburzona. Jakieś oczywistości jestem w stanie wyłapać, jednak niuanse już niezbyt. Za przekład tego tomu odpowiedzialne były: Angela Liu (tłumaczenie) i Lianne Sentar (adaptacja), które związane są z amerykańskim, alicjowym światem już od pierwszego wydania Alice in the Country of Hearts od TokyoPopu. Niestety na temat ich tłumaczeń naczytałam się trochę negatywnych opinii - przy czym nie chodzi tu o błędy, lecz o przeinaczanie wypowiedzi, ich stylu, kontekstu itp. Najwięcej zarzutów kierowanych jest w stronę wypowiedzi Blooda. Zainteresowanych odsyłam do poczytania m.in. tutaj. Osobiście nie mogę potwierdzić czy rzeczywiście coś jest nie tak - nie znam japońskiego, nie mam oryginałów, mogę jedynie, jak większość z nas, zdać się na innych w tej kwestii. Jeśli chodzi natomiast o jakieś literówki, błędy ortograficzne czy cuś - pamiętam, że w niektórych tomach znalazłam jakieś pojedyncze przypadki, ale w których - nie pamiętam.

Studio JG (Polska): o ile za przekład Alicji w Krainie Serc odpowiedzialna była Paulina Ślusarczyk, tak tym razem zatrudniono do tego zadania Ewę Zabielską. Ostatnio mam mały kontakt z mangami Studia JG (nie kupuję żadnego ich tytułu wychodzącego regularnie, mam jedynie rozgrzebane OPM) więc nie wiem czy jest to debiut tej tłumaczki, czy już się gdzieś pojawiła. W każdym razie poradziła sobie dobrze. Czytało mi się przez większość czasu płynnie, z niewielkimi tylko od czasu do czasu zgrzytami, ale takimi że nie chciało mi się ich nawet zapisywać. Jedynie przyczepiłabym się bardziej do słówka "przenosiny". Jakoś mi ono zupełnie nie pasuje. Bardziej bym widziała w tym momencie "przesunięcie", "ruch" - czyli określenia wzięte z terminologii gier, bo nie zapominajmy, że to manga na podstawie właśnie visual novel. Angielskie "move" jest zdecydowanie lepiej dobrane do tej sytuacji.

Zwycięzca: Studio JG

USA vs Polska: 3:2



Fabuła i rysunki

Tej części miało nie być, gdyż wydawnictwa nie mają na nią wpływu - jednak głupio jest nie napisać czegoś o tym. Niestety osobiście jestem dość negatywnie nastawiona do kotkowego spin-offu. Znam już całość, no i już jakiś czas temu przeszedł mi początkowy wielki hype na Alicję (wciąż ją lubię, ale wybredniej). Lektura polskiego tomu była lekko nużąca, gdyż po raz kolejny dostaję to samo. Tak, to jest problem z tym uniwersum - za każdym razem, na początku dostajemy bardzo podobną opowieść, która dopiero potem wędruje w innych nieco kierunkach. Pamiętam, że czytając trzy lata temu angielską wersję - podobało mi się. A więc jeżeli macie za sobą tylko Alicję w Krainie Serc (bez jej znajomości też można sięgnąć po tę mangę), a na dodatek jesteście fankami Borysa - spokojnie możecie sięgnąć po ten tytuł. Tylko uprzedzam, że opowieść w którymś momencie "siada" i ciągnie się jak flaki z olejem, aby dopiero pod koniec przyśpieszyć. Natomiast jeśli chodzi o rysunki Mamenosuke Fujimaru - to jestem ich zagorzałą fanką. To jeden z pierwszych jej tomików, więc zdarzają się gorsze strony, jednak z czasem będzie coraz lepiej. Ma uroczą, bardzo dziewczęcą kreskę, lekką, zwiewną, stosuje sporo rastrów, teł wiele nie uświadczymy. Faceci to rasowe bishe, a sceny miłosne są zdecydowanie *doki doki*, jak przystało na mangaczkę zaczynającą karierą od doujinshi.



Podsumowanie

Gdy Studio JG ostatecznie zapowiedziało rok temu wydanie Alicji w Krainie Koniczyny: Walc Kota z Cheshire, stwierdziłam, ze gdybym trzy lata wcześniej była pewna, ze to zrobią - nie kupowałabym amerykańskiego wydania. Czy teraz, po lekturze, podtrzymuję te słowa? W obydwu wersjach są błędy, niedociągnięcia. Niestety u Studia JG znajdziemy coś czego nie cierpię - ucinania kadrów. Jeśli jest ono mocno delikatne, mało widoczne - przeżyję. Jednak chamskie wycinanie kawałków rysunków, widoczne bez jakichkolwiek porównań - to coś co zasługuje na nasz zdecydowany sprzeciw! Czemu wciskają nam niepełnowartościowy produkt, skoro można przygotować go lepiej - jak pokazuje przykład Seven Seas (wątpię by dostali inne materiały od Japończyków). Rozumiem że trzeba zrobić spady - jednak dlaczego wydawca daje je na rysunkach? Nie może "dorobić" białej obwódki i żeby to ją drukarnia obcięła? Czy taki prosty trik nie jest możliwy do zrobienia? Oczywiście drukarka nie tnie idealnie, więc ta obwódka nie mogłaby być dokładnie tak duża jak spad, żeby nie było jakiś białych pozostałości na brzegach, ale mogłaby chociaż częściowo robić za "odpad". Tak więc zmierzając do końca, bo czas goni i ciśnienie niepotrzebnie rośnie - w sumie cieszę się, że wyszło jak wyszło. Kupować polskiego wydania nie zamierzam - chyba, że za jakieś psie grosze, jak wyjdzie całość.

al01.jpg al03.jpg al04.jpg al05.jpg al06.jpg al07.jpg al08.jpg al09.jpg al10.jpg al11.jpg al12.jpg al13.jpg al14.jpg al15.jpg al16.jpg al17.jpg al18.jpg al19.jpg al20.jpg al21.jpg al22.jpg al23.jpg al24.jpg al25.jpg al26.jpg al27.jpg al28.jpg al29.jpg al30.jpg al31.jpg al32.jpg

7 komentarzy:

  1. Z góry przepraszam za masakryczną ilość powtórzeń...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli będzie to moja pierwsza Alicja (1 tom wpadł mi w ręce po prostu) to nic nie szkodzi, że nie znam uniwersum czy innych części?

    OdpowiedzUsuń
  3. Alicji nie zbieram ale... Piękna Alicjowa półka! :D. To wszystkie Twoje mangi z tego uniwersum? Szkoda, że nie można powiększyć zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, cała moja alicjowa kolekcja :) Większa wersja: http://vpx.pl/i/2016/05/30/calosc.jpg ;P

      Usuń
  4. Bardzo fajne porównanie :D czekam na kolejne z tego cyklu :D choć mi osobiście bardziej podoba się projekt obwoluty JG aniżeli SS, bo jak patrzeć na sam grzbiet to z niczym mi się różowy napis nie gryzie, a jak patrzeć na obwolutę + grzbiet to napis pasuje kolorem do kota.
    Ja nie zainwestuję jednak w dodatek bo akurat romans Alicji z kotem ani trochę mi nie pasuje (Ace, zegarmistrz, nawet Blood... ale nie kot XD) a sama podstawka wydała mi się co najwyżej w porządku. Zapewne przez brak styczności z grą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Te poucinane kadry są straszne. ;_;

    OdpowiedzUsuń